Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt – koniec z pomocą zwierzętom w Polsce?

Organizacje pozarządowe nie będą miały wstępu na teren prywatny. Na zabranie maltretowanego zwierzęcia będą musiały mieć zgodę Powiatowego Lekarza Weterynarii. A uratowane zwierzę zamiast do kliniki trafi do schroniska. Nawet jeśli potrzebuje leczenia.

To pokrótce zasady nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, nad którą pracują posłowie PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz’15. Organizacje pozarządowe uważają, że jeśli ta ustawa wejdzie w życie, to żadnej ochrony zwierząt w Polsce już nie będzie. I trudno im się dziwić – w pracach zespołu uczestniczą osoby skazane za znęcanie się nad zwierzętami, a także takie, dla których przemoc jest najlepszym rozwiązaniem problemu. Renata Beger, była posłanka Samoobrony, która reprezentuje środowiska rolników w tych pracach, odgrażała się działaczom organizacji pozarządowych. “Jak któryś z tych pseudoekologów pojawi się na moim terenie, to nie ręczę za siebie” – podaje jej wypowiedź Onet.pl. Według jej opinii to rolnicy są prawdziwymi ekologami, a nie działacze organizacji pozarządowych.

Zdaniem Konrada Kuźmińskiego, szefa Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt, w ustawie chodzi o to, żeby właśnie organizacje pozarządowe odsunąć od ratowania zwierząt. Żeby działacze nie wtrącali się do tego, jak rolnik czy hodowca zwierząt futerkowych traktuje swoje zwierzęta. Teraz, zgodnie z art. 7 ustawy, społecznicy mogą zwierzęta interwencyjnie zabrać bez względu na to, czy to teren prywatny czy nie – i spowodować poważne straty materialne takiego rolnika czy hodowcy i kłopoty z prokuraturą na dodatek.

Po nowelizacji ustawy społecznicy nie będą mogli wejść na teren prywatny bez względu na to, ile będą mieli dowodów na maltretowanie zwierząt na tym terenie. Żeby odebrać zwierzęta, będą musieli dysponować opinią Powiatowego Lekarza Weterynarii. Tylko że on pracuje przez pięć dni w tygodniu od 7.00 do 15.00. A co wtedy, gdy się stanie coś złego w weekend? Zdaniem społeczników pracownicy inspektoratów weterynarii są w weekendy nieosiągalni.

Nawet z opinią weterynarza do odebrania zwierzęcia będzie niezbędna straż miejska lub gminna, nie społecznicy. A maltretowanego zwierzęcia nie będzie można go zawieźć do kliniki weterynaryjnej, lecz do schroniska dla zwierząt, nawet jeśli potrzebuje pomocy medycznej. Co kuriozalne, sposób leczenia zwierzęcia musi być uzgadniany z osobą, której zwierzę odebrano za niewłaściwe traktowanie.

Organizacje społeczne zapowiadają protesty w całym kraju, gdyby ten projekt miał trafić do sejmu. I podają statystyki: rocznie ponad 90 proc. spośród 5 tys. przypadków znęcania się nad zwierzętami ujawniają organizacje społeczne. Inspektoraty weterynaryjne tylko w 11 proc. przypadków wystąpiły z wnioskiem o odebranie zwierzęcia – w pozostałych przypadkach robili to społecznicy. Liczby nie pozostawiają wątpliwości: cała ochrona zwierząt w Polsce spoczywa na organizacjach społecznych.

Onet.pl, el

0 0 votes
Oceń artykuł
5 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze