Halloween
Mało kto wie, że nasi przodkowie jeszcze sto lat temu świętowali równie barwne i magiczne święto 31 października co Halloween. Nazywa się ono Dziady i nie ma wiele wspólnego ze słynnym utworem Adama Mickiewicza.

Dziady nazywa się także zaduszkami, radecznicą, przewodami albo pominkami – wszystko zależy od regionu Polski, w którym o nie zapytamy. Świętowane są jednak bardzo podobnie w całym kraju, a ostatnio obchody stają się coraz bardziej widoczne ze względu na rosnącą liczbę wyznawców religii rodzimowierczej, którzy z poświęceniem kultywują stare, słowiańskie obyczaje.

Podczas Dziadów Słowianie oddają cześć duchom zmarłych przodków. Od 24 października granica dzieląca świat żywych od świata zmarłych aż do końca miesiąca jest uważana za bardzo cienką, co pozwala duszom przodków przybyć na ziemię. Tak naprawdę Słowianie obchodzili święto kilka razy w roku, na wiosnę, latem i jesienią. Przełom października i listopada był jednym z terminów święta – dlatego też zresztą kościół katolicki wybrał 1 i 2 listopada na oddawanie czci zmarłym. Bo było świętowane już wcześniej w tym terminie.

Słowiańskie obchody święta nie były tą melancholijną uroczystością, jaką znamy dziś – dla naszych przodków była to okazja do radości, że dusze znów są z nimi, że na chwilę wróciły do bliskich. Podczas Dziadów rozpalało się okazałe ogniska na rozstajach dróg, by dusze wracające z zaświatów bez problemu trafiały do swoich dawnych domów, w oknach stawiano też zapalone świece w tym samym celu, a uczestnicy święta śpiewali i tańczyli przy ogniskach.

Nieodłącznym elementem obchodów tego święta była też uczta, która zazwyczaj odbywała się na… grobach przodków. Weselono się tam przy płonącym ognisku, nie stroniono także od napojów wyskokowych. Na stole musiały się znaleźć kasza, miód, chleb i sól, jajka jako znak nowego życia oraz kutia, a przy stole – wolne miejsce dla dusz, które zechciałyby przyjść poucztować z żywymi. Dla nich także wylewano pierwszy łyk z każdego kielicha napoju na ziemię. Pozostałości z uczty zostawiano na grobach, by zmarli mogli się pożywić, zostawiano tam też płonące światełka – ich dalekim echem jest stawianie 1 listopada na grobach bliskich zniczy i lampionów.

Przodkom składano też ofiary z ziarna, piwa i wina, które żercy wrzucali w ogień, wróżąc z dymu przyszłość ofiarodawców. Proszono ich również o rady w trudnych sprawach, a przede wszystkim o pomyślność dla rodu.

Ogień przez kilka dni świętowania nie tylko wskazywał drogę duszom do domów, ale też chronił żywych przed demonami. W czasie święta, gdy granica między światem żywych i zmarłych była wyjątkowo cienka, na ziemię mogły się przedostać także te nieprzychylne ludziom istoty, a jasny ogień, którego się bały, chronił przed ich mocą. Dla odstraszenia ich w domu na czas święta rozstawiano kraboszki, zwane też karoboszkami. To były maski wykonane z drewna symbolizujące przodków i przy okazji odstraszające złe duchy. Jako wizerunki przodków, nawet umowne, byly przecież widomym dowodem dla demonów, że ten oto dom jest pod dobrą ochroną.

Podczas Dziadów nie wolno było robić niczego, co mogłoby obrazić duszę przodka, który właśnie zawędrował na ziemię. Nie wolno było szyć, żeby nie pokłuć duszy i nie zaplątać jej w nici, nie wylewało się wody przez okno, żeby nie oblać duszy, która tamtędy właśnie przechodziła, nie odsuwało gwałtownie krzeseł, by jej nie potrącić.

Można było za to wróżyć – powszechnie wierzono, że wróżby odprawione podczas tego święta się sprawdzają, a wyrażone życzenia, o ile naprawdę szczere, spełniają się. Podczas zabaw przy grobach sporo czasu poświęcano więc nie tylko tańcom, jedzeniu i piciu, ale i poznawaniu przyszłości – o ile ktoś miał tyle odwagi, by chcieć ją poznać. Bo wróżąc podczas Dziadów, jak wierzono, można było też ściągnąć na siebie przekleństwo demonów, które równie chętnie i tłumnie jak dusze przodków przybywały na święto… Powszechne było wróżenie z wosku, niewiele różniące się od tego, jakie zdarza się dziś podczas zabaw andrzejkowych, skakano również przez ogień dla odegnania złego losu, okadzano też magicznymi ziołami wszystkich przeklętych, zauroczonych lub chorych.

el