Poznań: Córka pacjentki zmarłej z powodu koronawirusa oskarża prezydenta Jaśkowiaka o kłamstwo

fot. Sławek Wąchała
Proszenie o wykonanie testów na obecność koronawirusa, bo nikt ich nie zaproponował, informowanie, że jest osoba starsza w domu, co całkowicie zbagatelizowano i nieprawdziwe informacje podane prezydenta Jaśkowiaka. „Kłamie” – tak córka zmarłej podsumowuje jego wypowiedź.

Informacje podał „Głos Wielkopolski”. Wynika z nich, że kobieta – stwierdzono u niej obecność koronawirusa i u jej ojca, męża zmarłej – wielokrotnie prosiła o przebadanie całej rodziny, ale to ignorowano. Zaprzecza też informacji podanej przez prezydenta Jaśkowiaka 12 marca w „Faktach po faktach” – prezydent powiedział, że jej ojciec nie chciał się poddać badaniom, tymczasem ona twierdzi, że musieli te badania wypraszać, bo nikt ich nie chciał zrobić.

Wersję kobiety potwierdził też Przemysław Mieloch, burmistrz Mosiny, który interweniował w biurze wojewody, by doprowadzić do wykonania testów wszystkim członkom rodziny. Ona sama twierdzi, że ma też wielu innych świadków na potwierdzenie swojej wersji wydarzeń. Dodaje, że służby były o tym informowane na bieżąco, tak samo jak o tym, że mieszka z nimi starsza, ponad 80-letnia osoba, którą należałoby przebadać w pierwszej kolejności. Niestety, badania zostały wykonane dopiero kilka dni później, w środę 11 marca, po jej interwencji u burmistrza, a jego z kolei – u wojewody.

Wersję badań z opóźnieniem i przebiegu zdarzeń tak, jak to opisuje córka zmarłej, potwierdza też ksiądz Rafał Nowak, proboszcz parafii w Czapurach, gdzie mieszkała zarażona rodzina, a jej ojciec – przypomnijmy – był szafarzem w tej parafii. Dodajmy, że również ksiądz początkowo został tylko poddany kwarantannie, badania wykonano mu dopiero w piątek, 13 marca, a w piątek ogłosił, że jest zdrowy.

Być może częściowo odpowiedź na zarzuty rodziny kryje się w wyjaśnieniu dr Andrzeja Trybusza, szefa Wielkopolskiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, która wykonuje testy na obecność koronawirusa.
– U każdej z osób objętych kwarantanną przeprowadzamy badania – zapewniał dr Trybusz 12 marca, podczas konferencji prasowej wojewody wielkopolskiego. – Często tryb przeprowadzania niepokoi pacjentów, bo mija jeden dzień, drugi, trzeci i nic nie robimy. Tymczasem testy tak naprawdę dają pewny wyniki około piątego dnia. I wtedy powinny być wykonywane.

Dlaczego jednak inspektorzy PSSE nie powiadomili o tym rodziny z Czapur, choćby po to, by zmniejszyć ich niepokój?

Przypomnijmy, że zmarła pacjentka trafiła 6 marca do szpitala w Puszczykowie, dopiero dwa dni później, już w stanie ciężkim, została przewieziona na oddział zakaźny szpitala miejskiego im. Strusia w Poznaniu. 9 marca testy wykazały, że jest zakażona koronawirusem, a 12 marca zmarła. Ponieważ w mediach ukazało się wiele informacji poddających w wątpliwość, czy postępowanie personelu szpitala w Puszczykowie i szpitala w Poznaniu było właściwe – prokuratura zaraz po jej śmierci wystąpiła o wydanie dokumentacji medycznej pacjentki. 14 marca ogłosiła, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa.

 

Głos Wielkopolski, el