Solidarni z Ukrainą fot. L. Łada

Poznań nie chce dzieci z Ukrainy? Władze miasta dementują

– Czasami, jak się nie wie, to lepiej milczeć, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości w zakresie swoich kompetencji – tak prezydent Jaśkowiak skomentował wypowiedzi polityków PiS, którzy twierdzili, że Poznań nie chce przyjmować do szkół dzieci z Ukrainy.

11 kwietnia wiceminister spraw zagranicznych Szymon Szynkowski vel Sęk oraz radny miejski Przemysław Alexandrowicz podczas konferencji prasowej zarzucili władzom Poznania, że zachowują się tak, jakby w nowym roku szkolnym dzieci z Ukrainy miało już w Poznaniu nie być i w ogóle nie przygotowują na to szkół. Według nich arkusze organizacyjne na nowy rok szkolny 2022/2023 dyrektorzy szkół planują z limitami w klasach i podziałami sprzed wybuchu wojny i przyjazdem uchodźców, nie uwzględniając założeń specustawy.

Władze miasta wyjaśniają

Przy okazji konferencji prasowej podsumowującej dotychczasowe działania dla uchodźców prezydent Jacek Jaśkowiak i jego zastępca Mariusz Wiśniewski nawiązali do tych wypowiedzi. Jak podkreślił Mariusz Wiśniewski, Wydział Oświaty UMP, musi w planowaniu trzymać się obowiązujących przepisów, a te ustala partyjny kolega protestujących polityków, minister Przemysław Czarnek. I to on wydał rozporządzenie dotyczące kształcenia ukraińskich uczniów, bieżącej sytuacji i obecnego roku szkolnego 2021/2022 podkreślając, że są to regulacje przejściowe, ponieważ sytuacja na Ukrainie jest dynamiczna.
– Czasami, jak się nie wie, to lepiej milczeć, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości w zakresie swoich kompetencji – powiedział Jacek Jaśkowiak. – Nasze szkoły i przedszkola zawsze były, są i będą otwarte dla dzieci z Ukrainy i innych państw, dlatego zarzuty, które padły podczas poniedziałkowej konferencji prasowej przez polityków PIS, że nie chcemy przyjmować dzieci ukraińskich do szkół, brzmią tak kuriozalnie.

– Zarzuty pod adresem współpracownika z Wydziału Oświaty o nieprzyjmowaniu dzieci ukraińskich do szkół były niegodne – dodał Mariusz Wiśniewski. – Byliśmy zdumieni tymi oskarżeniami. W gruncie rzeczy, gdyby obaj panowie dysponowali elementarną wiedzą w zakresie oświaty, to wiele zarzutów powinni kierować pod adresem ministra Czarnka. Sami państwo wiecie, że mamy wiele zastrzeżeń do działań pana ministra, ale akurat w tej sprawie podjął bardzo racjonalną decyzję. Zarzut polityków PiS był taki, że my nie planujemy nowych oddziałów na nowy rok szkolny. Ale to byłoby niezgodne z prawem.

Zastępca prezydenta zwrócił też uwagę, że gdyby miasto zaplanowało – wbrew prawu – dodatkowe oddziały, to musiałoby także zatrudnić na przyszły rok dodatkowych nauczycieli, bo jest ich za mało. A co by się stało, gdyby jednak się okazało, że tych dzieci będzie mniej? Co z nauczycielami przyjętymi do pracy, których trzeba byłoby zwolnić i jeszcze wypłacić odprawy?

Szkoły są otwarte dla uczniów z Ukrainy

Obecnie w poznańskich szkołach i przedszkolach uczy się już 4685 ukraińskich uczniów. Mają dodatkowe wsparcie w postaci bezpłatnej nauki języka polskiego i pomocy psychologicznej, a także darmowych posiłków. Szkoły uruchomiły także oddziały przygotowawcze, dzięki którym dzieci i młodzież radzą sobie z różnicami programowymi.

– Poznańskie szkoły i przedszkola były, są i będą zawsze otwarte na uczniów z Ukrainy i na wszystkie inne dzieci zamieszkujące nasze miasto. Poznań sprostał stojącemu przed nim wyzwaniu – podkreślił Mariusz Wiśniewski i dodał, że jak ma nadzieję, Ministerstwo Edukacji i Nauki wyda w odpowiednim czasie stosowne regulacje dotyczące nowego roku szkolnego, jeśli wojna na Ukrainie będzie trwała nadal – chodzi przede wszystkim o utrzymanie także na nowy rok szkolny wyższych limitów w szkołach i przedszkolach.

Do poznańskich przedszkoli przyjęto także 952 dzieci z Ukrainy, a do 14 kwietnia wydano 34 543 zaświadczenia pozwalające na bezpłatną jazdę komunikacją miejską przez 60 dni oraz 20 071 numerów PESEL. Poznańskie Centrum Świadczeń poinformował, że 300 plus otrzymało 11 350 obywateli Ukrainy.

W Poznaniu na dzień 14 kwietnia w tymczasowych miejscach noclegowych przebywa 1 396 osób, a wszystkich miejsc w mieście jest 1698 miejsc, w tym 1 163 w obiektach miejskich. Nadal są więc miejsca dla przybywających.

Jak powiedział Jędrzej Solarski, zastępca prezydenta, ukraińscy rodzice mogą także starać się o miejsca w miejskich żłobkach – pomoc w załatwieniu formalności dostaną w każdej placówce. jednak tak w żłobku, jak i w przedszkolu w ciągu trzech miesięcy będą musieli dostarczyć zaświadczenie o przejściu przez dziecko obowiązkowych szczepień lub o tym, że jest z nich zwolnione przez lekarza. Jest też możliwość zwolnienia z opłaty za pobyt w żłobku oraz z opłaty za wyżywienie przez czas do 60 dni.

Ofert pracy nie brakuje

Prezydent Jacek Jaśkowiak podkreślił, że przybysze z Ukrainy podejmują pracę w miejskich spółkach: POSUM zatrudnił już czterech lekarzy, a z pozostałymi prowadzi rozmowy, w MPK pracują pierwsi kierowcy i pracownicy działu technicznego, a w maju rozpocznie się kurs dla motorniczych, 15 osób zatrudniły też Międzynarodowe Targi Poznańskie. Według danych Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu pracuje już 3200 osób z Ukrainy.
– Miasto uruchomiło też kanał na portalu Telegram, bo z niego chętnie korzystają mieszkańcy Ukrainy – podsumował Jacek Jaśkowiak.

Ze względu na to, że zmieniają się potrzeby, punkt pomocy przy ul. Bukowskiej zmieni też charakter. Jak powiedział Jędrzej Solarski, będzie teraz bardziej punktem wsparcia psychologicznego, będą się tam także odbywały kursy języka polskiego, porady prawne oraz zajęcia dla dzieci i młodzieży. Zastępca prezydenta przypomniał też, że w mieście działają cztery jadłodajnie przy ul. Ściegiennego, Taczaka, Łąkowa i Niegolewskich i władze miasta zwiększyły dla nich dofinansowanie, by dla nikogo nie zabrakło ciepłych posiłków. Jadłodajnie wydają je codziennie, także w święta i każdy uchodźca może się tam zgłosić.

Prezydent Jaśkowiak powiedział też, że chciałby uruchomić ponownie punkt zbiórki darów na MTP w najbliższym czasie. Jego zdaniem z organizacji pomocy w Poznaniu i wzorcowej współpracy z wojewodą wiele miast mogłoby się dużo nauczyć.
– U nas nie było takich sytuacji, jakie widzieliśmy w innych miastach, że te osoby koczowały na dworcu – podkreślił.