Protest po uzasadnieniu wyroku TK, Strajk Kobiet fot. K. Adamska
Część posłów Platformy Obywatelskiej chce liberalizacji prawa aborcyjnego – bardziej konserwatywne skrzydło tego żądania nie popiera. Czy dojdzie do rozłamu w partii?

Posłowie i senatorowie opowiadający się za liberalizacją prawa aborcyjnego chcą, by kobieta miała prawo do usunięcia ciąży do 12 tyg. ciąży w przypadku trudnej sytuacji życiowej lub zagrożenia dla zdrowia psychicznego, co potwierdzałoby stosowne zaświadczenie od lekarza i psychologa. Posłanki PO chcą też powrotu dostępu do tabletki „dzień po” bez recepty, bezpłatnych badań prenatalnych i bezpłatnego in vitro.

Małgorzata Kidawa-Błońska, przewodnicząca zespołu, który pracował na Pakietem Praw Kobiet, powiedziała, że w Polsce nie będzie rodziło się więcej dzieci dlatego, że obowiązuje zakaz aborcji. Więcej dzieci rodzi się wtedy, gdy kobiety mają poczucie bezpieczeństwa – i mają prawo wyboru.

To stanowisko niewiele się różni od kompromisu aborcyjnego z 1993 roku, który PO popierała przez całe lata, czyli dopuszczanie przerwania ciąży z powodu gwałtu, zagrożenia życia i zdrowia kobiety lub poważnego uszkodzenia płodu. A jednak teraz jednak grupa bardziej konserwatywnych posłów partii wystąpiła przeciwko takiemu stanowisku i chce powrotu do kompromisu z 1993 roku.

Konserwatywni parlamentarzyści, w tym Wielkopolanie Waldy Dzikowski, Paweł Arndt oraz Wojciech Ziemniak napisali między innymi, że „Platforma nie powinna zajmować radykalnego stanowiska i stawać się stroną w wojnie aborcyjnej, która spolaryzuje nasz kraj na wiele lat”. Ich zdaniem powrót do kompromisu uchroni Polskę przed kontynuacją wojny polsko-polskiej.

Pod dokumentem podpisało się 21 parlamentarzystów PO.