Poznań: Co dalej z PKS Poznań? Radni atakują prezydenta

Radni miejscy krytycznie podchodzą do pomysłów prezydenta Jacka Jaśkowiaka dotyczących przyszłości PKS Poznań. -Trzeba było od razu powiedzieć nie umiem, nie potrafię, jestem nieudolny i oddać spółkę w lepsze ręce – powiedziała Ewa Jemielity.

Przyszłość PKS Poznań stoi pod znakiem zapytania od czasu kiedy Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, stwierdził, że nie można dopłacać dłużej do nierentownego przewoźnika. – Poznań nie może dopłacać do strat generowanych przez PKS, a związanych z usługami, z których korzystają głównie mieszkańcy innych gmin czy powiatów – tłumaczył na początku marca Jacek Jaśkowiak. – Organizacja transportu na poziomie województwa jest zadaniem samorządu wojewódzkiego. Miasto musi przede wszystkim zapewnić wygodny i bezpieczny transport na terenie Poznania. Jesteśmy jednak otwarci na współfinansowanie działalności transportowej PKS Poznań S.A. na analogicznych zasadach, jak to ma miejsce w przypadku kolei metropolitalnej.

Przewoźnik generuje około 5 milionów straty rocznie. Szanse na to, że zacznie w przyszłości generować zyski są praktycznie zerowe. Miasto deklaruje gotowość do dopłacania do przewoźnika, ale tylko pod warunkiem, że do jej utrzymania dorzucą się okoliczne powiaty i gminy, których mieszkańcy z PKSów korzystaną. Ci z oczywistych powodów nie chcą się na to zgodzić.

Ich stronę trzymają radni miejscy Prawa i Sprawiedliwości. – Jaśkowiak chce, żeby PKSy upadły – powiedziała Ewa Jemielity. Radna PiSu wskazała na brak profesjonalizmu PO i samego Jaśkowiaka w tej sprawie. – Pokazałam przykład niegospodarności i złego zarządzania jeśli chodzi o majątek PKS S.A. Na czym restrukturyzacja polegała? Na wyprzedaży nieruchomości. Nic więcej miasto w tej sprawie nie zrobiło, żeby spółka przestała przynosić straty. Wyprzedano majątek, wyprowadzono pieniądze, nie pomyślano o zmianie taboru i tras oraz rozmowach z okolicznymi gminami. Przykładem jest nieruchomość przy ul. Matyi sprzedana za połowę wartości… Jednocześnie miasto sprzedało działkę, żeby potem być zmuszonym do dzierżawy innych działek pod zaplecze techniczne. Za to wszystko trzeba płacić i trudno się potem dziwić, że PKS przynosi straty. Trzeba było od razu powiedzieć nie umiem, nie potrafię, jestem nieudolny i oddać spółkę w lepsze ręce. To jest kolejny przykład złego zarządzania Jacka Jaśkowiaka. Przykładem bezczelności natomiast jest wytransferowanie 20 milionów złotych ze spółki w formie dywidendy. Teraz, jeśli jeszcze oddamy dworzec do ZKZL, to zaraz się okaże, że PKS S.A. nie ma majątku i oczywiście generuje straty.

– Mamy tutaj ewidentnie do czynienia z drenowaniem firmy – dodał Krzysztof Rosenkiewicz, radny PiS. – Wiadomo, że działalność przewozowa firmy transportowej sama z siebie nie jest dochodowa, ale w tak dużej aglomeracji jak poznańska, spokojnie można by ją próbować połączyć z innymi rodzajami transportu. Miasto wykorzystało sprzedaż terenu po dotychczasowym dworcu, zasilając tymi pieniędzmi budżet miasta, natomiast sama działalność transportowa została mocno zaniedbana. I teraz miasto chce, żeby inne samorządy dofinansowały straty PKSu.

– Staramy się inwestować w transport publiczny – ripostował Jacek Jaśkowiak. – PKS musiał sobie radzić rynkowo i wszystkie działania, które podejmowali pracownicy: wynajmowanie autobusów i ciężka praca doprowadziły do tego, że strata operacyjna wynosi tylko 30 milionów złotych. I ta strata mogła zostać tylko pokryta przez sprzedaż majątku spółki. My nie możemy pozwolić na to, żeby ucierpiał majątek miasta. Nie jest naszym zadaniem zapewnienie połączenia z Jelenią Górą lub Łodzią.

Sergiusz Szczepaniak

;)

Dodaj komentarz

avatar