Nawłoć fot. UPP

Nawłoć: piękna i bardzo niebezpieczna

Późnym latem i wczesną jesienią przemierzając Polskę niemal wszędzie dostrzeżemy żółte połacie kwitnącej nawłoci kanadyjskiej. To niebezpieczna roślina! – ostrzegają naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu

Nawłoć zawędrowała do nas w XVII wieku z Kanady – jak sama nazwa wskazuje. Uprawiano ją jako roślinę ozdobną, ale lubili ją też pszczelarze, ponieważ dawały pożytek pszczołom w końcu sezonu wegetacyjnego rodzimych gatunków.

Jednak szybko okazało się, że ma więcej wad niż zalet. To bardzo niebezpieczna roślina inwazyjna, która nie potrzebuje wiele, miejsce sobie sama wywalczy i dzięki dużej dynamice wzrostu skutecznie konkuruje o światło i składniki odżywcze z rodzimymi gatunkami. Później w nawłociowiskach praktycznie niemożliwe są odnowienia gatunków rodzimych, nawet małych drzew i krzewów, gdyż utrudnione jest kiełkowanie siewek. Obecność nawłoci kanadyjskiej powoduje zmiany właściwości gleby, a jej obecność przyczynia się m.in. do zwiększenia pH podłoża, zawartości azotu, węgla i substancji organicznych.

Pewnym paradoksem jest, że roślina wykorzystywana jako pożytek dla pszczół przyczynia się właśnie do ograniczenie liczebności krajowych zapylaczy, szczególnie dzikich pszczół i bzygowatych, odwiedzających kwiaty. Owady należące do grupy zapylaczy w siedliskach łąkowych (motyle dzienne, pszczoły, bzygowate) są wrażliwe i wycofują się z miejsc zajmowanych przez inwazyjne nawłocie. Te ostatnie dostarczają co prawda nektaru, ale nie są w stanie zastąpić produkcji wypartych rodzimych gatunków roślin, zarówno pod względem różnorodności, jak i ilości nektaru. Znane są przypadki, gdzie w płatach z udziałem inwazyjnych roślin, różnorodność zapylaczy spadła aż o 90 proc.!

Nawłoć może być też niebezpieczna dla człowieka. Może powodować katar sienny u ludzi, zwłaszcza przy suchej i wietrznej pogodzie, kiedy to stężenie pyłku w powietrzu może przeszkadzać wrażliwym osobom.

Roślina jest niekorzystna także dla ptaków.
– Nasze badania wykonane już przed dekadą wskazują, że tak i to zdecydowanie negatywne – mówi prof. Piotr Tryjanowski z UPP. – Nawłoć tworzy gęste łany, w których trudno się poruszać, a nawet wylądować. Nie zapominajmy, że większość tradycyjnych ptaków łąk i pól gniazduje na ziemi, a trawy na łąkach czy zboża są jednak mniej gęste niż spore połacie nawłoci. Ponadto nawłoć swoją obecnością niemalże wyjaławia glebę i jest tam mało owadów, stanowiących pokarm ptaków. Paradoksem jest, że nawłociowiska być może pozytywnie wpływają na jeden gatunek, zresztą także inwazyjny, na bażanta. Czyli można by powiedzieć, że wrogowie naszej rodzimej przyrody działają razem.

Czy mamy zatem szansę z nawłocią wygrać, a przynajmniej nieco ograniczyć jej liczebność? Specjaliści od gatunków inwazyjnych piszą wprost: ograniczanie występowania nawłoci jest trudnym i pracochłonnym procesem, a także kosztownym. Jeżeli jej rozprzestrzenienie nie jest jeszcze duże na danym obszarze, to należy wykopywać poszczególne kępy. Jeżeli natomiast zajęte są większe obszary, np. łąk lub nieużytków, a warunki siedliskowe nie pozwalają na użycie ciężkiego sprzętu do wyorania kłączy, to najprostszym sposobem ograniczenia ekspansji nawłoci jest regularne koszenie (nawet kilka razy w roku) przed okresem ich kwitnienia.

Nawłoć jest badana na wiele sposobów, z wykorzystaniem metod obserwacyjnych, jak i zaawansowanych eksperymentów. Można nawet by powiedzieć złośliwie, wiemy niemal wszystko, ale nie możemy sobie z nią poradzić – zgodnie mówią naukowcy zajmujący się tym gatunkiem.

Ponad dziesięć lat temu parki krajobrazowe forsowały hasło: zamień nawłocie na malwy przy płocie! Zyskało one jeszcze na ważności i aktualności.

UPP, el

4 2 votes
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze