Poznań: Cmentarz przy Samotnej. Najbardziej zapomniany cmentarz Poznania

To już swego rodzaju tradycja, że co roku w okolicach 1 listopada poznańskie media przypominają o istnieniu tego cmentarza. Dzieje się tak od wielu lat. Niestety, w sytuacji cmentarza niewiele to zmieniło na lepsze.

Cmentarz przy Samotnej wcale się nie znajduje przy tej ulicy, chociaż kiedyś tak właśnie było. Jednak teraz od ulicy dzielą nekropolię tory kolejowe trasy na Wrocław, przez które na wysokości cmentarza nie ma przejścia. Najwygodniej więc spróbować dotrzeć tam od drugiej strony, czyli od Świerczewa. Wystarczy wejść w jedną z bocznych uliczek od Opolskiej, Bytomską lub Więzowską, i iść w stronę torów kolejowych. Nie należy przejmować się tym, że ulica się kończy, a przed nami wyrasta coś w rodzaju zaniedbanego i opuszczonego parku, oddzielonego od ulicy rzeczką Górczynką. To właśnie cmentarz przy Samotnej.

Najłatwiej trafić tam w okolicach 1 listopada, bo w innych porach roku można nawet nie zauważyć, że się jest na cmentarzu. Gdoby są bardzo zniszczone i ukryte za drzewami, stosami gałęzi i liści. Ale przed listopadowym świętem na placyku nad brzegiem Górczynki stoi kilka samochodów, a ich właściciele za mostkiem krzątają się wśród drzew porządkując groby. Płoną pierwsze znicze, gdzieniegdzie widać barwne plamy chryzantem – i głównie po tym można poznać, że tu jest, a właściwie kiedyś był – cmentarz. Bo obecnie nekropolia oficjalnie nie istnieje. Nie ma ani ogrodzenia, ani nawet wyraźnych granic.

A przecież to cmentarz z historią. Przygotowano go przed wojną dla mieszkańców Wildy i Dębca. Pochowano tu wiele znanych osób, między innymi Bolesława Gryfa-Marcinkowskiego, kompozytora i twórcę pieśni „Czuj Duch!”. Piękna figura nagrobna Geni Hryniewiczówny, która obecnie znajduje się na poznańskiej Skałce, pochodzi właśnie z tego cmentarza. Tutaj chowano też poznaniaków, którzy zginęli podczas pierwszego bombardowania Poznania we wrześniu 1939 roku i więźniów obozów koncentracyjnych.

Cmentarz był bardzo starannie zaprojektowany: główne aleje wyznaczały szpalery drzew, granice – szeregi topoli, a od południa i północy pozostawiono wolny teren pod rozbudowę nekropolii. Położony na wyniesieniu teren opadał w stronę Górczynki, zapewniając malowniczy widok na dolinę rzeczki i znajdujące się za nią łąki. Zamiast łąk jest tam teraz autostrada i wiadukt w stronę Lubonia. Ale to i tak jeden z piękniejszych widoków w Poznaniu.

Warto też obejrzeć sam cmentarz, choć zniszczony i opuszczony, bo od wojny nie odbywają się tam pochówki, nikt też na stałe nie dba o nagrobki. Ale może właśnie w tym tkwi szczególny urok tego miejsca: idąc ścieżką wydeptaną w miejscu dawnej, szerokiej alei można trafić na zapomniany grób, oznaczony rozpadającym się krzyżem albo fragmenty kamiennego pomnika, a tuż obok na zachowany dziwnym trafem szereg prawie nietkniętych marmurowych nagrobków.

W środku cmentarza stoi ceglany postument – kiedyś znajdował się na nim krzyż. Ale choć od wielu lat go nie ma, to jednak na stopniach postumentu nadal przed 1 listopada palą się znicze. Święta ziemia, w rozumieniu ludzi, nie przestała być święta tylko dlatego, że materialny wyraz świętości zniknął. Cmentarz miał też kiedyś własną kaplicę, ale od wielu lat już jej nie ma – w latach 90. została zburzona, po odkryciu przez policję, że odbywają się tam czarne msze. O tym też ludzie pamiętają, więc na jej fundamentach znicze się nie palą.

Od lat mówi się o renowacji tego cmentarza, jednego z najpiękniejszych i najlepiej zaplanowanych w Poznaniu.Niestety, na mówieniu się skończyło. Cmentarz przy Samotnej nadal niszczeje, coraz bardziej przypominając zarośnięty las. A przecież na wielu grobach jeszcze dziś można przeczytać napis „Umarł za Polskę”. I wstyd, że Polska w zamian za to życie nie zapewniła nawet godnego miejsca pochówku.

el