Lech Poznań fot. Wojtek Lesiewicz

Poznań: Lech wygrał z Legią przy Bułgarskiej!

2:1 – takim wynikiem zakończyło się spotkanie w Poznaniu między dwoma zespołami z czołówki Ekstraklasy. Legioniści nie będą świętować w Poznaniu zdobycia tytułu mistrza Polski.

Mecz rozpoczął się z niewielkim opóźnieniem z powodu… rac. Trzeba było poczekać, aż ulotni się dym, żeby można było zacząć spotkanie.

Pierwszych kilkanaście minut upłynęło obu zespołom na ostrożnej, nerwowej grze z niedokładnymi podaniami. Zawodnicy obu drużyn nie potrafili wykorzystać okazji, gdy już udało im się dostać piłkę.

Pierwsza ciekawa akcja miała miejsce dopiero w 19. minucie spotkania. Kamil Jóźwiak przemknął się między Lewczukiem i Stolarskim i uderzył – niestety, piłka przeszła tuż obok słupka.

Ale od tego momentu gra zaczyna nabierać tempa – i to Lech nadawał ton na boisku. Dowodem na to był gol, który w 24. minucie meczu pięknym stylu strzelił legionistom Kamil Jóźwiak. Jakub Moder podał z rzutu rożnego, a Jóźwiak przejął piłkę przy bliższym słupku i strzelił plecami. Bramkarz nie miał szans na obronę tego gola.

Po dwóch minut wydawało się, że Lech będzie prowadził 2:0 – Moder wyprowadził prawdziwą bombę ze sporej odległości – niestety, tym razem Muzykowi udało się obronić, choć z wyraźnym trudem.

Lechici jednak przypuszczali atak za atakiem na bramkę Muzyka – i w 29. minucie Jakub Kamiński strzela drugiego gola dla Kolejorza z narożnika pola karnego po dalszym rogu. piłak po drodze odbiła się od Jędrzejczyka – i wpadła do bramki.

Poznaniacy wyraźnie nabrali animuszu, przeciwnicy równie wyraźnie przycichli na swojej połowie pilnując bramki. I słusznie – w 34. minucie o mało co nie padła trzecia bramka dla Lecha. Żamaletdinow wysłał potężne uderzenie na bramkę Muzyka, któremu jednak udało się odbić piłkę.

Piłkarzom zaczynają puszczać nerwy. Żółte kartki obejrzeli kolejno Luquinhas i Ramirez. Tuż przed końcem pierwszej połowy zobaczył ją także Pedro Tiba za faul na Gwilii. Do końca pierwszej połowy lechici ewidentnie rządzą na boisku. I połowa zakończyła się zasłużonym wynikiem 2:0 dla Lecha.

W drugiej połowie legioniści wyraźnie skupili siły pod własną bramką. Z nielicznymi atakami na ich bramkę lechici radzili sobie bez problemów.

W 52. minucie Paweł Stolarski zszedł z boiska – zmienił go Luis Rocha, Trzy minuty później kolejna zmiana: tym razem zszedł Luquinhas, a zastąpił go Mateusz Cholewiak. Legioniści nieco się ożywili i na boisku zaczęło się robić ciekawiej. Ale akcja w wykonaniu Gwilii w 58. minucie zakończyła się strzałem prosto w… Mateusza Cholewiaka. Dwie minuty później spróbował szczęścia Michał Karbownik, ale lechici przechwycili piłkę, zanim dotarła do celu, czyli do Pekharta. Chwilę później próbuje Cholewiak, ale nie udaje mu się dojść do piłki.

W zespole legionistów kolejna zmiana: w 65. minucie z boiska schodzi Pekhart, wchodzi Rosołek. Zmiany ewidentnie dodały ducha zespołowi z Warszawy, który coraz śmielej zaczął atakować bramkę gospodarzy. W 70. minucie ładną akcją popisał się Gwilia, który wykiwał obrońców Lecha, podał piłkę do Rosołka, a ten strzelił – ale Van der Hart obronił bramkę.

Jednak już minutę później poznańskiego bramkarza udało się pokonać Igorowi Lewczukowi. Piłkarz przechwycił piłke, która odbiła się od słupka po główce Jędrzejczyka – i strzelił, trafiając wprost do bramki, no i zmieniając wynik na 2:1.

Tempo gry znów spada: poznaniakom zależy, żeby nie stracić korzystnego dla nich wyniku. Legioniści mimo dobrych momentów nie powalają konsekwencją na boisku i nie umieją się przebić przez obronę Kolejorza. A lechici pilnują dobrze swojej bramki i bezbłędnie przechwytywali piłkę, gdy zbytnio się do niej zbliżała.

W 83. minucie trener Żuraw uznał, że czas na zmiany w Lechu – w miejsce Żamaletdinowa wszedł Szymczak i już pięć minut później o mało co nie strzelił gola warszawiakom. Jednak piłka o centymetry minęła słupek i wynik nie uległ zmianie.

I takim właśnie wynikiem – 2:1 dla Lecha – zakończył się mecz z Legią Warszawa w Poznaniu. A to oznacza, że tytułu mistrza Polski legioniści nie zdobyli, przynajmniej na razie. A byłby to czternasty tytuł w historii klubu.

el

Dodaj komentarz

avatar