Poznań: Porwanie czternastolatki. Porywacze grozili jej śmiercią?

policja fot. Sławek Wąchała

Dziewczynka, którą porwano na osiedlu Przyjaźni i którą uwolniła policja, nie może spać, stała się bardzo skryta i bierze silne leki. Jak mówi jej brat, jest obecnie inną osobą niż ta wesoła, spokojna dziewczyna, którą była.

Piotrowi Żytnickiemu z Gazety Wyborczej udało się porozmawiać ze starszym, 23-letnim bratem porwanej dziewczynki. Powiedział, że jego siostra była uśmiechniętą i wesołą, normalną nastolatką. Miała przyjaciół, kochała sport, trenowała siatkówkę i kochała zwierzęta. Miała ukochanego królika. Po wakacjach miała iść do ósmej klasy.

W dniu porwania dziewczyna wymieniała sms-y z Laurą, córką Pauliny K., której zepsuła grzałkę do e-papierosa. Umówiła się z nią przed Biedronką, by wyjaśnić sprawę nieszczęsnej grzałki. Ale zamiast Laury przed sklep podjechała jej matka i kazała dziewczynie wsiąść do środka. Ona, na swoje nieszczęście, posłuchała, a dalszy ciąg jest znany z ustaleń policji.

Jednak brak porwanej twierdzi, że porywacze grozili jego siostrze śmiercią. Według policyjnych ustaleń porywacze mieli zaplanowane tylko porwanie, to, co się działo później, to były działania spontaniczne, wymyślane na bieżąco. Czy wśród nich była także zaplanowana śmierć nastolatki, by nie mogła wskazać sprawców tego, co się jej przydarzyło?

Dziewczynka obecnie jest poza Polską razem ze swoja babcią. Bierze bardzo silne leki, ale i tak ma problemy ze snem. Z otwartej, radosnej dziewczynki stała się osobą skrytą i nieufną. By zmniejszyć jej traumę, dyrekcja szkoły zaproponowała jej od września naukę indywidualną. I dziewczynka, i jej rodzina uznali, że to dobre rozwiązanie.

Podziel się: