Poznań: Kiedy wreszcie otworzą przychodnie?

Takie pytania trafiają do naszej redakcji codziennie, a nasi Użytkownicy skarżą się, że w obecnym systemie z wieloma przychodniami nie sposób się skontaktować. Co na to NFZ?

Pani Maria, która mieszka na Dębcu, chciała się skontaktować ze swoją przychodnią i skorzystać z teleporady z powodu bólu gardła. Pracuje jako szkoleniowiec, głos jest jej narzędziem pracy, więc chodziło jej o to, by jak najszybciej wrócić do zdrowia. Niestety, ze swoją przychodnią w żaden sposób nie mogła się skontaktować. Ogólnie jest osobą zdrową i pojawia się tam rzadko, więc skorzystała z numerów telefonów podanych na stronie NFZ.
– Słyszałam tylko komunikat, że numer jest niewłaściwy. na wszystkich innych stronach był ten sam, więc mimo że czułam się nieszczególnie, zwlokłam się z łóżka i poszłam do przychodni na drugim końcu osiedla – opowiada. – I co się okazało? Że przychodnia zmieniła numery telefonów, ale nikt nie pomyślał o tym, żeby je zmienić także na stronach. Jak zwróciłam rejestratorce uwagę, to mi powiedziała, że jak pacjenci przychodzą do przychodni to wiedzą, co się dzieje na bieżąco…

Pan Jan z osiedla Kopernika również nie mógł się skontaktować ze swoją przychodnia – a musiał, bo kończyły mu się leki, które jako osoba przewlekle chora musi regularnie zażywać. I również w żaden sposób nie mógł się do niej dodzwonić.
– W końcu poszedłem tam i okazało się, że telefony są odbierane, ale nie przez cały czas urzędowania, tylko przez dwie godziny rano i cztery po południu – mówi. – Na drzwiach, oczywiście zamkniętych na głucho, wisiała taka kartka. Teoretycznie jest możliwość kontaktu przez internet, ale tylko teoretycznie, bo wysłałem maila dwa tygodnie temu i nie dostałem żadnej odpowiedzi.

Takich pytań dostajemy przynajmniej kilkanaście w tygodniu i wszyscy zgłaszający zwracają uwagę na to, że nie chodzi o samą teleporadę, ale o to, żeby się w ogóle do niej dostać. Pójście do lekarza w Polsce nigdy nie było łatwe, bo zazwyczaj oznaczało stanie w kolejce do rejestracji, pobranie odpowiedniego numerka, a później czekanie przed gabinetem lekarskim i pilnowanie, żeby nikt nas nie wyprzedził. Ale teraz nawet kontakt z rejestracją zakrawa na cud.

Co na to NFZ? Fundusz przecież płaci lekarzom i poradniom za leczenie i udzielanie porad – a nie siedzenie w bezczynności i w zamknięciu.

– Stanowisko NFZ w sprawie teleporad jest jasne – odpowiada Marta Żbikowska-Cieśla, rzeczniczka prasowa NFZ w Poznaniu. – Komunikat na ten temat został zamieszczony zarówno na stronie internetowej Funduszu, jak i przesłany do lekarzy rodzinnych, w stosunku do których najczęściej pojawiają się zarzuty o poprzestawaniu na teleporadach.

Rzeczniczka nie ukrywa, że takich sygnałów napływa do NFZ bardzo dużo, tak ze strony pacjentów, jak mediów, a wszystkie informacje zostały już dawno opublikowane w specjalnym komunikacie na stronie NFZ.

– Nie chcę powtarzać tych samych treści, ale najważniejsze jest to, że w sytuacji, kiedy nie wystarcza teleporada, pacjent powinien zostać osobiście przyjęty przez lekarza – podkreśla rzeczniczka. – Teleporada jest dobrym rozwiązaniem w wielu przypadkach, ale nie została ona wprowadzona w miejsce każdej wizyty, lecz jako narzędzie wspomagające leczenie. W obecnej sytuacji jest zalecana jako każdy pierwszy kontakt pacjenta z lekarzem, ale nie jedyny. Gdy sytuacja tego wymaga, pacjent ma prawo do wizyty osobistej. W sytuacji, kiedy kontakt z poradnią, w której pacjent się leczy, jest utrudniony, można skorzystać ze świadczenia w innej placówce. Zachęcamy również do tego, aby pacjenci zgłaszali nam nieprawidłowości w dostępie do leczenia, bo tylko w takiej sytuacji pracownicy wielkopolskiego NFZ mogą zareagować. W pierwszej kolejności wzywamy lekarza do złożenia wyjaśnień i w zależności od ich treści podejmujemy kolejne kroki.

Panią Marię zastanawia jednak, dlaczego w tak małym stopniu służba zdrowia wykorzystuje internet.
– Mamy elektroniczny system ewidencji pacjentów, są elektroniczne recepty – wylicza. – A nadal w większości przychodni trzeba się umówić przez telefon, mało która ma stronę internetową, kontakt e-mailowy, a jeśli już ma, to rzadko z nich korzysta. A przecież choćby w przypadku wypisania recepty na leki dla przewlekle chorych taka konsultacja mailowa naprawdę oszczędziłaby lekarzom sporo czasu. Owszem, starsze osoby będą wolały zawsze telefon, ale z grupy dzwoniących odpadłaby całkiem spora społeczność korzystająca z internetu. A lekarz siedząc przy mailu szybko posegreguje piszących na takich, którzy powinni zostać przyjęci i takich, którym wystarczy recepta.

Zdaniem pani Marii NFZ powinien postawić jako wymóg przy podpisywaniu umów stosowanie dodatkowych form komunikacji z pacjentami i posiadanie strony internetowej. To byłoby ułatwienie dla wszystkich: i dla lekarzy, i dla pacjentów.

Lilia Łada

Dodaj komentarz

avatar