tablica informacyjna, przystanek Fredry fot. L. Łada

Poznań: „Dziury” w miejskiej komunikacji. „Nawet 40. minut czekania!”

Radny Paweł Sowa zwrócił uwagę na „dziury” w komunikacji kursującej po Poznaniu, zwłaszcza jeśli chodzi o weekendy i wieczory. Zapytał o doświadczenia poznaniaków – i okazało się, że problem jest w całym mieście.

„Zasiedziałem się chwilę u znajomych i nie zdążyłem na czternastkę w kierunku Piątkowa o 22:36. Myślałem, że złapię coś na północ przed godz. 23, a tutaj „niespodzianka” – napisał radny. – „Do dyspozycji nam dopiero nocne autobusy – widoczny na zrzucie z ekranu 218 o 23.20. O tej samej godzinie pojedzie też 224 z przystanku Park Wilsona do Naramowic. Dość duża ta dziura w rozkładzie jazdy w układzie południe-północ miasta”.

Radny zapytał poznaniaków, jakie mankamenty w rozkładzie jazdy znają ze swojego doświadczenia – i okazało się, że podobne sytuacje zdarzają się w całym mieście, a o tej porze na autobus albo tramwaj w swoją stronę można sporo poczekać. „Nawet 40 minut czekania! –  napisała jedna z dyskutujących. – „I to w ciągu dnia. I żadnej możliwości podjechania czymś innym, bo po prostu innego autobusu nie ma”.

Co gorsza, na takie „dziury” w komunikacji skarżą się wcale nie mieszkańcy odległych dzielnic, jak Radojewo, Szczepankowo, Podolany czy Starołęka. Problemy mają mieszkańcy rejonów uchodzących za dobrze skomunikowane: Ogrody, Sołacz, Rataje czy Wilda.

„Standardem są nawet 40-minutowe dziury pomiędzy kolejnymi tramwajami w jednym kierunku” – napisała w odpowiedzi radnemu jedna z mieszkanek rzekomo dobrze skomunikowanego rejonu miasta, bo Ogrodów. Inna osoba miała ten sam problem co radny czekając na „cokolwiek jadącego w stronę centrum” na ruchliwym przecież przystanku tramwajowo-autobusowym na skrzyżowaniu Dąbrowskiego i Żeromskiego.

Mieszkaniec Rataj z kolei napisał, że właśnie z tego powodu często decyduje się na jazdę samochodem do pracy, bo czas czekania na tramwaj, jazda, a później przesiadka i czekanie na drugi to co najmniej 40 do 50 minut. Samochodem, nawet gdy są korki, pokonuje tę trasę w kwadrans.
„Oczywiście wiem, że są objazdy i remonty, co na pewno ma wpływ na częstotliwość kursów i trasy” – podkreślił. – „Ale ja muszę dojechać do pracy punktualnie bez względu na to, czy są utrudnienia czy nie”.

Inni uczestnicy dyskusji wskazywali, że półgodzinne dostępy czasowe zdarzają się w kursowaniu poszczególnych linii nawet w dni powszechnie, i to wcale nie późnym wieczorem, a już normą w ciągu dnia są sytuacje, gdy jedzie kilka pojazdów co dwie, trzy minuty – a później przez 2o minut nie jedzie nic, i to na ruchliwych trasach w centrum miasta.

Byli jednak i obrońcy obecnej częstotliwości kursowania tramwajów i autobusów, jak Krzysztof Dostatni, prezes MPK, którzy zwracali uwagę, że zbyt częste kursy pojazdów dublowałyby się, co nie miałoby większego sensu. Radny z Łazarza mógł pojechać tramwajem nr 8 o 22.41 do Kaponiery, a tam przesiąść się na nocny autobus o godzinie 23.00. Gdyby pomiędzy nimi jechał tramwaj w tym samym kierunku, czyli na Piątkowo, oznaczałoby to dublowanie kursu od Mostu Teatralnego z nocną linią nr 201.

Inny dyskutant zwrócił uwagę, że radny mógł sobie też zrobić pieszy spacer na Kaponierę, bo z Łazarza to nie jest daleko, i tam wsiąść w nocny. „To my mamy komunikację miejską, aby chodzić od przystanku do przystanku, czy jednak po to, aby nią jeździć?” – nie zgodziła się kolejna osoba.

0 0 votes
Oceń artykuł

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze