wesele bamberskie

Poznań: Bamberskie wesele, czyli jak się krakus z poznaniakiem targowali o melę

Zaczęło się od zmówin, potem było ubieranie dziewczyny w bamberski strój ślubny – a po ślubie młoda para odebrała nadanie ziemi w Luboniu od poznańskiego magistratu i pojechała na swoje. Całkiem jak 300 lat temu.

1 sierpnia 1719 roku do Poznania przyjechała pierwsza grupa niemieckich osadników z miasta Bamberg, którzy osiedlili się we wsi Luboń i walnie przyczynili się do rozwoju i odbudowy wycieńczonego wojnami i epidemią Poznania. Już od 25 lat, z inicjatywy prof. Marii Paradowskiej, ten dzień jest obchodzony w poznaniu jako Święto Bamberskie. Potomkowie przybyszów ubrani w swoje charakterystyczne stroje świętują przybycie do nowej ojczyzny, a głównym elementem zawsze jest czytanie fragmentu aktu nadanie ziemi tym pierwszym osadnikom.

Z okazji okrągłej rocznicy, w ubiegłym roku, Bambrzy przemaszerowali przez miasto w takim samym pochodzie, w jakim przybyli z Bambergu 300 lat temu. W tym roku elementem obchodów było bamberskie wesele – a właściwie mieszane wesele, bo jak się okazało, pan młody przybył z Krakowa i zapatrzył się na śliczną Bamberkę do tego stopnia, że postanowił się wżenić w jej rodzinę.

Targi o wiano dziewczyny trwały długo i łatwe nie było – ale nie można się było spodziewać niczego innego, skoro targowali się krakus z poznaniakiem… nie brakowało zarzutów o skąpstwo z obu stron, przy czym koronnym argumentem poznaniaków były… bajgle. Bo to dopiero trzeba być skąpym, żeby ze szneki z glancem wyjąć środek, a sprzedawać jako całą!

Ostatecznie stanęło na dwóch krowach, owcach, kozie i psie, które para młoda dostaną na dobry początek nowego życia. Panna młoda przy okazji zaprezentowała tradycyjny strój bamberski od podszewki – i to dosłownie, bo do ślubu ubierano ją na scenie od koszuli, a nie było to łatwe zadanie. Dziewczęta bamberskie nosiły na sobie kilkanaście sztuk odzieży, samych spódnic było w zależności od okazji i zamożności od pięciu do sześciu. I dlatego, jak się Bamberka szykowała na sumę do kościoła, to wstawała o szóstej rano, by zdążyć się ubrać…

Młodzi, zgodnie z tradycją, wzięli ślub w świętym Wojciechu, a później udali się na Stary Rynek, by z rąk Grzegorza Ganowicza, przewodniczącego Rady Miasta Poznania oraz Marcina Kostaszuka, wicedyrektora Wydziału Kultury UMP – obaj wyglądali niezwykle szykownie w strojach z epoki – przyjąć nadanie ziemi w Luboniu, którą odtąd mieli wspólnie uprawiać dla dobra własnego i kasy miasta Poznania, do której będą odprowadzać podatki – pod tym względem życie przez 300 lat niewiele się zmieniło…

Na inny, nadal aktualny aspekt tej tradycji – że kulturę Poznania tworzyli od kilkuset lat imigranci – zwrócił uwagę Grzegorz Ganowicz.
– 300 lat temu mieszkańcy Bambergu szukali w Europie miejsca dla siebie, bo mieli trudno w Bambergu – przypomniał. – Znaleźli to miejsce w Poznaniu. Poznań był wtedy zrujnowany po wojnach, był głód i epidemia, tak jak dzisiaj. Poznaniacy byli wtedy mądrzy, zrozumieli, że przybysze z Bambergu, mimo że trochę inni, trochę obcy, z trochę innym obyczajem i kulturą bardzo wzbogacą nasze miasto. I tak się stało. Przez 300 lat Bambrzy poznańscy i ich potomkowie mieli bardzo wielki wpływ na to, jak Poznań się rozwijał i mają ten wpływ do dziś. Za to jesteśmy im wdzięczni.

Zgodnie z tradycja państwo młodzi dostali akt nadania ziemi, ale zanim poszli ją uprawiać – jeszcze zgodnie z tradycja ozdobili pomnik Bamberki kwietną girlandą, a później pojechali na oczepiny do Muzeum Etnograficznego.

Lilia Łada

1
Dodaj komentarz

avatar
pyra
pyra

Piękny zwyczaj, ale pan Ganowicz powinien wiedzieć, że mądrość XVIII wiecznych władz Poznania polegała na tym, że sprowadzili do miasta Niemców, ale bliskich kulturowo katolików. W ten sposób położyli podwaliny pod asymilację przybyszy, którzy już kilkadziesiąt lat później deklarowali polskość wobec władz pruskich. Zupełnie inaczej niż dzisiejsi imigranci. A poznańskich Bambrów pozdrawiam.