Klinika Aborcyjna

Poznań: Klinika Aborcyjna rozpoczęła działalność. W asyście policji i z zatrzymaniem

Trzy plakaty, kilkanaście młodych osób przed dawnym szpitalem na Szkolnej – i kilkudziesięciu policjantów z antyzamieszkowym wyposażeniem, którzy zatrzymywali za… zaśmiecanie. Tak wyglądało otwarcie Kliniki Aborcyjnej.

Akcję przygotowali działacze ruchu W Naszej Sprawie i jest ona reakcją na uznanie przez Trybunał Konstytucyjny aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu za niezgodną z konstytucją. W efekcie usuwanie ciąży w takich przypadkach staje się niezgodne z prawem.

Działacze zwracają uwagę, że to decyzja polityczna, a nie medyczna – i  że uderzy przede wszystkim w kobiety niezamożne. Na pewno natomiast nikogo nie powstrzyma przed usunięciem ciąży, bo jeśli kobieta zdecyduje, że chce ciążę usunąć – to na pewno to zrobi. Dlatego postanowili otworzyć symboliczną Klinikę Aborcyjną w budynku dawnego szpitala. “Chcemy, aby usuwanie ciąży było uznawane za jedną z normalnych procedur medycznych, które są świadczone osobom z doświadczeniem życia jako kobiety, tak samo, jak chcemy dostępu do edukacji seksualnej i antykoncepcji. A jeśli zdecydujemy się urodzić i wychować dziecko, chcemy opieki medycznej, która zagwarantuje nam rodzenie w godności, z całym pakietem badań, cesarskim cięciem i znieczuleniem, jeśli będziemy tego chciały” – napisali w ulotce reklamującej akcję.

– Chcemy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że dyskusja o aborcji powinna być dyskusją medyczna, naukową, zadawać pytania, jaki i kiedy ją najlepiej przeprowadzać – mówi Joanna Malinowska, jedna z organizatorek akcji. – Ale w tej chwili zostałyśmy postawione w takiej sytuacji, która wiąże ręce nie tylko kobietom, wiąże też lekarzom, którzy nie będą mogli bezpiecznie wykonywać swojego zawodu.

Już teraz 600 przedstawicieli zawodów medycznych podpisało się pod listem z protestem przeciwko zaostrzeniu przepisów skierowanym do Trybunału Konstytucyjnego. Aborcja jest przecież także jednym z wielu zabiegów wykonywanych przez lekarzy w przypadku zagrożenia życia czy zdrowia kobiety. Zakazanie aborcji z powodu ciężkich chorób czy uszkodzeń płodu w efekcie może doprowadzić także do śmierci matki.
– Jej demonizacja, przez lata prowadzona przez środowiska skrajnie prawicowe i katolickie, ma na celu zbudowanie wokół niej atmosfery traumy i strachu – twierdzą działacze W Naszej Sprawie.

Kwestia aborcji jest też kwestią podstawowych praw socjalnych, jak zwróciła uwagę Katarzyna Czarnota, współorganizatorka akcji.
– To kobiety, które są niżej uposażone, będą ponosić konsekwencje zaostrzenia prawa – podkreśla. – Bo będą zmuszone do tego, żeby tę aborcję wykonywać w warunkach domowych, takich, jakie mamy tu w tym pustostanie. Zamiast poszerzać dostęp o podstawowych praw, jakim również jest prawo reprodukcyjne, zaostrza się przepisy generując konflikty w społeczeństwie. Żadna ustawa nie zatrzyma aborcji. One nadal będą wykonywane, ale w klinikach aborcyjnych, które są dostępne tylko dla osób lepiej uposażonych.

Katarzyna Czarnota zwraca uwagę, że kobiety z niższymi dochodami, zmuszone do rodzenia dzieci z ciężkimi wadami, znajdą się w jeszcze gorszej sytuacji ekonomicznej, ponieważ nasze państwo w żaden sposób nie wspiera osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. I to one najdotkliwiej odczują wprowadzony zakaz.

Akcja polegała na odczytaniu manifestu, jej uczestnicy rozdawali też ulotki z jego treścią. Po mniej więcej pół godzinie, gdy wszyscy zbierali się już do odejścia, nadjechała policja. Z jednego z radiowozów wyskoczyło kilku funkcjonariuszy w wyposażeniu antyzamieszkowym i biegiem ruszyli w stronę uczestników akcji, łapiąc jednego z nich i powalając na ziemię. Chłopak został zaciągnięty do radiowozu i tam zamknięty. pojazd natychmiast został otoczony przez żądających wypuszczenia kolegi i wyjaśnienia, za co został zatrzymany.

– Policjanci rzucili się na kolegę, który nic nie zrobił, był cały czas z nami – mówiła zdenerwowana Joanna Malinowska.

Po przepychankach słownych i fizycznych okazało się, że uczestnik akcji został powalony na ziemię, siłą zaciągnięty do radiowozu i zamknięty z powodu… zaśmiecania. Bo… włożył jedną z ulotek akcji za wycieraczkę radiowozu.
– To jest kolejny przejaw pokazania nam, że musimy się bać, jeśli ktoś jest ciągany po ziemi za zaśmiecanie – podsumowuje Katarzyna Czarnota.

Te wersję potwierdził sam zainteresowany, gdy został wypuszczony z radiowozu. Dostał mandat za zaśmiecanie i tylko po to zorganizowano tę całą akcję.

Gdy emocje nieco opadły, uczestnicy demonstracji zaczęli się rozchodzić. Największej grupie, w której szedł zatrzymany za zaśmiecanie, towarzyszył wolniutko jadący radiowóz.

Lilia Łada

3.7 3 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze