Poznań: Grabaż o publiczności Rockowizny. „To się nie działo nawet na koncertach dla Niemców”

Rockowizna Festiwal 2022 Poznań fot. Magda Zając

„Chyba od 10ciu lat nie musiałem zaśpiewać sam Piły Tango czy Czarnego chleba” – napisał Krzysztof „Grabaż” Grabowski po niedzielnym koncercie Strachów na Lachy na Rockowiźnie w Poznaniu. Co takiego się tam wydarzyło?

Jak zauważa eska.pl, Grabaż mógł na bieżąco porównać reakcję publiczności z Jarocina, bo tam 16 lipca z zespołem Piżama Porno świętował 35-lecie – a 17 lipca z zespołem Strachy na Lachy zagrał w Poznaniu. I tak jak z Jarocina tradycyjnie wyjechał z fantastyczną energią publiczności – tak w Poznaniu interakcji z publiką wyraźnie zabrakło.

„to się nie działo nawet na koncertach dla Niemców, czyli tam gdzie nie ma już nic, tylko głucha ściana, Najgorsze w tym wszystkim jest to, że działo się w domu, na miejscu, w Poznaniu. Wyglądało to tak jakby bilety ludzie dostali z zakładów pracy, a nawet gorzej… Ludzie byli cicho, jak w miejscowości Farfocel, w gminie Wzdół Rządowy… tragedia..” – napisał zdegustowany muzyk na swoim profilu na FB.

Co takiego się się wydarzyło, że publiczność nie śpiewała? Trudno uwierzyć, że ktoś w Poznaniu nie zna Strachów na Lachy, a już zwłaszcza Piły Tango. Najbardziej prawdopodobną odpowiedzią jest ta, którą zasugerowali Grabażowi fani w komentarzach – że ci, którzy kochają Grabaża, byli w Jarocinie. W Poznaniu zaś gościła całkiem inna publiczność, która akurat chętniej śpiewała z innymi wykonawcami, na przykład z Organkiem. Przy festiwalach tego rodzaju, dość mieszanych stylistycznie, to się niestety zawsze może zdarzyć. Dodatkowo bliskość Jarocina też musiała zadziałać na niekorzyść, jeśli chodzi o jakość publiczności. Najbardziej zdeklarowani rockmani na pewno pojechali właśnie tam.

Podziel się: