Pikieta 2 fot. Sławek Wąchała

Poznań: Portierzy i portierki pikietowali przed sądem. Nadal nie dostali wynagrodzeń

Szesnasty miesiąc portierki i portierzy strzegące obiektów zarządzanych przez Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL) czekają na swoje zaległe wynagrodzenia. Teraz wytoczyli sprawę prokuraturze. Za opieszałość.

Przed budynkiem sądu stało dziś kilkadziesiąt osób z transparentem, mimo zimna i ostrych podmuchów wiatru, by zamanifestować swoje stanowisko jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy. Ale nie mają zbyt wiele nadziei, że ich sytuacja zmieni się na lepsze.
– Ja jestem już zrezygnowana – mówi zmęczonym głosem jedna z portierek, która nie dostała wypłaty. – Przyszłam, bo przyszłam, ale naprawdę nie mam już złudzeń co do wygranej.
– Nikt się nami nie interesuje i nikogo nie obchodzimy – dodaje z goryczą druga.

Portierki i portierzy walczą o swoje wynagrodzenia, który nie wypłaciła zatrudniająca ich firma. Sprawa ciągnie się od jesieni 2018 roku – firma, w której byli zatrudnieni, wykonywała na zlecenie ZKZL usługę fizycznej ochrony budynków miejskich. Z powodu naruszenia praw pracowniczych, ZKZL zerwał z nią umowę, a ona nie wypłaciła ludziom pieniędzy. Niektórym pracownikom jest winna nawet 5000 złotych.

– Związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza powiadomił zarówno Państwową Inspekcję Pracy, jak też prokuraturę – opowiada Jarosław Urbański z Inicjatywy Pracowniczej.- Inspekcja Pracy stwierdziła, że w sprawie tej jest bezradna, bowiem pracodawca celowo unika kontroli oraz także skierowała sprawę do prokuratury. A tam się wszystko ślimaczy.

Dlatego poszkodowani wspierani przez Inicjatywę Pracowniczą postanowili założyć sprawę w sądzie. Za opieszałość w tej sprawie.
– W prokuraturze do maja 2019 roku trwały spory kompetencyjne, czy sprawa ma być badana w Warszawie czy w Poznaniu – opowiada Jarosław Urbański. – Następnie przesłuchano dwoje świadków i przedstawiciela Inicjatywy Pracowniczej wskazanych w powiadomieniu o przestępstwie – i prokuratura zaniechała dalszych działań do listopada 2019 roku. W listopadzie troje poszkodowanych (przy wsparciu Inicjatywy Pracowniczej) skierowało do sądu skargę na opieszałość prokuratury, domagając się od niej odszkodowania.

Ale Jarosław Urbański nie ma złudzeń, że rozprawa czy nawet wyrok zmieni cokolwiek w sytuacji poszkodowanych.
– Przecież od wielu lat jest podejmowany taki outsourcing i to nie jest pierwsza taka sprawa – mówi. – Była sprawa pań sprzątających w sądzie, które od wynajętej firmy nie dostały zapłaty, była sprawa z UAM, też sprzątaczki. I czy to coś zmieniło? Nadal podpisuje się umowy z firmą wynajmującą firmę, która wynajmuje firmę. A ludzie czekają 16 miesięcy na wypłatę. A przecież to nie są młodzi ludzie. Gdy dzwoniłem, żeby ich zawiadomić o rozprawie, okazało się, że troje z nich jest w szpitalach. Może o to chodzi? Może stąd to przeciąganie? Czekanie, aż problem się sam rozwiąże? Wszyscy rozkładają i umywają ręce.

Urbański przypomina, że w poprzednich sprawach część osób otrzymała swoje wynagrodzenia dopiero dzięki publicznej zbiórce, a nie skutecznej działalności organów państwa. Biznesmeni-złodzieje pozostali nieuchwytni.

Jak widać – niewiele się przez te lata zmieniło. Nadal outsourcing jest stosowany, mimo że przecież po tylu aferach trudno założyć, by sądy, uczelnie, władze miasta czy ZKZL w tym konkretnym przypadku nie wiedziały, jak taka współpraca może się skończyć. Co prawda obecnie wymaga się od zleceniobiorców, aby zatrudnieni mieli umowy o pracę i minimalne wynagrodzenia, ale sprawdzanie tego i egzekwowanie nadal pozostawia wiele do życzenia.

Lilia Łada, fot. Sławek Wąchała, el

1
Dodaj komentarz

avatar
gość
gość

Czyli te wszystkie instytucje powołane do ochrony pracownika są tylko na niby i przechowują wybrańców na stanowiskach i niemałych pensjach a pomóc ludziom nie mogą albo nie chcą. Po co w takim razie Inspekcja pracy, prokuratura i inne tego typu instytucje?