Gastronomia protest Poznań fot. Sławek Wąchała

Poznań: “Ratujcie nas przed upadłością!” Gastronomia protestowała na Starym Rynku

– Jesteśmy u kresu wytrzymałości – mówili właściciele i pracownicy lokali gastronomicznych. – Dlaczego kościoły, szkoły i przedszkola mogą być otwarte, a restauracje nie? Rząd zabija branżę!

Przypomnijmy, że od 24 października wszystkie lokale mogą jedynie wydawać posiłki na wynos. Decyzja została wprowadzona z dnia na dzień, nie dając lokalom nawet możliwości wyprzedania zapasów. A przecież od marca cała branża działa w bardzo ograniczonym zakresie: gdy skończył się wiosenny lock down, lokale musiały ograniczyć liczbę stolików, skrócić godziny otwarcia, a kluby taneczne czy dyskoteki w ogóle nie mogły działać i tak jest do dziś. Teraz nawet ten ograniczony zakres działalności został zlikwidowany.

– Od marca toczymy walkę i jest to walka o przetrwanie – mówiła Malwina Brencz, prowadząca firmę Gastro Projekt. – Poznańska gastronomia jest w zapaści! Jesteśmy w sercu Poznania, na Starym Rynku, i to serce bije coraz ciszej. To my jesteśmy atmosferą tego miasta, to my przyciągamy tutaj ludzi i inwestycje. Domagamy się ratowania naszych firm przed upadłością! Jak na tlen czekaliśmy na okres jesienno-zimowy i został on nam po prostu odebrany. Najpierw przez strefy żółte i czerwone wprowadzające ograniczenia do naszych lokali, a teraz właściwie w ciągu kilku godzin, nie dając nam szansy na wyprzedanie towaru, pojawił się lock down 2.0. Rząd uznał, że to nasze firmy są jedną z przyczyn rozprzestrzeniania się wirusa w Polsce. To w naszych niewietrzonych lokalach czai się wirus! Nie ma go w sklepach, szkołach, kościołach, środkach komunikacji, nie ma w fabrykach i przedsiębiorstwach, gdzie tysiące ludzi pracuje na jednej zmianie jednocześnie!

Malwina Brencz zwróciła też uwagę, że z gastronomią jest powiązanych wiele innych branż, które bez niej upadną: dostawcy, obsługa techniczna, artystyczna i wiele innych. Wsparcie, które firmy dostały wiosną, wystarczyło na krótki czas. Gastronomia domaga się stałej, nie okazjonalnej pomocy państwa: świadczeń postojowych dla pracowników, zwolnienia z opłacania składek ZUS, zwolnienia z opłacania podatku dochodowego od wynagrodzeń, z obniżenia podatku VAT na wszystkie usługi z 23,8 na 5 proc. i subwencji, które pozwolą na wypłaty wynagrodzeń, zapłaty czynszu i rat od kredytów i leasingów.
– Wszyscy chcemy się w jakiś sposób utrzymać i funkcjonować w kraju, który kochamy – podsumowała Malwina Brencz. – I po prostu mamy k… dosyć!

Ernest Jagodziński, słynny poznański szef kuchni i autor inicjatywy “Poznańscy Kucharze Razem”, zwrócił uwagę na to, że umożliwienie sprzedaży na wynos absolutnie nie rozwiązuje problemu.
– Potrzebna jest otwarta restauracja, atmosfera w restauracji, obsługa kelnerska, obsługa kucharza, pani pomoc kuchenna – wyliczał. – Ja jako właściciel restauracji de facto nie wiem, co mam powiedzieć tym ludziom, co będzie dalej. Jeden lock down przeżyliśmy a drugi? Nie wiem, ale walczymy. Nie poddamy się, bo gastronomia to nie jest zawód. To jest styl życia. I nie damy się zamknąć i okradać państwu.

Łukasz Stelmasiak jest właścicielem jednego z najmniejszych lokali w Poznaniu “W przelocie” przy Gołębiej. Od kilku miesięcy ani on, ani jego pracownicy – nie mają pracy.
– Pamiętajmy, że wszystkie rewolucje rodzą się w kawiarniach – przestrzegał.

Piotr Halicki, kolejny przedsiębiorca, zwrócił z kolei uwagę, że pomoc z tarcz antykryzysowych może się teraz stać gwoździem do trumny ze względu na ograniczenia, jakie zawierała.
– Te ograniczenia przede wszystkim utrzymanie zatrudnienia, na które teraz nas nie stać – podkreślał. – Ale jeżeli tego zatrudnienia nie utrzymamy, to będziemy musieli oddać całą pomoc, jaką otrzymaliśmy od rządu, a dodatkowo będziemy musieli zapłacić podatek od tych pieniędzy, które dostaliśmy na wiosnę, co jeszcze nas dodatkowo pogrąży. Ta pomoc od rządu staje się ciosem nożem w plecy.

Zwrócił też uwagę, że pomoc od rządu była tylko na trzy miesiące, a od marca minęło znacznie więcej czasu. W dodatku decyzje rządu odcinają możliwość zarabiania pieniędzy nie tylko milionowi ludzi zatrudnionych w gastronomii, ale też kolejnym trzem milionom z branż współpracujących z gastronomią.
– Gorąco apeluję do wszystkich, żeby wsparli nasz apel do zarządzających tych krajem -mówił Piotr Halicki – żeby jednak zastanowili się nad tym, co robią z całą branżą gastronomiczną i ludźmi, którzy w niej pracują.

O wsparcie dla branży zaapelował też Maciej Nowak, wicedyrektor Teatru Polskiego, który jest także krytykiem kulinarnym, a swoimi doświadczenia dzielili się pracownicy, którzy już utracili pracę.
– Pracuję dostając co miesiąc nową umowę i nie wiem, czy dopracuję do końca miesiąca, a co dopiero w następnym – opowiadała jedna z kobiet. – Zarabiam mało, ale cieszę się, że w ogóle mam pracę. Tylko że kończy mi się zawieszenie rat kredytu hipotecznego, bo mogłam zawiesić tylko na pół roku. I co dalej? Z czego mam płacić?

Przed stanowiskiem dla kolejnych mówców stał stół nakryty do posiłku, z menu rozłożonymi na nakryciach. To była symbolika ostatniej wieczerzy polskiej gastronomii z zielonymi stroikami jako symbolem nadziei – i z płonącymi zniczami symbolizującymi to, że branża umiera.

Lilia Łada

5 5 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze