Poznań: Mamy suszę! Stan rzeki w styczniu najniższy od lat

Jest środek zimy, czyli okresu, kiedy opady -śniegu lub deszczu sprawiają, że Warta przybiera i uniemożliwia spacery nad samą rzeką. Ale w tym roku poziom rzeki jest dwukrotnie niższy niż rok temu. Czy to już susza?

Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu obawialiśmy się powodzi w mieście, a woda rzeki na wiosnę wypełniała przestrzeń między wałami przeciwpowodziowymi. 29 maja 2010 roku wszystkie poznańskie media zamieściły ostrzeżenie przed kulminacyjną falą, która miała nadejść w nocy i sprawić, że poziom wody w rzece podniesie się do 630 cm.

Teraz poziom wody na wodomierzu wynosi 151 cm. Rok temu wody było dwa razy więcej, a to też nie był poziom zadowalający. Warta jeszcze jakoś wyglądała, ale Cybina na odcinku kilkudziesięciu metrów po prostu znikła. 24 lipca 2019 roku na Warcie w Burzeninie było… 70 cm wody. A przecież gdy w 2012 roku tamtejszy wodowskaz pokazywał 101 cm – już alarmowano, że sytuacja jest trudna

Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu przyznaje, że sytuacja jest wyjątkowa, a w Warcie jest najwyżej 40 proc. tej ilości wody, co powinno. Wody Polskie ostrzegają przed suszą w trakcie zimy.

Dlaczego jest tak źle? Powodem są dwie kolejne bezśnieżne zimy – ta z ubiegłego roku i obecna. Jednak nie ma co zwalać na zmiany klimatu, bo nie tylko one zawiniły. Zbieramy owoce likwidowania jeziorek i stawów, zaorywania i zasypywania oczek wodnych, osuszania bagien.

Wody Polskie zapewniają, że intensywnie pracują nad analizą skrajnych zjawisk hydrologicznych. Projektują również i budują nowoczesne obiekty hydrotechniczne, a także wprowadzają nowatorskie programy, które mają poprawić stan zasobów wodnych w Polsce. Jednak zaniedbań kilku dziesięcioleci, na które nakłada się ocieplenie klimatu, nie da się naprawić w ciągu roku czy dwóch.

Nie pomaga pogoda: styczeń jest ciepły i suchy, dotychczasowe prognozy pogody wskazują, że luty będzie taki sam. Na śnieg nie ma więc co liczyć, a deszcz, nawet jeśli pada, to przelotnie. Tymczasem żeby bilans wodny naszego regionu zauważalnie się poprawił – musiałoby padać przez kilka miesięcy bez przerwy. Nic nie wskazuje na to, by taka pogoda miała panować przynajmniej przez kilka tygodni, więc na dodatkowy dopływ wody na wiosnę nie ma co liczyć.

Jak podają Wody Polskie, najnowsze dane wskaźnika wilgotności gleby dla stycznia 2020 roku wskazują na niską wilgotność gleby – poniżej 40%, a miejscami nawet poniżej 35% (w profilu na głębokości poniżej 1m). Przyczyną przede wszystkim jest brak opadów – bezśnieżna i sucha a przy tym ciepła zima – uniemożliwia odbudowę wilgoci w glebie. Obecnie na obszarze Kujaw, województwa zachodniopomorskiego poprzez województwo pomorskie, wielkopolskie oraz na połowie obszaru regionu łódzkiego, jak również warmińsko-mazurskiego, dane wskazują na bardzo intensywną suszę atmosferyczną i rolniczą.

Przywracanie retencji – i tej małej, i tej dużej – potrwa. Wielu procesów nie da się już odwrócić – na przykład wyburzyć domów postawionych na terenach zalewowych, zasypanych stawach czy osuszonych bagnach. Jakie to szkodliwe – mamy przykład chociażby na Sołaczu, gdzie przez ciasną zabudowę wokół Bogdanki wody opadowe nie zatrzymują się, bo nie mają gdzie, i spływają od razu do rzeki. Bogdanka wylewa, bo nigdy wcześniej nie musiała pomieścić tyle wody w tak krótkim czasie, część jej zostawało na podmokłych terenach wokół rzeczki – a rośliny wokół mają coraz mniej wody.

Zanim więc zaczniemy narzekać na globalne ocieplenie odsuwając od siebie winę za zmiany klimatu – może przyjrzyjmy się najbliższemu otoczeniu. I zacznijmy oszczędzać wodę.

Lilia Łada

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze