Pierwszy dzień Ethno Portu. Pełni energii Estończycy, niesamowici Słowacy i egzotyka tunezyjsko-amerykańsko-włoska

Ethno Port 2022 Michal Noga Band ( Słowacja ) fot. Sławek Wąchała

Estończycy wcale nie są opanowani i spokojni, Słowacy mają niewiarygodne poczucie humoru, a niesamowita muzyka egzotycznego tunezyjsko-amerykańsko-włoskiego trio porwała do tańca ethnoportową publiczność. To był mocny i bardzo udany pierwszy dzień festiwalu.

Trad. Attack

Tegoroczna edycja festiwalu Ethno Port zaczęła się mocnym, żywiołowym koncertem estońskiego zespołu Trad. Attack, co było miłą odmianą po dwóch ostatnich pandemicznych i znacznie bardziej stonowanych edycjach. Estończycy jako naród uchodzą za spokojnych i opanowanych – jednak zespół Trad. Attack pokazał, że wcale tak nie jest, a żywiołowa energia, którą zaprezentowali na scenie, dosłownie zwalała z nóg.

Estończycy w zasadzie, gdy tworzyli zespół, chcieli po prostu raz w roku zagrać na imprezie, jak opowiadała ze śmiechem Sandra Vebarna, członkini zespołu. Ale gdy zaczęli nagrywać – poczuli, że czegoś im w tej muzyce brakuje. Gdy kiedyś trafili na zapis ludowej pieśni z połowy XIX wieku – wiedzieli, że to jest to.

Grają więc na tradycyjnych estońskich instrumentach, estońskich dudach torupill i drumli, muzykę inspirowaną estońskimi rytmami, wykorzystując także stare zaklęcia, pieśni obrzędowe i elementy tradycyjnych świat oraz obrzędów. Do tego wszystkiego dodają mocne rockowe brzmienie, odrobinę elektroniki i tę charakterystyczną dla nich energię. To mocna, wyrazista i na wskroś nowoczesna muzyka, w której jednak ta bardzo dawna, chwilami mroczna, tradycja jest doskonale słyszalna.

Michal Noga Band

Koncert Michal Noga Band ze Słowacji był muzyczną wędrówką przez cały ten kraj – zresztą nie tylko muzyczną, bo Michal Noga barwnie i z ogromnym zacięciem opowiadał o muzycznych tradycjach swojej ojczyzny. Robił to po słowacku, ale nikomu na widowni to nie przeszkadzało i wszyscy świetnie się rozumieli.
– Jak będzie po polsku gajdy? – zapytał w pewnym momencie, opisując muzykę graną na tych słowackich dudach.
– Gajdy! – odpowiedziała chórem publiczność, nie mając najmniejszego problemu ze zrozumieniem, o co chodzi.

Gdy tylko słowaccy muzycy zaczęli grać, od razu stało się jasne, że mamy do czynienia z mistrzami swojego fachu. Patrzenie, jak bawili się każdym dźwiękiem, z jaką lekkością przechodzili od jednego stylu do drugiego – było wyjątkową przyjemnością. A oni jeszcze śpiewali, i to jak!

W tej muzycznej podróży przeplatały się wpływy romskie, ukraińskie, rumuńskie i oczywiście węgierskie, były mistrzowsko zagrane polki i czardasze, było naśladowanie dźwięku gajd przez skrzypce, a także dźwięku fujarek, a wszystkiemu towarzyszyły opowieści, z jakiego regionu i z jakiego okresu historii pochodzi dana melodia. Michal Noga, który jest uważany za guru muzyków ludowych i kultywatorów słowackiego folkloru – sam uważa się za tylko za ucznia dawnych mistrzów, który miał to szczęście, że u ostatnich zdążył się jeszcze zacząć uczyć.

Warto tutaj wspomnieć też o szczególnym tańcu górali, w którym, po krótkim szkoleniu, wzięła udział także publiczność. Sztuka polegała na uderzaniu rękami w kolana i klaskaniu w określonym rytmie, co nie wydawało się zbyt trudne – na początku. Ale muzycy podstępnie zaczęli przyspieszać, więc ręce, nogi i oklaski szybko zaczęły się mylić. Mimo to – a może właśnie dlatego – i muzycy, i publiczność bawili się znakomicie.

Słowaccy artyści mieli prawdziwy problem, gdy chcieli zejść ze sceny, bo publiczność za nic nie chciała ich wypuścić. W końcu się udało po kilku bisach, a widzowie dziękowali im oklaskami na stojąco.

Fanfara Station

Fanfara Station, którzy wystąpili na zakończenie pierwszego dnia festiwalu Ethno Port – to był zupełnie inny klimat i zupełnie inne podejście do folkloru. Zespół nazywa się ekstrawaganckim trio i chyba trudno znaleźć lepsze określenie: Tunezyjczyk, wokalista zespołu i mistrz gry na tradycyjnych instrumentach perkusyjnych, Amerykanin grający na puzonie i na trąbce z jazzowym zacięciem oraz Włoch, który do tego zestawu dodał elektronikę i syntezatory…

Na pierwszy rzut oka – to nie może razem brzmieć dobrze. Ale trzeba ich posłuchać, by ku własnemu zdumieniu zorientować się, że te wszystkie tak odległe klimaty muzyczne jednak tworzą spójną, harmonijną i elektryzującą, choć momentami zaskakującą, całość. Tunezyjski zaśpiew i tamtejszy bęben zdumiewająco dobrze pasują do amerykańskiej trąbki i włoskich syntezatorów. W efekcie powstaje muzyka zadziwiająco współczesna z wyrazistym uderzeniem i nadającą głębi nutką Orientu dzięki śpiewowi Marzouka Mejri. Oni także porwali publiczność do tańca i także mieli problem, żeby zakończyć koncert, bo rozbawiona publiczność nie chciała ich wypuścić.

11 czerwca to drugi dzień Ethno Portu. A co w programie?

Dwudniowe warsztaty wokalno-ruchowe – Anu Almagro (Finlandia) i Volodymyr Andrushchak (Ukraina) – g. 11-14, Scena Nowa, bilety: 40 zł (na oba dni)
Małe Ethno: Warsztaty ceramiczne z Zoyą Samborskayą (b.o) – g. 11 i 13, Dziedziniec Różany, wstęp wolny
Kiermasz festiwalowy – od g. 12, Dziedziniec Różany
Małe Ethno: Mała Mbi i gwiazdy – baśnie afrykańskie – Xenia Starzyńska (4+) – g. 12, Sala pod Zegarem, bilety: 10 zł/dziecko, opiekun wstęp wolny
Małe Ethno: zmajstruj z nami mandalę! – warsztaty rodzinne z Majsterki.pl (10+) – g. 13, Sala Prób, bilety: 10 zł/dziecko, opiekun wstęp wolny
Wsłuchaj się w świat: Huculszczyzna – spotkanie z Krzysztofem Krzyżanowskim i Maciejem Rychłym – g. 13, Sala Audiowizualna, bilety: 10 zł (dla posiadaczy karnetów wstęp wolny)
Spotkanie wokół książki Łukasza Smolucha „Polskie tradycje muzyczne na Syberii” – g. 15, Księgarnia Bookowski, wstęp wolny
Rashida Sayed (Egipt) – g. 17, Dziedziniec Zamkowy, bilety: 40 zł
Drewo (Ukraina) – g. 19, Dziedziniec Zamkowy, bilety: 30 zł
Anouar Brahem Quartet (Tunezja) – g. 20.30, Sala Wielka, bilety: 100 zł
Warszawsko-Lubelska Orkiestra Dęta (Polska) – g. 22.30, Dziedziniec Zamkowy, bilety: 30 złKlub Festiwalowy: DJ Loin du Vietnam – g. 23, Meskalina, wstęp wolny