smog fot. UM Poznań

Miasto od kilkunastu lat prowadzi program zachęcający mieszkańców do likwidacji pieców węglowych na rzecz ogrzewania gazowego, a w ubiegłym roku zapowiedziało program osłonowy dla osób, które zdecydują się przejść na gaz. Wiele jednak wskazuje na to, że z programem będzie problem.

„Kawka” i „Kawka Bis” to dwa projekty realizowane w Poznaniu już od kilkunastu lat mające na celu zmniejszenie liczby starych, kopcących pieców węglowych w centrum Poznania, bo tu jest ich najwięcej. Osoby likwidujący stare piece i przechodzące na ogrzewanie bardziej przyjazne środowisku, w tym gaz, dostają dofinansowanie do tej inwestycji od miasta, które może sięgnąć nawet 80 proc. kosztów.

Od ubiegłego roku jednak chętnych na zamianę jest znacznie mniej ze względu na drastyczny wzrost cen gazu i prądu – a ich likwidacja ma ogromne znaczenie dla całego miasta. To właśnie „kopciuchom” zawdzięczamy smog nawiedzający jesienią i zimą Poznań.

Dlatego w grudniu ubiegłego roku, jak podaje Radio Poznań, władze Poznania zapowiedziały przygotowanie programu pomocy finansowej dla osób, które chcą zlikwidować kopciuchy, ale nie stać ich na ogrzewanie gazowe lub elektryczne. Minęło jednak pół roku – a programu nie ma. Nie można zwalić winy na trudności z organizacją czy umocowaniem prawnym – takie programy realizuje już kilka miast w Polsce, na przykład Kraków, jest więc kogo poprosić o radę i wsparcie.

Na razie jednak Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zbiera doświadczenia z innych miasta, jak powiedziała Radiu Poznań Bogna Kisiel, rzeczniczka prasowa MOPR. Jednak nawet jeśli powstanie projekt takiego programu, to trzeba będzie znaleźć pieniądze na jego realizację – tym miałoby się zająć Biuro Koordynacji Projektów i Rewitalizacji Miasta. Gdy to nastąpi – radni otrzymają projekt uchwały i będą mogli zdecydować, czy program powinien wejść w życie.

Jednak ze znalezieniem pieniędzy może być spory problem, ponieważ szacowany koszt programu jest spory: około 370 tys. zł. I to zakładając, że zawnioskuje około 600 osób. A jeśli będzie ich więcej? Urzędnicy szukają możliwości sfinansowania go ze środków unijnych, zwrócili się też do rządu.

Bo samo miasto nie ma środków na ten cel. I nie zapowiada się, żeby takie środki się pojawiły – nie przy rosnących drastycznie cenach i spadających wpływach ze względu na obniżenie podatku PIT. Wyższe ceny gazu o 200 proc. i prądu o 70 proc. oznaczają, że miasto za wiele rzeczy będzie musiało zapłacić znacznie więcej – według szacunków tylko sama miejska komunikacja będzie kosztować 20 mln zł więcej w przyszłym roku, a prąd dla miejskich jednostek – 70 mln zł więcej.