kontrole dronem smog 2 fot. straż miejska

Poznań: Jak władze miasta walczą z zanieczyszczeniem powietrza

1396 pojazdów i 7 miesięcy kontroli. Wszystko po to, by wyłapać tych, którzy zanieczyszczają powietrze ponad dozwolony poziom. Miasto po raz kolejny chwali się, że walczy ze smogiem. Tylko czy rzeczywiście?
Reklama - dalsza część artykułu znajduje się poniżej

Z pewnością sam fakt, że aż tyle samochodów emitujących nadmiar spalin nie wjechało do miasta – poprawia nastrój. Do momentu, gdy sobie podzielimy te 1396 samochodów przez wszystkie dni 7 miesięcy. Wtedy wyjdzie nam, że kontrolowano średnio… 7 samochodów dziennie. Oczywiście średnia może się zmienić w zależności od tego, czy uwzględnimy soboty i niedziele czy nie – ale bez względu na sposób liczenia wynik nie przedstawia się imponująco. Zwłaszcza gdy zestawimy go z liczbą 170 tysięcy samochodów, które – według danych Urzędu Miasta Poznania – codziennie wjeżdżają do miasta.

Takie działanie poprawia stan powietrza w Poznaniu mniej więcej tak samo, jak 25 mandatów wręczonych trucicielom po skontrolowaniu dronem ponad 22 tysięcy poznańskich kominów. Chociaż trzeba przyznać, że w przypadku specjalistycznego samochodu mandatów jest więcej. 356 kierowcom zatrzymano dowód rejestracyjny, 441 kierowców zostało ukaranych mandatami, kolejnych 184 otrzymało pouczenia, a o sądu skierowano 20 wniosków o ukaranie – jak precyzyjnie wylicza urząd miasta.

Jednak mimo to kontrola 7 samochodów dziennie nie rokuje nadziei na poprawę jakości powietrza w mieście w ogóle, nie mówiąc już o szybkiej poprawie. Odbiera też wiarygodność zapowiedzi Katarzyny Kierzek-Koperskiej, zastępczyni prezydenta, która na ostatniej konferencji prasowej w tej sprawie powiedziała, że w Poznaniu nie będziemy tolerować zanieczyszczenia powietrza.

Działania realizowane przez miasto to kropla w morzu potrzeb. Jest to też kropla dość kosztowna i – w stosunku do kosztów – nie bardzo skuteczna. Loty dronem w przyszłym sezonie mają nas kosztować 2 mln złotych. Wpływy z 25 mandatów, nawet tych po 500 zł, a nie wszystkie były wystawione w tej wysokości, nie pokryją nawet części tej sumy. 150 tysięcy wydanych na specjalistyczny samochód przez miasto (drugie tyle dołożyła policja) to mniejsza kwota, więc pewnie zwróci się szybciej. Może nawet po kolejnych 7 miesiącach.

Oczywiście, może ktoś zarzucić, że przecież nie chodzi tu o zwrot wydanych pieniędzy, tylko o zdrowie i życie wszystkich poznaniaków. I dokładnie tak jest. Ale gdyby więcej pieniędzy wpływało z kar i mandatów do miejskiej kasy za trucie środowiska – byłaby spora szansa, że więcej będzie można przeznaczyć na walkę ze smogiem. Może nawet znalazłoby się kilka złotych na dofinansowanie wymiany pieców tym, którzy nigdy nie wystąpią o miejską dotację, bo ich nie stać na wkład własny albo zwyczajnie nie rozumieją, o co w tym programie chodzi?

Wydział Ochrony Środowiska bardzo podkreśla edukacyjną rolę kampanii z dronem, podczas której odbywają się spotkania z mieszkańcami. Ale dowcip polega na tym, że na te spotkania przychodzą osoby jeśli nawet nie chcące skorzystać z miejskich programów – to przynajmniej zainteresowane problemem. A co z tymi, którzy nie przychodzą? A to właśnie ich trzeba przede wszystkim przekonać.

Ale jeśli władze miasta będą walczyć z zanieczyszczeniem powietrza w takiej skali jak dotychczas – raczej im się to nie uda. I odtrąbianie na siłę sukcesów w postaci 25 mandatów i 7 samochodów dziennie na pewno tego nie zmieni.

Jak więc władze Poznania walczą z zanieczyszczeniem powietrza? No cóż, mało skutecznie.

Lilia Łada