Poznań: Porwanie 14-latki. Nowe szczegóły przerażającej sprawy

policja fot. Sławek Wąchała

Podejrzani z zarzutami siedzą w więzieniu, porwana dziewczynka dochodzi do siebie poza Polską – a na jaw wychodzą kolejne szczegóły brutalnego porwania i gwałtu, jaki miał miejsce 22 lipca.

Do porwania doszło 22 lipca, a porywacze zabrali dziewczynkę do Złotnik, gdzie na polnej drodze torturowali ją, brutalnie zgwałcili i sfilmowali to wszystko. Po czterech godzinach dziewczynka została uwolniona przez policję i trafiła do szpitala.

Jak ustaliła Gazeta Wyborcza, dziewczynka, wbrew wcześniejszym informacjom, nie została wciągnięta do samochodu. Czternastolatka czekała przed sklepem na swojego chłopaka, który robił zakupy. Wtedy podjechała samochodem Paulina K. i zawołała ją, a gdy podeszła – kazała jej wsiąść.  Dziewczynka posłuchała, chociaż bała się. Ale przyjaźniła się z córką Pauliny K., razem chodziły na treningi siatkówki, więc wsiadła.

Gdy jej chłopak wyszedł ze sklepu, auto właśnie odjeżdżało. Nie zapamiętał numerów, ale rozpoznał Paulinę K. za kierownicą, bo także ją zna. To on powiadomił matkę porwanej dziewczynki, a ona policję.

Oprócz przypalania papierosami, bicia i brutalnego gwałtu oraz innej czynności seksualnej, do której została zmuszona porwana, doszło też ciągnięcie jej nago po piasku i kamieniach. Przypomnijmy, że gdy policjanci uwolnili dziewczynkę, była zamknięta w bagażniku, prawie naga, z ogoloną częścią głowy i brwiami. Na ciele miała ślady po biciu i przypalaniu papierosami.

Według Gazety Wyborczej jeden z policjantów pracujących przy tej sprawie jest zdania, że nie wiadomo, jak to wszystko skończyłoby się dla czternastolatki, gdyby policja jej tak szybko nie znalazła. Jest zdania, że plan opracowany przez 39-latkę zakończył się na porwaniu, nie zaplanowała, co dalej. Później działała spontanicznie, bez planu. Czym by te działania się skończyły – nie wiadomo.

Podziel się: