Mateusz Morawiecki fot. gov.pl

Pieniądze z UE a praworządność

Czy wysokość dotacji dla Polski z budżetu UE i funduszu odbudowy jest powiązana z praworządnością czy nie? Charles Michel, szef Rady Europejskiej, powiedział, że tak i podkreślił podczas konferencji prasowej powiązanie z art. 2 Traktatu o UE. Ale premier Mateusz Morawiecki ma inne zdanie.

Po trwających całą noc obradach rano Charles Michel na konferencji prasowej ogłosił, że ostatecznie udało się osiągnąć porozumienie. I co do tego wszyscy są zgodni. Jak podaje portal Money.pl podczas konferencji prasowej Michel stwierdził też, że po raz pierwszy jednym z kryteriów przyznawania środków będzie praworządność. Nie jest to w zasadzie nic nowego, bo już wcześniej w rozmowach i opiniach znaczenie kwestii praworządności i przestrzegania art. 2 Traktatu o UE podkreślali Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, oraz Emmanuel Macron, prezydent Francji.

Można jednak odnieść wrażenie, że premier Mateusz Morawiecki uczestniczył w zupełnie innych obradach. Jego zdaniem praworządność i przyznawanie funduszy to dwie odrębne kwestie nie połączone ze sobą. Zdanie polskiego premier podziela też premier Węgier Viktor Orban.

“Chcemy utrzymać praworządność. Jednocześnie chcemy, aby właściwa dyscyplina budżetowa i fiskalna została utrzymana z odpowiednim nadzorem. Byliśmy w stanie utrzymać te dwa zagadnienia osobno” – wyjaśniła Kancelaria Premiera na Twitterze. Sam premier powiedział mediom, że mechanizm, który zostanie wypracowany, będzie musiał mieć jednomyślną zgodę Rady Europy, a więc także i Polski, co oznacza, że bez zgody naszego kraju nie będą podjęte żadne decyzje.

Tymczasem podpisany w nocy dokument mówi co innego: czytamy w nim, że praworządność jest istotną kwestią przy przyznawaniu środków, a decyzje w tej kwestii Rada Europy będzie podejmować nie jednomyślnie, ale większością kwalifikowaną. Zdanie jednej Polski, nawet wspartej drugim głosem Węgier, to zdecydowanie nie większość.

“System warunkowości” oraz “środki na wypadek naruszenia” to właśnie słowa klucze, które potwierdzają słowa Charlesa Michela o historycznym powiązaniu wydatków z praworządnością” – informuje Money.pl. Ale premier Morawiecki bagatelizuje te argumenty twierdząc, że mechanizm w praktyce nie będzie wykorzystany, ponieważ by to zrobić, rada Europy musiałaby zagłosować jednomyślnie, a Polska się na to nie zgodzi. Jak to się ma do fragmentu dokumentu, gdzie mówi się o głosowaniu nie jednomyślnie, ale kwalifikowaną większością – premier nie wyjaśnił. Podkreślił jednak, że nie zgadza się na oskarżanie Polski o łamanie prawa.

Jak poinformował prof. Robert Grzeszczak z Katedry Prawa Europejskiego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego w Poranku radia TOK FM, jego zdaniem to czysta polityka i próba zaklinania rzeczywistości. Z jednej strony mamy najwyższe instytucje wspólnej Europy i głowy państwa oraz oficjalny, podpisany i bardzo jednoznaczny dokument – a z drugiej strony dwóch premierów państw będących pod uważną obserwacją organów UE właśnie z powodu podejrzeń o naruszenia praworządności.

Ekspert wyjaśnił też zamieszanie z głosowaniem – jednomyślnym czy kwalifikowaną większością. Otóż Rada Europejska jednomyślnie podejmuje kierunkowe decyzje polityczne – i tak właśnie zapadła decyzja o tym, ze wypłata unijnych środków powinna być powiązana z przestrzeganiem prawa. Jednak decyzje szczegółowe, takie jak choćby kontrolowanie, czy praworządność jest przestrzegana, czy może trzeba nałożyć sankcję – będą zapadały większością głosów. Zdaniem profesora skoro premierzy Polski i Węgier tak zdecydowanie bronią się przed powiązaniem praworządności z wypłatą środków, to znaczy, że przewidują problemy z praworządnością w swoich krajach, które nie znikną za ich kadencji.

Podpisane porozumienie zakłada, że fundusz będzie liczył 750 mld euro. Z tej sumy 390 mld euro będą stanowiły granty, a 360 mld euro pożyczki. Polska może liczyć na prawie 160 mld euro z tego budżetu.

el

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze