Warta most Rocha

Poznań: Podejrzana ciecz w Warcie. Znowu

Podziel się!

Spacerujący nad rzeką poznaniacy zauważyli wczoraj dziwną, szaroniebieską ciecz o nieprzyjemnym “chemicznym” zapachu, wypływającą z jednego z kolektorów na Starołęce. To niestety jeden z wielu takich przypadków.

Wystarczy zadać sobie trochę trudu i przejrzeć choćby poznańskie archiwa prasowe, by zorientować się, że plamy cieczy o podejrzanym wyglądzie i zapachu pojawiają się w Warcie regularnie – i wyjątkowo często.

“Najwyraźniej katastrofa ekologiczna z 2015 roku niczego nas nie nauczyła” – pisze ze smutkiem nasz użytkownik, Władysław, który poinformował nas o podejrzanej cieczy. – “Dosłownie co kilkanaście dni widzę takie plamy w wodzie. Powiadamiam straż pożarną, przyjeżdżają, badają i co? Za jakiś czas plama znów się pojawia. Czy naprawdę nie ma żadnego sposobu na poradzenie sobie z tymi, którzy zanieczyszczają i tak nie najczystszą rzekę?”.

W 2015 roku, po katastrofie ekologicznej na rzece, gdy z powodu wpuszczenia do rzeki przez firmę Bros substancji chemicznej o nazwie transfluryna zginęło 20 ton ryb, Urząd Miasta Poznania zlecił kontrolę wszystkich kanałów, rur i wpustów uchodzących do rzeki. To nie jest obowiązek samorządu – rzeka jest własnością państwa i to ono powinno się troszczyć o jej stan oraz ścigać tych, którzy go pogarszają. Jednak ze względu na dobro poznaniaków miasto postanowiło to zrobić dodatkowo na własną rękę.

Jeszcze w tym samym roku Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej zlokalizował i zinwentaryzował kanały i rury uchodzące do Warty w Poznaniu. Kontrola trwała do grudnia, a w grudniu policzono kanały na Cybinie i w kanale ulgi.
– Będziemy sprawdzać punkt po punkcie, jak kanały mają się do aktualnych map posiadanych przez jednostki odprowadzające cokolwiek do Warty – wyjaśniał wówczas Mariusz Wiśniewski, zastępca prezydenta Poznania. – I czy wszystkie wykryte kanały mają swoich gospodarzy, a ich funkcjonowanie jest zgodne z prawem.

Zebrane i uporządkowane dane miały zostać przekazane Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska, która dzięki temu – we współpracy z odpowiednimi jednostkami miejskimi – mogłaby, po pojawieniu się właśnie takiej plamy podejrzanej substancji, szybko ustalić, skąd się bierze i kto jest winien jej wpuszczenia do rzeki.

Po czterech latach od szumnych zapowiedzi wyraźnie widać, że ten plan spalił na panewce. Plamy w poznańskich rzekach pojawiają się z zastraszającą regularnością, dokładnie tak często jak wcześniej, z czego wniosek, że inwentaryzacja kanałów i wpustów niewiele dała, skoro nadal bez najmniejszego problemu można wpuścić nieznane substancje do rzeki.

Co gorsza, nie przybywa ukaranych trucicieli. A to pozwala całkiem poważnie obawiać się, że kiedy znów jakiś przedsiębiorca bez wyobraźni wpuści truciznę do rzeki, to po pierwsze, będzie mógł to zrobić bez najmniejszego problemu, a po drugie – nikt go za to nie ukarze.

Lilia Łada, fot. L. Łada


Podziel się!

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Krzysztof Górawski
Gość
Krzysztof Górawski

kpiny ochrona srodowiska i dzialanie sluzb w’tym miescie to kpiny

Fufu
Gość
Fufu

A kto ma tego pilnować w tym mieście? Miłośnik zlotów pacjentów zakładów zamkniętych?