Niemoc i Bluszcz na Scenie nad Rusałką. Była moc!

Fani elektronicznych lat 80. ubiegłego wieku powinni co najmniej przez rok pluć sobie w brodę za to, że ich tam nie było. To były bardzo dobre dwa koncerty, na których świetnie bawili się nawet ci, którzy za tego rodzaju muzyką nie przepadają.

„Notoryczni debiutanci”, bo członkowie tria Niemoc tak właśnie mówią o sobie, bez problemu nawiązali kontakt z publicznością, zagonili ją pod scenę i rozkręcili imprezę, robiąc to z ogromnym wdziękiem i poczuciem humoru. Bo nie oszukujmy się: na koncercie to umiejętności showmana decydują o jego powodzeniu. Pod tym względem Niemoc to naprawdę mistrzowie.

Ale też trzeba przyznać, że mieli sporo do zaoferowania publiczności. Swoją muzykę określają jako połączenie nowoczesności z elektroniczną klasyką lat 80. Do tego jeszcze trzeba dodać dobry, wyrazisty bit, niesamowitą łatwość i lekkość w łączeniu motywów i stylów i tę niesamowitą energię, która sprawia, że odruchowo zaczyna się przytupywać…

Odniesienia do lat 80. są bardzo dobrze słyszalne, Marek Biliński byłby zachwycony, jednak młodzi ludzie potrafili na tej podstawie zbudować całkiem własną, oryginalną i bardzo ciekawą całość. Powstała muzyka efektowna, ale solidna muzycznie, spójna – której naprawdę doskonale się słuchało.

Bluszcz z kolei, wrocławski duet elektroniczno-gitarowy, jak sami się przedstawiają muzycy, zaproponował muzykę nie tyle elektroniczną, co bardziej nawiązującą klimatów wczesnej Republiki, L-4 czy może, Chłopców z Placu Broni albo Azylu P. Ale trzeba dodać, że te klimaty zostały interesujące przetworzone i w efekcie powstała intrygująca całość, której bardzo dobrze się słuchało i która wcale nie trąciła myszką. Kto by pomyślał, że z brzmienia, z którego, jak się wydawało, klasyka polskiej sceny rozrywkowej w latach 80. i 90. wyciągnęła już wszystko – można jeszcze tyle wydobyć?

To były dwa naprawdę świetne koncerty, a Scena nad Rusałką powoli zaczyna ustalać standardy muzyki plenerowej w mieście. I ci, którzy na nich byli, w zasadzie już powinni robić sobie selfie pod sceną, oznaczać, który to rok, i mówić: „chodziliśmy na koncerty nad Rusałkę, zanim to jeszcze stało się modne”…