Ogrodnicy mają problem. Wiosną nie będzie warzyw?

fot. unsplash (zdjęcie ilustracyjne)

Producenci wczesnych warzyw, między innymi pomidorów i ogórków zapowiedzieli wstrzymanie zasiewów. To może oznaczać, że na wiosnę nie będzie warzyw. A jeśli będą, to w kosmicznych cenach. Wszystko przez koszty, między innymi energii i nawozów.

Ogrodnicy w szklarniach w polskim klimacie muszą zacząć siać pomidory i ogórki na przełomie grudnia i stycznia, żeby dojrzały na wiosnę i trafiły do sklepów. Takie uprawy oznaczają jednak ogromne koszty: szklarnie trzeba doświetlać i ogrzewać, do tego dochodzi koszt nawozów i pracy ludzi.

Koszty produkcji rosną

Jak powiedział Wirtualnej Polsce Grzegorz Woźniak z gospodarstwa rolno-ogrodniczego w Rudunkach Szczytnickich w Wielkopolsce, w dwuhektarowej szklarni przez sezon jest w stanie wyhodować około 800 ton pomidorów lub 300 ton ogórków.

Jednak by utrzymać produkcję, musi mieć od 1000 do 1200 ton opału. Temperatura w szklarni nie może spadać poniżej 16 stopni, a zdarza się, że trzeba ja ogrzewać jeszcze w maju, jeśli się zdarzają przymrozki. Do tego dochodzi koszt ogrzewania lampami, które zastępują światło słoneczne, dmuchawy i zasilanie pieca. Te urządzenia z kolei zużywają masę prądu. Ogrodnicy, którzy mają panele fotowoltaiczne, są w lepszej sytuacji, ale przy obecnych kosztach produkcji nawet one nie pomogą.

Będzie ogromny kryzys

W tym roku więc siania zimą nie będzie, bo koszt jest zbyt wysoki. Wystarczy spojrzeć na ceny węgla: rok temu ogrodnicy kupowali go po 400 zł za tonę. Dziś jest po 1700 zł. Drastycznie wzrosły też ceny energii. Gdyby zdecydowali się na produkcje warzyw przy tych cenach, to pomidory w hurcie kosztowałyby 50 zł za kilogram, a w detalu – nawet 80 zł. Nikt by ich za tyle nie kupił.

I nie chodzi tylko o odbiorców indywidualnych, ale i hurtowników. Oni kupują warzywa jak najtaniej, więc w tym przypadku postawiliby na pomidory z Hiszpanii albo Maroka, znacznie tańsze, bo koszt ich produkcji jest niższy – tam jest cieplej i słońce operuje dłużej niż u nas.

Ale z czego w takim razie mają żyć ogrodnicy i osoby, które zatrudniają? Cała branża prorokuje ogromny kryzys, który będzie widać już wiosną przyszłego roku. Za pomidory szklarniowe minionej zimy trzeba było zapłacić nawet 30 zł za kilogram. W tym roku na pewno będą dużo droższe, choć o ile – trudno jeszcze powiedzieć.

Jednak znacznie poważniejszym skutkiem niż wysokie ceny będzie upadek branży. Z powodu wysokich cen energii ogrodnicy po prostu przestaną produkować, co oznacza uzależnienie od importu i znów wzrost cen. Do tego stopnia, że części Polaków nie będzie stać na kupno warzyw zimą.

Co trzeba zrobić?

Michał Kołodziejczak z AgroUnii już od dłuższego czasu mówi o alarmującej sytuacji w ogrodnictwie, przypomina też, że chodzi nie tylko o pomidory i ogórki, ale też produkcję selerów, porów, kapusty, sałaty, rzodkiewki, cebuli czy szczypiorku. Ceny wszystkich tych warzyw pójdą mocno w górę, a w dodatku będzie ich na rynku znacznie mniej, skoro ogrodnicy rezygnują z zasiewów warzyw o długim okresie wegetacji.

Kołodziejczak zwraca też uwagę, że miały być dopłaty do opału dla rolników, miały być też opłaty do nawozów. Ale jak wynika z wyliczeń AgroUnii połowa pieniędzy za nawozy w ogóle nie trafiła do rolników. Jego zdaniem rząd natychmiast powinien obniżyć ceny prądu producentom warzyw i owoców, żeby mogli sprzedawać wyprodukowaną żywność za cenę, za jaką będzie w stanie ją kupić przeciętny Polak. Rząd powinien także jak najszybciej uruchomić biogazownie we wsiach i wreszcie zacząć wymieniać linie energetyczne, żeby ludzie mogli budować farmy fotowoltaiczne. Teraz w wielu przypadkach budowa fotowoltaiki nie jest możliwa, bo stare linie przesyłowe po prostu nie są w stanie przyjąć więcej prądu.

Podziel się: