namiot przed szpitalem

Poznań: Koronawirus. Czy kwarantanna cokolwiek daje?

Takie pytania można sobie zadać analizując choćby ostatnie przypadki zakażeń tylko w Poznaniu: mieszkanki województwa lubuskiego, poznańskiego ginekologa i terytorialsa ze Śremu.

Pani przyleciała do Poznania samolotem z Londynu, 10 marca. Na pokładzie samolotu – jak informuje “Gazeta Wyborcza” – znajdowało się 87 osób, nikt z nich nie wypełnił karty lokalizacyjnej, bo wtedy jeszcze nie obowiązywały. Nikt ich też nie zatrzymał na lotnisku, bo kwarantanny wtedy też jeszcze nie było, zresztą nie byłoby po temu żadnych racjonalnych powodów, bo to, że jedna z pasażerek jest chora, wyszło dopiero po kilku dniach, gdy poczuła się źle i karetką odwieziono ja do szpitala w Zielonej Górze. I zdiagnozowano koronawirusa.

Sanepid próbuje teraz znaleźć wszystkich pasażerów tego samolotu, ale to syzyfowa praca. Linia lotnicza oczywiście udostępniła dane, tylko że w wielu przypadkach są to dane z Londynu – a oni sami są teraz przecież w Polsce i mogą być wszędzie: na wakacjach, u przyjaciół, rodziny… A wszyscy powinni przejść kwarantannę. I na dobrą sprawę wszystkie osoby, z którymi się zetknęli od 10 marca – też.

Drugi przypadek to młody mężczyzna ze Śremu, członek batalionu Wojsk Obrony Terytorialnej. Służy w pierwszej kompanii, razem z 200 innymi żołnierzami, ale – jak informuje “Głos Wielkopolski” – na początku marca brał udział w ćwiczeniach, w których uczestniczyło jeszcze 170 innych osób. Z większością z nich miał kontakt, a do tego przecież trzeba jeszcze doliczyć przyjaciół, znajomych rodzinę.

No i przypadek lekarza z Poznania, który, nie wiedząc o tym, że jest zakażony, bo czuł się normalnie po powrocie z urlopu – wrócił do pracy i zaczął przyjmować swoje pacjentki. Przyjął ich ponad 30. A potem te pacjentki stykały się z innymi ludźmi, członkami rodzin, współpracownikami, znajomymi…

Wszystkie przypadki dowodzą, że jeśli naprawdę chcielibyśmy zabezpieczyć przed zachorowaniem tych, którzy jeszcze nie są zakażeni, musielibyśmy objąć kwarantanną setki tysięcy osób. To jest niewykonalne nawet nie dlatego, że stanęłaby wówczas cała gospodarka – tylko dlatego, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie do wszystkich dotrzeć. Wystarczy, że pacjent zapomni powiedzieć o jednej znajomej, z którą spotkał się w sklepie. A przecież jest możliwe, że to właśnie ją zaraził koronawirusem i to ona poniosła go dalej.

Paradoksalnie to właśnie oznacza, że tym bardziej powinniśmy przestrzegać zasad kwarantanny, jeśli służby nas na nią skierowały. Właśnie dlatego, że nie wiemy na pewno, dopóki testy tego nie wykażą, czy jesteśmy chorzy i zakażamy – czy też nie.

Czujemy się świetnie i nie mamy żadnych objawów? Cóż, warto pamiętać o wynikach badań chińskich naukowców, które opublikowało Oko.press: wynika z nich, że dwie trzecie osób z koronawirusem z Singapuru oraz trzy czwarte w chińskim mieście Tianjin zostało zakażonych przez osoby, które w ogóle nie miały objawów.

Lilia Łada

4
Dodaj komentarz

avatar
Agnieszka Sznajdrowicz
Agnieszka Sznajdrowicz

Pewnie że chroni.
Przede wszystkim chroni ,,przed głupotą,, i brakiem odpowiedzialności innych ❗

Krzysztof Kubasik
Krzysztof Kubasik

Obecnie powoli każdy może być potencjalnym nosicielem.

Sławek Wąchała
Sławek Wąchała

Pytanie czy już są jacyś ludzie ukarani za to, że ich nie było w miejscu kwarantanny lub robiących głupie rzeczy ? takie 5000 kary na osobę niektórych może wystarczająco uspokoić – trzeba tu bezwzględności

Pawel Wieczorkowski
Pawel Wieczorkowski

Prawda jest taka jeszcze miesiąc i wszyscy będą mieć wirusa jak wszyscy wrócą z zagranicznych wycieczek jest to nie unikniane