Poznań: Kronika Miasta Poznania o bambrach przyciągnęła tłumy

Podziel się!

Opowieści o bambrach, ubieranie bamberki i oczywiście szneka z glancem. Miłośnicy historii Poznania – i Bambergu – z trudem pomieścili się w sali Muzeum Bambrów, gdzie odbywało się spotkanie z okazji promocji Kroniki Miasta Poznania 2/2019 Bambrzy.

Skoro w tym roku mija 300 lat, odkąd pierwsi bambrzy przybyli do Wielkopolski, nic dziwnego, że kolejny tom kroniki został poświęcony właśnie im. 1 sierpnia 1719 roku władze Poznania wydały dokument lokacyjny dla osadników spod Bambergu we wsi Luboń należącej wtedy do miasta, a w ciągu następnych dziesięcioleci koloniści zamieszkali w kolejnych wsiach miejskich – w Dębcu, Boninie, Ratajach, Wildzie, Górczynie i Jeżycach.
– Są symbolem i bardzo ważną częścią historii tego miasta – mówił profesor Przemysław Matusik, przewodniczący i redaktor naczelny kroniki. – Nie ma dziedzin życia, na których bamberskie dziedzictwo nie wywarłoby wpływu
– Dali poznaniakom wyższą kulturę rolną, gospodarność, organizację – dodała Katarzyna Kamińska, szefowa Wydawnictwa Miejskiego.

Wielu mieszkańców stolicy Wielkopolski z dumą mówi o swoich bamberskich korzeniach. Nie było też żadnego problemu, by znaleźć autorów, którzy zechcą się podzielić swoimi wspomnieniami.
– Ta tradycja jest wciąż żywa, i to dla wszystkich pokoleń – przyznaje Katarzyna Kamińska. – Nic zresztą dziwnego, historia bambrów jest bardzo atrakcyjna także z dzisiejszego punktu widzenia, bo jest taka aktualna: opowiada o ludziach, którzy przyjechali z daleka, z innego kraju, a tu znaleźli ojczyznę, zasymilowali się i czują Polakami.

Niezwykle fascynującym zjawiskiem było… ubieranie bamberki. Stroje zapewne widzieli wszyscy, jednak mało kto wie, z czego się one składają. A jest ich kilkanaście i założenie tego wszystkie wcale nie jest takie łatwe.

Modelce, która wyszła ubrana jedynie w bieliznę, aż dwie koleżanki zakładały pozostałe części bamberskiego stroju. Najpierw tak zwaną “kiszkę”, czyli wałek zakładany na biodra pod spódnice, żeby się ładnie unosiły i kołysały w czasie chodzenia. Potem była spódnica o szerokości co najmniej 5 metrów. Pod spódnicę nakładało się spódnik oraz watówkę – a nawet trzy watówki – żeby spódnice miały odpowiednią objętość. Na to szedł haftowany osobiście przez właścicielkę fartuch i tak zwana “kieszeń”, rodzaj ówczesnej torebki. Również i ją bamberka musiała wyhaftować sama, a szczególnie cenione były te wyszywane szklanymi koralikami, jako że koraliki sprowadzano aż z Czech i były bardzo drogie.

Na bluzeczkę zakładano kaftan, który w przypadku stroju odświętnego musiał być w tym samym kolorze co spódnica. Do wyboru były cztery: zielony, niebieski, karmazynowy i biały lub kremowy w kwiatki. Na kaftan szła piękna, muślinowa chusta, którą wcale nie tak łatwo upiąć jak się wydaje i którą z przodu musi przytrzymywać bukiecik sztucznych kwiatów, a na szyję korale – co najmniej pięć sznurów ozdobionych krzyżykiem – i haftowana kryza. Dopiero na samym końcu na głowę wkładano słynny bamberski kornet. To oryginalne nakrycie głowy, zdobione dziesiątkami sztucznych kwiatów i kokardek, występuje wyłącznie w Poznaniu. Okazały kornet potrafi ważyć nawet dwa kilogramy! Zakładały go tylko panny – mężatki nosiły znacznie skromniejszy – i lżejszy – płócienny lub muślinowy czepek.

Trzeba przyznać, że dawne bamberki musiały być nie lada silnymi kobietami, skoro potrafiły to wszystko włożyć, zawiązać i upiąć samodzielnie – a potem wytrzymać w tym wszystkim przez cały świąteczny dzień, na przykład podczas procesji Bożego Ciała. Bo zwyczajowo właśnie tam najczęściej można było zobaczyć kobiety w bamberskich strojach. Dziś widujemy je na wszystkich ważnych uroczystościach, a noszenie bamberskiego stroju jest dla dziewcząt powodem do dumy. Mówił o tym Ryszard Skibiński, prezes Towarzystwa Bambrów Poznańskich, wspominając, że kiedyś dysponowali tylko czterema strojami bamberskimi, a dziś mają ich już 27.

Co ciekawe, strój powszechnie zwany bamberskim wcale nim nie jest – powstał tu, w Wielkopolsce, łącząc elementy strojów ludowych z Wielkopolski i z Górnej Frankonii, a nawet elementy… mieszczańskiej mody biedermeieru. A bamberskim nazywa się go dlatego, że w XIX wieku wszystkich mieszkańców poznańskich wsi nazywano bambrami.

Warto sięgnąć po kronikę, by dowiedzieć się więcej i o bambrach, i o bamberskich tradycjach – choćby to, czym szneka z glancem różni się od drożdżówki. W Poznaniu nie wypada tego nie wiedzieć…

Lilia Łada, fot. L. Łada


Podziel się!

1
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Krzysztof Górawski
Gość
Krzysztof Górawski

to na zdjeciu te tlumy sa tak?