protest portierek i portierów przed UMP fot. L. Łada

Poznań: Protest portierek i portierów przed urzędem miasta

“Jaśkowiak na outsourcing”, “Dość łamania praw pracowniczych” – takie hasła można było usłyszeć podczas dzisiejszego protestu portierek i portierów, których oszukała firma wynajęta przez ZKZL do ochrony budynków. Protestujący uważają, że to miasto powinno im zapłacić zaległe pensje.

Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej, organizatora protestu, przypomniał tło sprawy i przyczyny protestu. Portierki i portierzy byli zatrudnieni w firmie, która wygrała przetarg na ochronę miejskich budynków w zarządzie ZKZL. Jednak firma okazała się nieuczciwa i zniknęła z pieniędzmi otrzymanymi za usługę, nie wypłacając wynagrodzeń swoim pracownikom nawet przez kilka miesięcy. Niektórych z nich oszukano nawet na 25 tys. zł.

Wszyscy mają wyroki sądów pracy na zaległe wynagrodzenia – ale pieniędzy nie ma od kogo ściągnąć, bo firma przepadła.

– W momencie, kiedy ta cała sprawa została ujawniona, to sie okazało, że nie ma instytucji państwowej w tym kraju, która byłaby władna, żeby te pensje zostały wypłacone – mówił Jarosław Urbański. – Państwowa Inspekcja Pracy nie, prokuratura od prawie trzech lat prowadzi dwie sprawy w tej kwestii, ale na razie trudno mówić o jakimś sfinalizowaniu ich. Miasto również uchyliło się od odpowiedzialności. Sądy, co jest najważniejsze, a było to ponad trzydzieści spraw wniesionych do sądu pracy, we wszystkich sprawach poszkodowani wygrali, a wyroki się uprawomocniły.

Podczas dzisiejszego protestu poznańska Inicjatywa Pracownicza zaapelowała do prezydenta Jacka Jaśkowiaka i miejskich radnych, by przekonali Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych do wypłaty zaległych pieniędzy. A jest ich już całkiem sporo, bo 315 tys. zł.
– Sytuacja prawna jest dosyć skomplikowana – przyznaje Urbański. – Ale panie i panowie strzegli mienia komunalnego. Zostali oszukani na pensjach i byli zatrudnieni na śmieciowych umowach, dzięki czemu zyskiwała nie tylko firma, która została wyłoniona w przetargu, ale też ZKZL, jako spółka prawa handlowego, a w konsekwencji samo miasta. Od początku było wiadomo, że kwoty, które oni oferują, są tak zaniżone, ze nie można się wywiązać z tego szerokiego zakresu usług nie wyzyskując ludzi.

ZKZL w stu procentach należy do miasta. Dlatego protestujący uważają, że prezydent powinien się pochylić nad tą sprawą i w efekcie wypłacić pieniądze poszkodowanym. Na takich sytuacjach cierpi przecież wizerunek miasta. Trudno w takiej sytuacji przekonać młodych ludzi, by tu zostawali po studiach i szukali pracy, skoro nawet w miejskich jednostkach stosuje się takie metody pracy…

– Drugim postulatem, nie mniej ważnym, jest przekonanie miasta, że powinno odstąpić od outsourcingu – dodaje Urbański. – Przez outsourcing co chwila zdarzają się takie przypadki, ciągle się powtarza ta patologia. Taka sytuacja nie może mieć dalej miejsca, szczególnie że dotyczy to instytucji publicznej, jaką jest miasto. Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w których publiczne pieniądze, zamiast trafiać jako zapłata do pracowników, którym ta zapłata się należy, wyciekają do jakichś szemranych firm, które stosują mafijne metody.

Maciej Kozłowski z Polskiej Partii Socjalistycznej zwrócił uwagę, że Tomasz Lewandowski, prezes ZKZL, jest członkiem Lewicy i takie rzeczy pod jego zarządem nie powinny się zdarzać, a władze partii powinny na to zareagować.
– Swoją dotychczasową działalnością w ZKZL on hańbi Lewicę, hańbi wszystkie dokonania propracownicze, których Lewica do tej pory dokonała – mówił ostro. – Wstyd jest być członkiem koalicji, w której ludzie tacy jak on są na wysokich stanowiskach.

Maciej Kozłowski zaapelował też do posłów Lewicy, by zajęli się sprawą i by wszystkie krzywdy portierek i portierów zostały wynagrodzone.
– Interes pracowników w naszym mieście powinien być respektowane, a prawa chronione – podsumował.

5 1 vote
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze