Poznań panorama fot. Sławek Wąchała

Poznań: Konkurs dla rad osiedli. Radni: „to jest jakiś absurd”

Miasto przygotowało konkurs dla poznańskich rad osiedli. Te osiedla, w których zamelduje się najwięcej nowych mieszkańców, mogą liczyć na nagrody finansowe. Radni są zbulwersowani: „to jest jakiś absurd. Jak mamy to zrobić?”.

Zgodnie z zasadami konkursu trzy osiedla, w których w ciągu tego roku zamelduje się najwięcej mieszkańców, dostaną 1,5 mln zł na lokalne inwestycje.

Zasady konkursu

– Nie chcemy wybierać najprostszego rozwiązania i nagradzać tych osiedli, którym rocznie przybywa najwięcej mieszkańców – tłumaczy Patryk Pawełczak, dyrektor Gabinetu Prezydenta UMP. – To byłoby niesprawiedliwe, ponieważ ludzie przeprowadzają się tam, gdzie są dostępne mieszkania. Ich liczba zależy zaś m.in. od inwestycji deweloperów, na które rady osiedli często nie mają wpływu. Zdecydowaliśmy więc, że będziemy nagradzać osiedla, które będą miały najlepszą dynamikę zmian zameldowania w tym roku.

Oznacza to, że najważniejsze nie będzie to, ilu nowych mieszkańców zameldowało się na osiedlu i ile osób się stamtąd wymeldowało – ale to, czy sytuacja z roku na rok się poprawia czy też nie. „Miasto chce bowiem docenić działania rad osiedli, które mogą wpływać na to, jak wyglądają ich małe ojczyzny i tym samym wpływać na zachowania poznanianek i poznaniaków” – czytamy w opisie konkursu.

Konkurs ma zostać rozstrzygnięty na początku przyszłego roku. Zwycięska rada osiedla wygra 800 tys. zł. Zdobywca drugiego miejsca dostanie 500 tys. zł, a trzeciego – 200 tys. zł.

„To jest jakiś absurd”

800 tys. zł więcej w osiedlowym budżecie to na pewno coś, co przydałoby się każdej radzie. Jednak osiedlowi radni zapytani o konkurs, gdy już uwierzyli, że naprawdę został taki ogłoszony, kwitowali pomysł krótko: „to jest jakiś absurd”.
– Bardzo bym chciał się dowiedzieć, jak radni osiedlowi mają na to wpływać, bo zgodnie z moją wiedzą nie mamy prawnych możliwości – mówi jeden z zapytanych radnych. – Jesteśmy samorządem pomocniczym, wystarczy poczytać, jakie mamy uprawnienia. O ile mi wiadomo, festynem czy budową placu zabaw takiego celu nie da się osiągnąć…

– Na zainteresowanie daną okolicą jako miejsce zamieszkania wpływa przede wszystkim dostępność i cena mieszkań, dobra komunikacja z centrum i infrastruktura typu sklepy, szkoły, tereny zielone – mówi kolejna radna. – Nie odkrywam tu Ameryki, to są powszechnie dostępne dane. Tylko że na żadną z tych rzeczy radni osiedlowi nie mają najmniejszego wpływu. To jak mamy ich zachęcać? Transparentami na wjeździe do dzielnicy?

„Są bloki, nie ma dzieci”

Podobnego zdania jest też Tomasz Dworek, wiceprzewodniczący Rady Osiedla Stare Miasto.
– Czynnikami, które uniemożliwiają planowanie jest brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i z wielu powodów niechęć władz miasta do ich uchwalania – wylicza. – Kolejnym jest patologia deweloperska: zamiast budowania mieszkań z konieczną infrastrukturą mamy gospodarkę rabunkową, bloki z miniapartamentami, a właściwie klitkami, bardzo często w toksycznym najmie krótkoterminowym, bez zieleni, wystarczającej liczby miejsc postojowych czy placów zabaw. Ale to przecież miasto wydaje warunki zabudowy takiej inwestycji, zazwyczaj nie uwzględniając protestów sąsiadów czy opinii rad osiedli.

Radny zwraca też uwagę na wypowiedź dyrektora Pawełczaka, który twierdzi, że miasto nie chce wybierać najprostszego rozwiązania i nagradzać tych osiedli, na których rocznie przybywa najwięcej mieszkańców, bo ludzie przeprowadzają się tam, gdzie są dostępne mieszkania, więc to nie byłoby sprawiedliwe.
– A to ciekawa opinia, bo na przykład przy Garbarach, gdzie powstało nowe spore osiedle, pobliska szkoła podstawowa miała problem z uruchomieniem I klasy – komentuje. – Są bloki, nie ma dzieci! Od wielu lat działam społecznie, znam wiele procedur, możliwości demokratycznego wpływania na inwestycje. Wspólnie z moimi kolegami i koleżankami z Rady Starego Miasta realizuję sporo projektów integracyjnych i kulturalnych, między innymi Dobry Sąsiad. Ale chciałbym od pomysłodawców tego konkursu usłyszeć o konkurencjach w tych mistrzostwach Poznania w przyroście liczby mieszkańców. Za co można zdobyć punkty, których efektem jest złoty medal?

Ponieważ w opisie konkursu tego nie podano – osiedlowym radnym pozostają tylko spekulacje do czasu nadejścia oficjalnej informacji od miasta na piśmie. Być może w niej znajdą wyjaśnienie, jak mają przekonywać mieszkańców, by przenieśli się właśnie do ich dzielnicy.

„Prokreacja? I tak nie da się tu spać”

Tylko czy na pewno tu chodzi o przeprowadzki mieszkańców? Radny Dworek ma pewną teorię, o co też naprawdę może chodzić w konkursie. Jego zdaniem o… prokreację. I, jak zauważa, w przypadku takiej dzielnicy jak Stare Miasto – ma to sens.
– Na Starym Mieście i tak długo nie można pospać – mówi sarkastycznie. – Wielu ogląda nocne wyścigi samochodowe na Krakowskiej czy Estkowskiego, inni z Wrocławskiej czy Paderewskiego razem z imprezowiczami w weekendy balują do rana, więc wszystko się może zdarzyć! Albo być może w mikroapartamentach, na które urząd miasta wydaje zgodę (prawie 300 kilkunastrometrowych klitek przy placu Wolności) ludzie będą do siebie lgnęli?

Poznań zmaga się z problemem malejącej liczby mieszkańców i jest to poważny problem. Jak zwraca uwagę radny Dworek, od początku przemian ustrojowych tylko z centrum Poznania ubyła prawie połowa mieszkańców, z 41 500 do – obecnie – 26 000. Działania niewątpliwie są tu potrzebne – ale skuteczne. A konkurs dla rad osiedli rodzi poważne wątpliwości co do tej skuteczności.