Festiwal smaku 8

Poznań: Langosz, rachatłukum i przysmaki sułtana. Zaczęło się święto dobrego smaku

Jak smakują prawdziwe węgierskie langosze, tureckie rachatłukum albo włoski aperol spritz? Dowiecie się na Starym Rynku. Rozpoczął się XIII Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku.

Na festiwalowych straganach można znaleźć wszystkie smaki świata, a przy okazji poczuć się jak na orientalnym bazarze. Z jednej strony ktoś po polsku, ale z miękkim, śpiewnym akcentem zachwala świeże panini, obok proponują jedyną prawdziwą chałwę na świecie. Nieco dalej pachnie świeżymi podpłomykami z nadzieniem z sera i cebuli, a jeszcze dalej unosi się aromat świeżo parzonej kawy i orzeźwiającej lemoniady z lawendy, prawie prosto z Prowansji.

Są i bardziej swojskie smaki. Sąsiedzi z lubuskiego wsparli poznański festiwal solidną dawką zielonogórskich win, które zdobywają medale za jakość na całym świecie. Trzeba być naprawdę dobrym zawodnikiem, by wytrzymać te wszystkie degustacje! A tuż obok kuszą wina owocowe, które powolutku odzyskują dobrą opinię – i rynek.
– Kiedyś tak się mówiło, że to najgorsze wino – wyjaśnia Grzegorz Walczewski z firmy “Twoje wino” z Zakopanego. – Ale to dawne czasy. teraz wina owocowe coraz lepiej się sprzedają.
Dużym zainteresowaniem cieszy się zwłaszcza wino z czarnej porzeczki i wytrawne z… gruszek. Ale gdyby ktoś jednak nie był mimo wszystko przekonany do słodkich win owocowych – tuż obok może się pokrzepić włoskim aperolem, który jest podobno doskonały na upał…

Jak zawsze nie brakuje też wędlin, zwłaszcza tych mocno wędzonych, no i serów. Są sery korycińskie, jest Parmiggiano Reggiano i Grana Padano. Są wreszcie i nasze wielkopolskie sery kozie. Z okolic Gostynia, od pana Marka Turbańskiego.
– Mamy gospodarstwo rolne i sami robimy sery z mleka od naszych kóz – śmieje się Hubert Turbański, syn właściciela. – Można powiedzieć, że skracamy łańcuch od producenta do konsumenta.
I to skracanie łańcucha idzie całkiem dobrze, bo do stoiska ciągle ktoś podchodzi chcąc kupić ser.
– Największym zainteresowaniem cieszą się sery z ziołami – mówi pan Hubert. – I o nie najczęściej pytają klienci.

A wybór ziół jest naprawdę spory: od czarnuszki po bazylię, jest nawet wersja z chili. Kto ma wątpliwości, który ser wybrać, może spróbować. Próbki leżą na tacce na stoisku.

Zresztą degustacje to stała praktyka na festiwalu, zwłaszcza przy bardziej egzotycznych przysmakach, jakich na co dzień nie dostanie się w Polsce. Na stoisku przysmaków z Azerbejdżanu klienci ciągle pytają o egzotyczne słodycze. Chałwę rozpoznać potrafi każdy, chociaż wersje sprzedawane tutaj mogą zawrócić w głowie. Z pistacjami, rodzynkami, orzechami, wanilią i bez – do wyboru jest kilkadziesiąt gatunków. A obok leży rachatłukum, czyli rodzaj galaretki, choć to niezupełnie oddaje i smak, i konsystencję tego deseru. Jest w kostkach i wałkach, białe, żółte, ciemnoczerwone, z orzechami, migdałami i bez nich, w całej gamie kolorów i odcieni. Tu nie sposób z nikim porozmawiać, bo kolejka nie znika ani na chwilę. Trudno się dziwić, takiego asortymentu orientalnych przysmaków chyba jeszcze w Poznaniu nie było. Nieco dalej kusi kolejne orientalne stoisko – tu jednak rządzi bakława, czyli ciastka z przepysznymi nadzieniami. Obok zaś leży “przysmak sułtana”, coś w rodzaju cukierków z zagęszczonego soku winogronowego, melasy i orzechów włoskich. Czy dobre? Pani Aneta Małecka, która wybrała się na kulinarne zwiedzanie, mówi że tak.

– Jest bardzo słodkie, ale pyszne, zresztą wschodnie słodycze zawsze takie są, trzeba się przyzwyczaić – mówi. – Na szczęście tu zawsze można przegryźć czymś pikantnym, właśnie się wybieramy na langosze. To takie placki z ciasta drożdżowego smażone w głębokim tłuszczu. Z ostrym serem to po prostu pycha! I zaraz obok jest regionalny browar, można popić, bo langosz to doskonała przekąska do piwa.

Pani Aneta stara się być na festiwalu co roku, choć nie zawsze jej się to udaje.
– Moim zdaniem cztery dni to stanowczo za krótko, powinien być co najmniej tydzień, a jeszcze lepiej dwa – mówi. – Przecież ludzie są jeszcze na wakacjach, a chętnie by tu przyszli. Taka okazja! Cały świat na poznańskim rynku!

Pani Aneta poleca też kuchnię gruzińską, bez względu na to, co będzie serwowała, a szczególnie chaczapuri, chińskie pierożki gotowane na parze i – żeby się to wszystko ułożyło – lawendową lemoniadę. A później można iść dalej podziwiać stragany, smakować egzotyczne smaki, wyjść z niedosytem i przyjść też następnego dnia.

Festiwal potrwa do 18 sierpnia.

Lilia Łada, fot. L. Łada

Dodaj komentarz

avatar