Lotniskowiec na peryferiach - spacer po Głuszynie fot. Sławek Wąchała

Poznań: Przyrost masy na Głuszynie, czyli spacer granicami Poznania

Głuszyna jest częścią Poznania, choć bardzo łatwo o tym zapomnieć, szczególnie gdzieś na brzegach Głuszynki albo przy dworku Unrugów. Ale i tu idą zmiany, o czym mówił Jakub Głaz podczas spaceru z cyklu “Przyrost masy”, który tym razem był poświęcony Głuszynie.

Spacer nie bez powodu nazywał się “Lotniskowiec na peryferiach” – bo ta Głuszyna, do niedawna zapomniana, żyjąca swoim, bynajmniej nie wielkomiejskim życiem, zaczyna być odkrywana przez mieszkańców i przez deweloperów. A będzie jeszcze bardziej, gdy rzeczywiście zacznie się budowa tunelu na Starołęce, który ułatwi do niej dojazd. Na razie tylko się o niej mówi.

Warto więc obejrzeć Głuszynę dziś, póki jeszcze trwa nieco senna w letnim słońcu i zachwyca spokojna urodą – bo już wkrótce może jej nie być.

Ale zacznijmy od początku: Głuszyna leży na południowo-wschodnim krańcu miasta, przepływa przez nią rzeczka Głuszynka. Na początku wcale nie była dzielnica Poznania, tylko wsią. I to stara wieś: najstarsze wzmianki o niej odnotował Jan Długosz przy okazji najazdu Krzyżaków na Wielkopolskę w 1331 roku. W nowszych czasach Głuszyna zasłynęła tym, że urodził się w niej w 1797 roku Paweł Edmund Strzelecki, polski podróżnik i odkrywca. Teraz stoi tu upamiętniający go obelisk, jest też pamiątkowy głaz.

Chlubą Głuszyny jest zabytkowy kościół z XII wieku pod wezwaniem św. Jakuba Większego Apostoła – stąd na ogrodzeniu świątyni można znaleźć ornament w kształcie muszli św. Jakuba. W kościele znajdują się dziewiętnastowieczne organy zbudowane przez Friedricha Ladegasta, a wokół urokliwy, stary cmentarz. Wszystko razem mieści się między dwoma ramionami ulicy Głuszyna, co bardzo urokliwie wygląda.

Obrazu podmiejskiej wsi dopełniają przydrożne krzyże i dwie cenne kapliczki – podobno jedną z nich ufundował gospodarza w podzięce za to, że na swoim polu wykopał skarb. W Głuszynie znajduje się także dworek Unrugów, w którym bywał Witkacy – jego żona, Jadwiga, była właśnie z domu Unrug.

Częścią Poznania Głuszyna stała się w 1942 roku, ale niewiele to zmieniło w życiu wsi. Dopiero powstanie osiedla mieszkaniowego dla lotników stacjonujących w Krzesinach nieco ożywiło osadę, bo przybyło w niej mieszkańców – ale jednocześnie zablokowało rozwój dzielnicy. Na długie lata o tym, co powstanie w dzielnicy, decydowały względy wojskowe, a nie potrzeby mieszkańców. Nie trzeba chyba mówić, że nader rzadko szły w parze…

Tak było na przykład przy planach budowy zbiornika rekreacyjnego w dolinach rzeczek Kopli i Głuszca z lat 1977-78. Zbiornik miał mieć powierzchnię 2100 ha i zajmować znaczną część doliny, miało nad nim wypoczywać nawet 50 tys. osób. Jednak ze względów militarnych – sąsiedztwo lotniska – do budowy nie doszło, a miasto skierowało swoje zainteresowania i pieniądze na Maltę.

Dziś Głuszyna jest prawie tak samo daleko od centrum Poznania jak w 1942 roku, gdy ja przyłączano. Co prawda środki komunikacji rozwinęły się od tego czasu, jeździ się szybciej – ale też i korki są większe, tłok na drogach, więc w sumie prawie na jedno wychodzi. Głuszynie z jednej strony wyszło to na dobre, bo nie zniszczyła jej rabunkowa “nowoczesna” zabudowa, ale z drugiej mieszkańcy narzekają na trudności z dojazdem do centrum, na brak dróg i chodników.

Ale i tu przychodzi nowe: pojawiły się nowe i nowoczesne ogrody działkowe, powstają nowe domy, jeszcze nieco nieśmiało, bo dojazd tu rzeczywiście nie zachęca. Ale miasto podpisało już list intencyjny z władzami PKP na temat budowy tunelu w ciągu ulicy Starołęckiej. A to odblokuje komunikacyjnie tę część miasta i wtedy ruszą budowy na potęgę. Dlatego wybierzcie się na Głuszynę, dopóki jeszcze zachowała swój staroświecki urok: zajrzyjcie do dworku Unrugów i malowniczych stawów za domem, obejrzyjcie kościół i cmentarzyk, spróbujcie odnaleźć w okolicznych lasach Głuszynkę i zobaczcie na własne oczy, jak lotnisko zmieniło charakter dzielnicy.

5 1 vote
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze