Poznań: Protest przeciwko drożyźnie przed urzędem wojewódzkim

Marcin Staniewski fot. L. Łada

– Ile jeszcze będziemy w stanie znieść okradania nas z godności przez PiS? – pytał społecznik Marcin Staniewski, organizator dzisiejszej demonstracji przeciwko drożyźnie przed urzędem wojewódzkim. Jej hasłem było „Godne życie, godna płaca”.

Jak mówił Marcin Staniewski, każdy z nas ma o około 20-30 proc. z pensji mniej z powodu wzrostu cen. To oznacza, że społeczeństwo zubożało. W szczególnie złej sytuacji są ci, którzy wzięli pożyczki.
– Kredyty poszły w górę: ludzie, którzy płacili 1500 zł, teraz płacą 3 500 raty kredytu – mówi społecznik. To są realne podwyżki, realne zniszczone budżety.

Dostają w kość też firmy. Marcin Staniewski zwraca uwagę, że zapowiedziała zamknięcie klubokawiarnia „Zemsta”, która aktywni pomagała organizować pomoc dla Ukrainy. Zamykają się też inne lokale i firmy, pozostałe tną wszystkie możliwe koszty. Ale to też może nie wystarczyć.
– To będzie największy dramat dla szpitali, aptek i przychodni – mówi Staniewski, który z zawodu jest farmaceutą. – Apteki będą miały problem, będą musiały pracować przy ograniczonym świetle. My już kupujemy agregaty, bo jak nam państwo będzie wyłączało prąd, to my przecież musimy utrzymać lodówki i inny sprzęt niezbędny w naszej pracy.

Społecznik zastanawia fakt, który jego zdaniem jest zbyt słabo nagłaśniany, że w sytuacji, gdy Polacy nie wiedzą, jak związać koniec z końcem przy drastycznych podwyżkach cen energii elektrycznej, gazu i paliw, równie drastycznie jak ceny, wzrosły marże spółek paliwowych, które są przecież własnością Skarbu Państwa.

– Czy rząd chce zarabiać na tym prądzie, skoro tak bardzo wzrosły marże w sektorze energetycznym i paliwowym? – pyta społecznik. – To należy nagłaśniać, że państwo na tym zarabia, czyli dodatkowo łupi społeczeństwo. A te rekompensaty, które proponuje, proponuje za nasze pieniądze.

Zdaniem Staniewskiego sytuacja doszła już do tego momentu, że Polki i Polacy powinni wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać, że mamy tego dość. Demonstracje na ulicach są jednym ze sposobów, by pokazać rządowi, że rosnące ceny i rosnące rachunki bardzo się Polakom nie podobają.

Podziel się: