Poznań: Festiwal na Wolnym Powietrzu, czyli teatr w przestrzeni miejskiej

Krakowski Teatr Kto i jego „Peregrinus” oraz katowicki Teatr A Part prezentujący spektakl „Lear, k…!” rozpoczęły drugą edycję Festiwalu na Wolnym Powietrzu w Poznaniu. I oba spektakle warto było zobaczyć.

„Peregrinus” to jeden dzień, a może tydzień czy miesiąc z życia korposzczura. Czas w zasadzie nie ma tu znaczenia, ponieważ i tak każdy dzień wygląda tak samo. Może zmieniają się inicjatorzy mobbingu w pracy, może wolne w tym roku wypadnie na Majorce, a nie w Egipcie, ale właściwie co to za różnica?

I to jest właśnie straszne, przeraża coraz bardziej z każdą minutą spektaklu. Korposzczur dokładnie jak szczur w klace wykonuje powtarzalne czynności: ubiera się, je posiłki, ma chwilę oddechu, więc sięga po łatwy seks albo zakłada bardziej szalone ciuchy, bardziej szalone niż korpogarniturek w kolorze dyskretnej szarości. We wszystkim jest jakaś przaśność, taniość, kiczowatość i rozpaczliwa wręcz płytkość.

Ale to właśnie skondensowana dawka jego duchowości. Bo czego oczekiwać od ludzi z mózgami wypranymi przez korpo, mobbing, konieczność zarobienia na dom i jedzenie jak największych pieniędzy, żeby starczyło na dłużej? No i ludzie stają się korposzczurami, najpierw by mieć za co żyć, a później, by przeżyć w świecie korpo. By tak się stało, muszą zmienić swoje myślenie, wartości i sposoby zachowania. To, w którym miejscu są w szczurzej hierarchii, określa ich wartość i możliwości konsumpcyjne.

Straszne? Straszne. Przecież nikt by tak nie chciał. To nieludzkie, to podłe! Ale chyba każdy z widzów przynajmniej raz w czasie spektaklu miał niemiłe wrażenie, że patrzy w lustro…

To świetny spektakl, by zatrzymać się na chwilę i zastanowić, co robimy ze swoim życiem. Nie jest dobrze, jeśli choćby częściowo przypomina świat w „Peregrinusie”. Ale teraz, skoro już o tym wiemy, możemy to zmienić. A czy zmienimy?

Teatr A Part w spektaklu Lear, k…! pokazał inny świat ludzkich emocji, i pokazał go znacznie bardziej dosadnie. Nie bez powodu mamy wulgaryzm w tytule. To opowieść o władzy absolutnej, potęgowanej do absurdu przez starczy despotyzm króla – który narasta z wiekiem. To, że takie postępowanie nie prowadzi do niczego dobrego, jest oczywiste, ale mocny, ostry sposób, w jaki przedstawia to Teatr A Part sprawia, że widz chwilami aż się kuli od niewidocznych ciosów. Kto by pomyślał, że można aż tak biczować obrazem…?

Czarne kostiumy z przewagą skóry i metalu, metalowe, surowe konstrukcje, przerażająco doskonałe aktorstwo – a wszystko podkreślane przez światło płonących pochodni, w równie surowym otoczeniu Starej Rzeźni. Koniec jest wiadomy: najpierw niesnaski, potem konflikt, później wojna – i zniszczenie wszystkiego. A jednak i tak chce się na końcu krzyczeć ze strachu, rozpaczy i bezsilnej wściekłości. Wspaniały spektakl w jedynym odpowiednim miejscu.

Druga odsłona festiwalu pokazała, że formuła teatru plenerowego, którą przed wielu laty wprowadził do Poznania festiwal Malta, a potem od niej odszedł, wcale się widzom nie opatrzyła. Oba spektakle obejrzało po kilkaset osób, i to mimo ogromnej konkurencji pokrewnych imprez w Poznaniu i okolicy, i mimo że to dopiero druga edycja imprezy i mimo że nie była szeroko reklamowana. Ale organizatorem jest Teatr Biuro Podróży, a to swoista gwarancja jakości i poziomu spektakli. W niedzielę w ramach festiwalu będzie można obejrzeć właśnie spektakl gospodarzy: „Makbet”, o 21.00 w Starej Rzeźni.

Lilia Łada, fot. L. Łada