Poznań: Bardzo gorący Festiwal Żupańskiego

Koncert Aresa Chadzinikolau, spotkanie zJoanną Jodełką, książki, lody, kapelusze i pyszna herbata. Druga edycja Festiwalu Żupańskiego na Wildzie udała się nad podziw.

Pierwszy dzień festiwalu rozpoczął się od przedstawienia jego patrona, czyli Jana Konstantego Żupańskiego, który z pewnością nie jest w Poznaniu znany tak, jak na to zasługuje – chociaż ma swoją ulicę i to na niej właśnie odbyło się sporo spotkań tegorocznego festiwalu.

O tym wybitnym dziewiętnastowiecznym wydawcy i propagatorze czytelnictwa opowiadała Magdalena Priebe, jedna z organizatorek festiwalu. A był on tak niezwykłym i wszechstronnym człowiekem, że naprawdę było co opowiadać. Co ciekawe, wcale nie był Polakiem, mimo swojsko brzmiącego nazwiska. Był rodowitym Grekiem, którego przodkowie, handlarze wina, osiedli w Wielkopolsce w XVIII wieku, a jego rodowe nazwisko brzmiało Zupanos. Wielkopolska najwyraźniej przypadła im do gustu, bo zostali w niej i spolonizowali się, zmieniając nazwisko na Żupańscy. Sam Jan Konstanty urodził się w roku 1804, zmarł w 1883. Był ciekawy świata i wiele podróżował, znał kilka języków. Ale gdy po śmierci ojca odziedziczył spory majątek, postanowił osiąść w Poznaniu i założyć wydawnictwo. Do śmierci aktywnie promował czytelnictwo w Wielkopolsce, zarzucając Wielkopolanom, że owszem, są pracowici, oszczędni, efektywni w działaniu – ale czytać za bardzo nie lubią….

Jan Konstanty aktywnie wspierał też wszystkie inicjatywy niepodległościowe i był jednym z założycieli Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, działał w Towarzystwie Czytelni Ludowych. Nic więc dziwnego, że to książki były głównymi bohaterami festiwalu jego imienia – a także ich autorzy.
Pierwszego dnia można było spotkać się z Magdaleną Mrugalską-Banaszak, autorka znanych ksiażek historycznych, w tym także tych o Wildzie. Jej wiedza jest tak obszerna, a to, co mówiła, tak ciekawe, że uczestnicy spoitkania natychmiast zaczęli się dopytywać, kiedy wyjdzie kolejna książka…

Pierwszy dzień zakończył niezwykły, klimatyczny koncert Aresa Chadzinikolau, pół-Greka z pochodzenia, który tak jak Żupański wrósł w Poznań. Mistrz zagrał kilka swoich kompozycji, ale też, w hołdzie dla swojego rodaka, kilka greckich pieśnii robił to tak wspaniale, że publiczność nie chciała go wypuścić ze sceny. Ba, udało mu się nawet namówić ją do wspólnego śpiewania…

Drugi dzień festiwalu odbywał się w iście tropikalnej scenerii. Na szczęście organizatorzy byli na to przygotowani: były pyszne lody oraz zimne napoje od Lodzi i wspaniałe herbaty dzięki Domowi Herbaty “Aromat”. Jak się mogli dowiedzieć zainteresowani, herbata wcale nie musi być zimna, by ugasić pragnienie. Gorąca gasi je znacznie lepiej, ale to już oczywiście, trzeba wiedzieć, jak ją zaparzyć…

Nie brakowało też stoisk z książkami, bo przecież powszechnie wiadomo, że nie ma nic lepszego na upał niż orzeźwiająca lektura do hamaka – zwłaszcza że książki były w specjalnych festiwalowych cenach nie rujnujących budżetów…. A dla tych, którzy chcieli się cieszyć urokami festiwalu, ale zapomnieli o stosownym nakryciu głowy – firma Oktopus przygotowała stoisko ze zjawiskowo pięknymi kapeluszami i fascynatorami. I tam mimo upału stale panował ruch…

Sporo osób przyciągnęły nie tylko chłodne smakołyki, ale i spotkania z pisarzami. Na pierwszy ogień – i to określenie dziś okazało się wyjątkowo trafne ze względu na panujący upał – poszła Lilia Łada, autorka książki “Zabójstwo z urzędu”. Pisarka zdradziła, że akcja kolejnej powieści, właśnie przygotowywanej do druku, dzieje się na Wildzie – a uczestnicy spotkania chętnie podpowiadali jej klimatyczne miejsca w dzielnicy, które również byłby świetną scenerią zabójstw…

Ogromny aplauz wzbudzili tancerze Kasia i Marek, którzy mimo upału odtańczyli performance taneczny na wózku, a później chętnie odpowiadali na pytania publiczności, opowiadając o swojej karierze tanecznej. Kolejnym gościem była Joanna Jodełka – tu wiele pytań dotyczyło jej najnowszej książki, “Rektorski czek”, określanej jako romans kryminalny. Historia starych dokumentów, które trafiły w ręce Karoliny Rosady, pracownicy archiwum uniwersyteckiego w Poznaniu i które spowodowały wciągnięcie dziewczyny w sam środek afery fałszerskiej – z pewnością spodobałaby się Janowi Konstantemu. Zwłaszcza że w tle jest mowa o powstającym właśnie uniwersytecie, który jest kolejnym dowodem na sens pracy organicznej, tak cenionej przez Żupańskiego.

W drugi dzień festiwalu na ulicy Żupańskiego, przy narożniku Przemysłowej, została też odsłonięta tablica pamiątkowa, poświęcona pamięci tego wybitnego wydawcy, działacza i współtwórcy sukcesu gospodarczego ówczesnej Wielkopolski.

el, fot. L. Łada, A. Paluch

0 0 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze