Parkowy cmentarz przy Wiśniowej

Jest jednym z najpiękniejszych cmentarzy w Wielkopolsce, chociaż mało kto o tym wie. Zapewne dlatego, że w naszym kraju cmentarz jest miejscem użytkowym i dość posępnym, tak w formie, jak w treści – a nie pięknym. Ale cmentarz przy Wiśniowej jest wyjątkiem.

Jego historia jest i długa – i krótka. Długa, bo powstał w 1911 roku, na cmentarz dla parafii Bożego Ciała. Wcześniej parafia grzebała swoich zmarłych na cmentarzach przy ulicy Święty Marcin, jednak w roku 1911 postanowiła założyć własną nekropolię i kupiła na ten cel 6 hektarów gruntu na Dębcu. Krótka – bo cmentarz od niedawna ponownie jest cmentarzem. Dopiero w 2001 roku udało się ówczesnemu proboszczowi parafii, W. Maćkowiakowi, doprowadzić do otwarcia cmentarza i wznowienia pochówków.

Ale zacznijmy od początku. Cmentarz, jak niewiele w tamtych czasach, a jeszcze mniej obecnie – został porządnie zaprojektowany. Autorem projektu przestrzeni został inż. Kazimierz Karłowski, natomiast zieleń zaprojektowała jego żona, Anna. Efektowną bramę wjazdową, budynek kostnicy i dom ogrodnika zawdzięczamy z kolei Kazimierzowi Rucińskiemu, a neobarokowy cokół z piaskowca, na którym do dziś stoi krzyż fundacyjny, zaprojektował i wyrzeźbił Władysław Rudy. Tym właśnie ludziom ten cmentarz zawdzięcza swój wyjątkowy wygląd.

Jego uroda rzuca się w oczy właściwie od razu po wejściu na jego teren: szeroka aleja, obrzeżona pięknymi drzewa, prowadzi do placyku z krzyżem, od którego promieniście rozchodzą się obrzeżone tujami aleje do wszystkich zakątków cmentarza. Tworzy to wyjątkowo urokliwe osie widokowe, a dodatkowym interesującym efektem jest widok z końca każdej alei – od razu widać rękę dobrego architekta!

Cmentarz bardzo szybko przestał wystarczać rosnącej społeczności, więc w 1932 roku zadecydowano o dokupieniu 2 ha gruntu od strony wschodniej, by powiększyć nekropolię. Także i ten fragment urządzono z ogromną starannością, by pasował do już istniejącej całości. W ten sposób powstała nekropolia, z której mieszkańcy Wildy i Dębca byli naprawdę dumni.

Niestety, już po wojnie, w 1968 roku, władze Poznania zadecydowały o zamknięciu cmentarza. Oficjalnym powodem było rosnące zaludnienie dzielnicy, a zwłaszcza terenów wokół cmentarza, co stwarzało zagrożenie epidemiologiczne. Nieoficjalnie zamknięcie cmentarza było kolejną bitwą w walce o zmniejszenie roli religii w życiu poznaniaków: pochówki z katolickiego cmentarza przy Wiśniowej miały się przenieść na cmentarze na Junikowie czy Miłostowie – komunalne i bezwyznaniowe.

Zamknięty cmentarz szybko zaczął niszczeć, o co w gruncie rzeczy chodziło ówczesnym władzom. Co prawda nadal przychodzili tam poznaniacy sprzątać i dbać o groby swoich bliskich, jednak pozbawiona opieki zieleń dziczała, ścieżki zarastały chwastami, dachy budynków zaczęły przeciekać, a ściany pękać. Na większe remonty nie było pieniędzy. Paradoksalnie jednak wyszło to nekropolii na dobre – przeczekała w ukryciu i zapomnieniu czasy, gdy na cmentarzach wolno było wszystko, od wycinki zabytkowych drzew, po stawianie nagrobków przypominających skrzyżowanie pałacu z rzeźnią. Gdy w 2001 roku księdzu Maćkowiakowi po długiej i ciężkiej walce udało się doprowadzić do ponownego otwarcia cmentarza, jego renowację przeprowadzono z zachowaniem wszelkich zasad i pod kontrolą konserwatora zabytków.

Prace jeszcze trwają, bo nie tak łatwo usunąć skutki 30 lat zaniedbań, no i nie jest to też tanie. Ale z każdym rokiem cmentarz pięknieje i coraz bardziej przypomina ten, jaki sobie wymarzyli i jaki stworzyli państwo Karłowscy.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o