Stan Wyjątkowo Nieludzki, demonstracja fot. L. Łada

Poznań: Protest przeciwko Stanowi Wyjątkowo Nieludzkiemu. I w obronie dzieci z Michałowa

Stan Wyjątkowo Nieludzki – tak nazwali swoją demonstrację działacze Komitetu Obrony Demokracji w obronie ludzi zawracanych nielegalnie z granicy. A zwłaszcza dzieci, takich jak te z Michałowa, których zdjęcia obiegły całą Polskę.

Podczas całego protestu z głośników można było usłyszeć nagrania z granicy: płacz dzieci i słowa wypowiadane po polsku: “Tu jest Rzeczpospolita, wynoście się stąd”, “nie macie prawa tu być”, “wynocha”. Nie było przemówień ani głośnej muzyki.

– Postanowiliśmy, że to będzie cichy protest – wyjaśnił Sławomir Majdański z KOD. – Bez przemówień i okrzyków. Bo tak naprawdę w tej sytuacji co można powiedzieć…? Brakuje słów.

Jednak uczestnicy tej milczącej demonstracji, a było ich kilkadziesiąt osób, po zapaleniu znicza i ułożeniu maskotki chętnie dzielili się przemyśleniami. Przyszło tu sporo osób o krańcowo różnych poglądach i w różnym wieku, niektórzy z własnymi dziećmi. Było też sporo młodzieży, w skupieniu zapalających znicze na płycie placu Wolności. Dla wszystkich takie traktowanie dzieci, jak to ma miejsce na granicy polsko-białoruskiej, jest nie do zaakceptowania. A wprowadzenie stanu wyjątkowego po to, by bezkarnie wywozić dzieci do lasu nie ma nic wspólnego z człowieczeństwem. Tego zdania jest pani Patrycja, która przyszła dziś zapalić znicz z dwójką swoich dzieci.

– Jestem osobą głęboko wierzącą i jestem matką, wychowuję dzieci w duchu chrześcijańskim, żeby pomagały biednym i skrzywdzonym, bo przecież tego nas uczy nasza religia – mówi z goryczą. – I w głowie mi się po prostu nie mieści, jak można, będąc wychowanym w niej, wywozić małe dzieci do lasu! Serce mi pęka, bo to przecież dzieci, a tam jest zimno, mokro, idzie zima. Ja zaraz sobie wyobrażam, co bym czuła, gdyby to moje maleństwa znalazłyby się w takiej sytuacji i zawsze dziękuję Bogu, że u nas nie ma wojny, że nie trzeba uciekać do innego kraju, który tak by mnie i moje dzieci potraktował. Kto na coś takiego pozwala, chyba nigdy nie czuł miłości rodzicielskiej! Gdzie są kobiety, matki w tym rządzie? Żadna prawdziwa matka po prostu nie może się godzić na coś takiego!

Adrianna Kurek deklaruje lewicowe poglądy. Przyszła z transparentem, który przynosiła na Strajk Kobiet, z napisem “Nikt nie jest nielegalny”.
– Gdzie są ci wszyscy, którzy tak krzyczeli o świętości życia, o tym, że każde dziecko ma prawo do życia? – pyta. – Dlaczego na granicy nie ma pani Godek, która dla obrony życia poczętego podobno jest gotowa na wszystko, i pana Wróblewskiego od zakazu aborcji? A przecież tam są kobiety w ciąży, które mogą stracić swoje dzieci z powodu nieludzkich warunków. I co, to życie tam jest mniej święte? Jakoś teraz nie słyszę tych wielkich obrończyń życia i apostołek świętości rodziny. Ta sytuacja pokazuje ich monstrualna hipokryzję i zakłamanie.

Pani Helena i pan Jan Nowaccy przyszli zapalić znicz, bo mają wnuki i serce im się kraje, jak patrzą na nieszczęście ludzi na granicy. A zwłaszcza dzieci.
– My wiemy, że to akcja reżimu Łukaszenki, ale czy przez to ci ludzie są mniej nieszczęśliwi? – mówią. – Przecież oni zostali oszukani, okłamano ich. Przecież nikt rozsądny nie uwierzy, że setki tych migrantów specjalnie przyjeżdżają tu, żeby popełnić samobójstwo topiąc się w bagnach na granicy. A to przecież absurd. Dlatego trzeba im pomóc, oni są ofiarami tego reżimu, chcieli tylko lepszego życia.

Państwo Nowaccy oboje, jako malutkie dzieci, przyjechali ze swoimi rodzinami do Wielkopolski ze Lwowa. Byli uchodźcami z własnych domów, z własnego kraju. Oni tego nie pamiętają, ale rodzice opowiadali im, że przyjęto ich w Wielkopolsce bardzo serdecznie, pomagano, wspierano.
– Co się z nami porobiło od tamtego czasu, że nie umiemy potrzebującym okazać serca, kiedy sami tyle przeżyliśmy? – pyta pani Helena.
– Mamy bardzo krótką pamięć – kiwa głową pan Jan. – Zaledwie kilkadziesiąt lat temu znajdowaliśmy się w podobnej, choć nie aż tak strasznej sytuacji. I nikt nie wyciągnął żadnych wniosków, nikt już tego nie pamięta.

Uczestnicy demonstracji stali w kole, wokół zniczy. Przypominali, że przecież jesteśmy narodem uchodźców. Kolejne fale wielkich emigracji począwszy od XVII wieku sprawiły, że Polaków można znaleźć na całym świecie. nasi rodacy uciekali przed wojnami, głodem, prześladowaniami za poglądy polityczne, a później wyjeżdżali dla lepszego życia, bez jedzenia kupowanego na kartki. Ale mimo takiej historii nie umiemy okazać ani odrobiny empatii ludziom, którzy przecież chcą tego samego.
– Jako naród przeżyliśmy wiele tragedii – podsumował jeden z mówców. – Ale patrząc na to, co się dzieje na wschodniej granicy, niczego się nie nauczyliśmy.

1 1 vote
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze