Nowy Tomyśl: Problemy z karetkami. Pomóc poszkodowanemu musieli strażacy

Mężczyzna spadł z dużej wysokości i był nieprzytomny. Rodzina wezwała karetkę, jednak okazało się, że… nie ma komu przyjechać. I dyspozytor przysłał do wypadku strażaków.

Zdarzenie miało miejsce w Glinnie pod Nowym Tomyślem w sobotę około godziny 20.00, jak informuje portal nowytomysl.naszemiasto.pl. Po upadku mężczyzny wezwano do niego karetkę pogotowia, ale okazało się, że karetki zabrakło. Wobec tego dyspozytor wysłał na miejsce strażaków i to oni zajęli się poszkodowanym do czasu przyjazdu pogotowia, które dotarło na miejsce po ponad 20 minutach.

Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej w całym kraju i wszystko wskazuje na to, że będzie ich przybywać, bo przy protestach ratowników medycznych i ich coraz częstszej rezygnacji z pracy braki kadrowe w pogotowiu ratunkowym będą się coraz bardziej dawały we znaki.

W Nowym Tomyślu co prawda nie trzeba było jeszcze zawieszać działalności stacji pogotowia, ale ponieważ karetek brakuje w sąsiednich powiatach, to często właśnie pogotowie z Nowego Tomyśla jeździ tam na wezwania. Trudno nie pojechać na pomoc w nagłym przypadku, ale zawsze wtedy powstaje ryzyko, że w tym czasie ktoś z najbliższej okolicy może także potrzebować pilnej pomocy medycznej.

W przyszłym tygodniu, 11 września, w Warszawie ma się odbyć ogólnopolski protest pracowników ochrony zdrowia, w tym ratowników medycznych. Czy coś zmieni w sytuacji pracowników i ich pacjentów? To się dopiero okaże.

3 1 vote
Oceń artykuł
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze