Kaponiera fot. Sławek Wąchała

Poznań: Miasto zbadało, ile reklam stoi legalnie. Wyniki zwalają z nóg

Tylko na ulicy Grunwaldzkiej od Bałtyku do ronda Jana Nowaka Jeziorańskiego znajduje się ponad 500 reklam, a około 60 proc. z nich stoi nielegalnie. Takie są wyniki pilotażowego badania legalności reklam stojących przy poznańskich ulicach.

Reklam w Poznaniu jest bardzo dużo, co do tego nie ma wątpliwości. Ale ile z nich stoi zgodnie z przepisami i posadając zgodę na postawienie od odpowiednich władz? Jak się okazuje – miasto nie ma takich danych, bo nie inwentaryzuje reklam i nie bada ich legalności. Jest to dość dziwne, bo już pomijając fakt, że z mocy prawa powinno to robić – to choćby ze stojących w pasie drogowym, zwłaszcza tych nielegalnych, mogłoby mieć zastrzyk finansowy w wysokości kilku milionów złotych rocznie. Tyle wyliczył społecznik Tomasz Hejna, ścigający nielegalne reklamy na swoim profilu „Gemela Poznańska”.

Ostatnio jednak miasto postanowiło coś z tym zrobić i w ramach pilotażu wynajęło samochód ze specjalną technologią skanujący reklamy. Auto pod koniec lutego wyjechało na ulicę Grunwaldzką i na niespełna dwukilometrowym odcinku od Bałtyku do ronda Jana Nowaka Jeziorańskiego zeskanowało reklamy.

Wyniki są wstrząsające – jak informuje Radio Poznań powołując się na Tobiasza Wichnowskiego z Wydziału Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta Poznania, na tym odcinku odnotowano 524 nośniki reklamowe. Urzędnicy nie sprawdzali legalności reklam, a tylko zgodność uchwałą krajobrazową i wyszło im, że zaledwie jakieś 40 proc. nośników mniej więcej przestrzega jej zapisów. Cała reszta jest niezgodna z uchwałą.

Jak się okazuje, skala zjawiska jest znacznie większa niż przypuszczał magistrat, więc i walka z nim będzie trudniejsza niż początkowo przypuszczano. W dodatku, jak podkreślił Wichowski, ten fragment miasta akurat był uważany za niezbyt zaśmiecony reklamami. Strach więc pomyśleć, co by wyszło na przykład na Dąbrowskiego…

Nie wiadomo jednak, czy się tego dowiemy. Jak podaje Radio Poznań, wynajęcie skanującego samochodu jest dość drogie – pilotaż kosztował 12 tysięcy złotych – i miasto zastanawia się, czy rozszerzenie usługi na całe miasto nie będzie zbyt kosztowne. Trzeba jeszcze brać pod uwagę fakt, że przeszkodą w skanowaniu jest przyuliczna zieleń, skanowanie nie daje też efektów podczas opadów, już raz z tego powodu badanie trzeba było powtórzyć.

12 tysięcy złotych za przebadanie niespełna dwóch kilometrów ulicy to faktycznie sporo – zwłaszcza że gdyby to zadanie wykonywał człowiek ze smartfonem, pewnie zajęłoby mu to kilka godzin, w czasie których zdążyłby jeszcze zrobić dokładny opis i zdjęcie reklamy, a kto wie, może i sprawdzić jej legalność. No i jego zapłata na pewno wyniosłaby mniej niż 12 tysięcy złotych.