Poznań: Koziołki wróciły na skwer przed urzędem. Bałagan został po staremu

koziołki, przenosiny fot. A. Rataj

W marcu ubiegłego roku rzeźbę koziołków uroczyście zamontowano przed wejściem do przychodni. To miała być docelowa lokalizacja. Jednak teraz koziołki wróciły na stare miejsce, a cała sprawa ma co najmniej jedno drugie dno. Dlaczego?

Przypomnijmy: pierwotnie koziołki, rzeźba autorstwa Roberta Sobocińskiego z inspiracji Juliusza Kubla, stała przed wejściem na dziedziniec urzędu miasta. Od 2002 roku, kiedy to ją uroczyście odsłonięto. Szybko jednak okazało się, że skwerek jest stanowczo za mały, a gdy zdjęcia z koziołkami chciała sobie zrobić większa grupa osób – musiała deptać rosnące tam iglaki. Po prostu nie było tam miejsca.

Koziołki na wakacjach w parku

Gdy rozpoczął się remont placu Kolegiackiego – koziołki przeniesiono do parku Chopina, za urzędem miasta. Na tle zieleni drzew koziołki prezentowały się znacznie lepiej, ale mało kto tam trafiał, by zrobić sobie z nimi zdjęcie. No i w dość ustronnym miejscu rzeźba była narażona na dewastację, jak zresztą cały park Chopina.

W 2021 roku koziołki przeniesiono z powrotem na plac Kolegiacki – ale od strony ulicy Wodnej, w pobliże przychodni. To miało być już stałe miejsce: Krzysztofowi Urbaniakowi, projektantowi zagospodarowania przestrzeni placu Kolegiackiego, chodziło o to, by koziołki stały się częścią Zaułka Poetów, bo tak miała się nazywać ta przestrzeń, oczywiście po rewitalizacji. Miała być uzupełnieniem dla zrewitalizowanego placu Kolegiackiego.

Na stałe w Zaułku Poetów

– Zgodnie z koncepcją nowego zagospodarowania przestrzeni placu Kolegiackiego właśnie tutaj jest ich stałe miejsce pobytu: z pięknym widokiem w perspektywie, z kościołem farnym, kolegium jezuickim i wyremontowanym placem Kolegiackim – wyjaśniała wówczas Katarzyna Parysek-Kasprzyk, zastępczyni dyrektora Biura Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta. Na placyku z koziołkami miało też być więcej zieleni. Co prawda jego część jest własnością prywatną, ale miasto zamierzało przeprowadzić zmiany na części miejskiej.

Plany były szczytne – a wyszło jak zwykle. Turyści, którzy chcieli sobie zrobić zdjęcie z koziołkami, w tle mieli nie ładny, zrewitalizowany plac, jak chciał projektant, tylko zaparkowane samochody i kontener na gruz. Skąd tam parkujące samochody, skoro obowiązuje zakaz parkowania? Ano właśnie… A dodatkowo znalezienie koziołków między zaparkowanymi samochodami wcale nie było łatwym zadaniem.

Co gorsza, w drugą stronę placu też nie bardzo dało się zrobić zdjęcie, bo albo było pod światło, albo turyści mieli do wyboru albo niezbyt dekoracyjną ścianę przychodni, albo dogorywającą zieleń w betonowych klatkach – albo chodnik upstrzony gołębimi odchodami i resztkami imprez okolicznych miłośników tanich trunków.

Walka Rady Osiedla Stare Miasto

Andrzej Rataj, radny miejski i jednocześnie przewodniczący Rady Osiedla Stare Miasto, wspólnie ze swoim zastępcą Tomaszem Dworkiem wielokrotnie zwracał uwagę na nieszczęśliwą lokalizację rzeźby. Ponieważ zwracanie uwagi na problem nie dawało rezultatów, radny postanowił wystosować interpelację do prezydenta w sprawie koziołków, co też uczynił w lutym tego roku.

„Wielomiesięczne obserwacje w różnych porach roku prowadzą do wniosku, że należałoby się zastanowić nad słusznością wyboru obecnej lokalizacji tego pomnika” – napisał w niej. – „Ze względu na trwające prace na placu Kolegiackim, perspektywa na zabytkowy budynek Urzędu Miasta Poznania nie była dotąd atrakcyjna. Ponadto wykonywanie zdjęć koziołków z innej perspektywy również było problematyczne, w szczególności z uwagi na mało atrakcyjne budynki w otoczeniu, samochody stojące w pobliżu, a także zabrudzenia skwerku i częstą obecność osób prezentujących postawy dysfunkcyjne społecznie. Stąd wskazane byłoby podjęcie rozważań dotyczących umiejscowienia tego obiektu i ewentualnej zmiany lokalizacji pomnika – najlepiej na płytę przebudowanego placu Kolegiackiego”.

Uwagi radnego i wielu innych osób, które walczyły o zmianę lokalizacji pomnika, najwyraźniej odniosły skutek, bo koziołki wróciły dziś na swoje stare miejsce, przed wejście do urzędu miasta. To bardzo ucieszyło radnego Rataja i pewnie wielu poznaniaków również.

Koziołki przeniesiono – bałagan został

Ale jest w tej sprawie wiele pytań, które zdecydowanie nie pozwalają uznać tego rozwiązania za happy end. Dlaczego władze miasta, lokując koziołki przed przychodnią, nie zadbały o usunięcie stamtąd parkujących – zresztą niezgodnie z prawem – samochodów? Naprawdę nikt nie wpadł na to, że auta zasłonią widok na plac Kolegiacki? Dlaczego nie regularnie nie robili z tym porządku strażnicy miejscy? To przecież uwłaczające dla miasta, że pod samym nosem prezydenta łamie się wprowadzone przez niego przepisy!

Dlaczego, zgodnie z obietnicami, nie przystąpiono do rewitalizacji zieleni na miejskiej części skweru, skoro już tam ustawiono koziołki i skoro to publicznie obiecano w obecności mediów? Zabrakło pieniędzy? Ale skoro wreszcie dlaczego przynajmniej po prostu nie zadbano o to, co już tam jest, czyli nie odbrukowano ledwie dyszących drzew i krzewów, nie wyczyszczono chodnika i nie zadekretowano dodatkowego patrolu straży miejskiej, który by pilnował, żeby nie parkowały tam nielegalnie samochody, a miłośnicy imprez wrzucali puszki i butelki do koszy, a nie na chodnik? Ktoś przecież odpowiada za sprzątanie tej miejskiej działki. Kto? I dlaczego nikt na tym kimś nie wymógł, by wykonywał swoje obowiązki?

Cała ta historia prowadzi do bardzo smutnego wniosku, że problemem w tym mieście nie jest brak pieniędzy, ale odpowiednie, logiczne i efektywne zarządzanie tym zasobem, który się ma. Mamy bałagan na tym kawałku placu, gdzie stoją koziołki i przychodzą turyści? Nie, nie będziemy sprzątać i dosadzać zieleni. Przenieśmy koziołki, to turyści nie będą przychodzić!

A miał to być wręcz „pocztówkowy” widok na cały zespół pojezuicki, który z tej perspektywy wygląda wyjątkowo efektownie…

Podziel się: