koronawirus - ewakuacja Domu Kombatanta fot. DWOT

Polska: Wielkopolska w żółtej i zielonej strefie?

Gdyby przywrócić system podziału Polski na strefy pod względem liczby zakażeń, to właśnie tak wyglądałaby Wielkopolska. W strefie czerwonej znalazłby się tylko jeden powiat!

Jak przypomina money.pl, podział kraju ze względu na liczbę zakażeń obowiązywał przez kilka miesięcy ubiegłego roku i zależał od średniej liczby zakażeń z 7 dni na 100 tys. mieszkańców. W każdej strefie obowiązywały inne restrykcje – największe w czerwonej, gdzie nie można było organizować żadnych imprez masowych i trzeba było nosić maseczki wszędzie poza domem – do zielonej, gdzie restrykcje były znacznie łagodniejsze i w zasadzie sprowadzały się tylko do dezynfekcji rąk i ograniczenia liczby klientów w sklepach.

Gdyby dziś przywrócić te zasady, to większość kraju znalazłaby się w strefie żółtej. Tak wynika, jak podaje money.pl, z analizy Piotra Tarnowskiego, który od początku pandemii kompletuje dane dotyczące zachorowań na covid-19 w Polsce. Tylko w 24 powiatach w Polsce sytuacja jest tak zła, że trzeba byłoby je zaliczyć do strefy czerwonej. To zaledwie 7 proc. wszystkich powiatów.

Większość kraju byłaby w strefie żółtej, co oznacza, że imprezy sportowe i kulturalne odbywałyby sie z ograniczeniami – ale by się odbywały. Funkcjonowałyby hotel i restauracje, choć z limitem miejsc, odbywałyby się wesela i imprezy do 100 uczestników.

A jak według tego zestawienia wygląda Wielkopolska? W strefie czerwonej byłby tylko jeden powiat – wrzesiński. W żółtej: kępiński, ostrowski, krotoszyński, rawicki, koniński, turecki, słupecki, gnieźnieński, poznański, średzki, grodziski, wolsztyński, nowotomyski, międzychodzki, szamotulski, obornicki, pilski, czarnkowsko-trzcianecki, złotowski i wągrowiecki.

A pozostałe powiaty, czyli chodzieski, kolski, leszczyński, gostyński, kościański, śremski. jarociński, pleszewski, kaliski i ostrzeszowski kwalifikowałyby się do strefy zielonej.

Czy jest szansa, że rząd przywróciłby taki podział? Wiele regionów kraju odetchnęłoby z ulgą. Jednak chociaż premier Mateusz Morawiecki od czasu do czasu mówi o regionalnym luzowaniu obostrzeń, to żadne decyzje w tej sprawie nie zapadły i nic nie wiadomo o tym, by rząd pracował nad takimi rozwiązaniami.

Wirusolodzy wręcz przestrzegają przed zbytnim optymizmem, jaki wynikałby z tak stworzonej mapy. Jak przypomniał prof. Tomasz J. Wąsik, wirusolog, kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii i Wirusologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, zbytnie złagodzenie restrykcji teraz doprowadziłoby ponownie do gwałtownego wzrostu zakażeń, jak w listopadzie ubiegłego roku.

Spadająca liczba zakażeń to też jeszcze nie jest powód do nadmiernego optymizmu – cieszyć się będziemy mogli zacząć dopiero wtedy, gdy zacznie spadać liczba zgonów. Zdaniem profesora jeśli za dwa tygodnie nie będziemy mieli wzrostu zakażeń i zgonów, to będzie można zacząć powoli luzować obostrzenia. Ale trzeba pamiętać, że w pozostałej części Europy teraz zbiera żniwo niezwykle zakaźna brytyjska mutacja koronawirusa. Nie wiadomo, jak będzie wyglądała sytuacja w Polsce.

3.7 7 votes
Oceń artykuł
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze