Nawałka ofiarą swoich decyzji, ale władze Lecha także są winne

Adam Nawałka został zwolniony z funkcji trenera pierwszej drużyny Lecha Poznań, a w jego miejsce do końca sezonu zostanie ponownie przesunięty z drużyny rezerw Dariusz Żuraw. To efekt kiepskiej gry, kiepskiego przygotowania drużyny do rundy wiosennej, ale także braku porozumienia z piłkarzami, a także rozbieżności co do wizji “Kolejorza” w przyszłym sezonie. Odsunięcie Nawałki to – według władz Lecha – początek zmian. Czy na lepsze?

Były selekcjoner reprezentacji Polski przychodził do Poznania jako strażak po nieudanej przygodzie Ivana Djurdjevicia. Miał okazać się zbawieniem. Długo negocjował swoje wymagania z władzami Lecha, w wielu sprawach nie chciał ustępować i tak naprawdę w stolicy Wielkopolski dostał wszystko, czego tylko zapragnął. Pieniądze, ogromny i rozbudowany sztab szkoleniowy oraz całkowitą władzę, jeśli chodzi o budowanie drużyny. Nawałka to typ pracoholika, początkowo kibicom bardzo spodobało się to, że przychodził do pracy wcześnie nad ranem, a z klubu wychodził grubo po północy. Do czasu. Zatrudnienie byłego selekcjonera reprezentacji Polski, ćwierćfinalisty Mistrzostw Europy – było marketingowym majstersztykiem, pozwoliło na ukrycie bałaganu, jaki panował i prawdopodobnie panuje w poznańskich gabinetach. W brutalny sposób pożegnano się z zasłużonym piłkarzem, początkującym trenerem Djurdjeviciem, a tak naprawdę nie wykonano żadnych ruchów wewnętrznych. Uciszono w ten sposób krzyki wielu kibiców domagających się głów – zarówno prezesa Karola Klimczaka, jak i syna właściciela, Piotra Rutkowskiego. Teraz te krzyki wracają i to z podwójną mocą.

Piotr Rutkowski po przegranym sezonie 2017/2018 winę zrzucił na trenera, Nenada Bjelicę, który rzekomo w zimowym oknie transferowym nie chciał żadnych transferów, ściągnięto jedynie Koljicia, Chobłenkę i Tomasika. Żaden z nich w dłuższej perspektywie się nie sprawdził. Jedynie Koljic, ale na nieszczęście Lecha – w innym klubie. Chorwat w jednym z wywiadów na Weszło przyznał, że brak transferów to nie była jego decyzja, ale nie chciał o tym więcej dyskutować. Teraz oficjalnie władze klubu nic nie mówią, ale w mediach już są pogłoski, że to głównie Nawałka stał za tym, by nie kontraktować chociażby zawodników Wisły Kraków: Arsenicia czy Imaza, a także postanowił dać szansę dawno już spalonym: Gajosowi, Janickiemu, Vujadinoviciowi, De Marco czy nawet Trałce. Chodziły głosy, że to właśnie Nawałka chciał tych piłkarzy dalej mieć przy sobie w kolejnym sezonie. Ile jest w tym prawdy, tego się nie dowiemy, ale jedno jest pewne: wina leży po obu stronach. Krytyka należy się – owszem – Nawałce, ale także włodarzom klubu, którzy zwlekali z pozbyciem się piłkarzy nie dających drużynie od dłuższego czasu tak naprawdę niczego.

Nie wiemy, jaki pomysł na tę drużynę ma trójka: Rutkowski-Klimczak-Rząsa, ale szczerze, boimy się letniej rewolucji. Jeśli okno transferowe ma wyglądać tak, jak okna poprzednie – jest się czego bać. Okno zimowe? Do zapomnienia. Letnie: OK, chociaż po Amaralu spodziewalibyśmy się znacznie więcej. O zaciągu z roku wcześniej: Choblenko, Koljic, De Marco, Barkroth, Janicki – lepiej nie wspominać w ogóle. Darusz Żuraw dostaje kolejną szansę tymczasowego ratowania “Kolejorza” w sytuacji bardzo trudnej. Atmosfera prawdopodobnie wśród piłkarzy jest bardzo słaba, osiągane wyniki i styl gry jest katastrofalny, część z piłkarzy zresztą miała dowiedzieć się, że latem w Poznaniu ich już nie będzie – to jak oni mają za swój obecny klub na boisku, pisząc kolokwialnie, umierać? Ciekawi na pewno pomysł Żurawia na poprawę obecnej sytuacji, czy da wyraźny sygnał, że z konkretnej grupy zawodników rezygnuje, czy będzie kroczył po ścieżce Adama Nawałki, wystawiając na murawie Tomasika, Trałkę, Jevticia, Gajosa, Janickiego czy Makuszewskiego? Walka o najlepszą ósemkę trwa, ale tu nic nie jest jeszcze przegrane, bo do czwartego miejsca, które być może da europejskie puchary – będący obecnie na dziewiątej pozycji “Kolejorz” traci tylko dwa oczka, ale kluczowe będą najbliższe mecze: z Pogonią, Lechią oraz Jagiellonią, które koniecznie trzeba wygrać. Z piłkarzami, których wystawiał Nawałka, może być o punkty ciężko. Wydaje się, że więcej woli walki i zaangażowania widzielibyśmy od Klupsia, Jóźwiaka, Marchwińskiego, Skrzypczaka, Kostewycza, czy nawet Zhamaletdinova i De Marco, niż od wspomnianych zawodników.

Żuraw może być strażakiem “Kolejorza” przy odpowiednich proporcjach na miarę Solskjaera z Manchesteru United. Jeśli trenerowi rezerw Lecha uda się odbudować drużynę, wypracować przez parę tygodni styl i przede wszystkim bardzo dobrze punktować, najpierw dając pierwszą ósemkę, a później wymarzone czwarte czy trzecie miejsce i ostatecznie europejskie puchary – może być tak, że władze klubu dadzą mu szansę realizacji projektu pod nazwą “Nowy Lech” po zakończeniu tego sezonu. Udowodnił, że razem z asystentem Karolem Bartkowiakiem potrafią działać: w trzeciej lidze radził sobie bardzo dobrze, cały czas rezerwy biły się i bić się będą, tym razem już pod okiem innego szkoleniowca, o awans do drugiej ligi. Ivanowi Djurdjeviciowi taka sztuka się nie udawała, często zawodnicy pod jego wodzą tułali się w okolicach środka tabeli, natomiast pod wodzą Żurawia wyglądało to znacznie lepiej. Oczywiście, to tylko trzecia liga, ale porównanie akurat jest w tym przypadku całkowicie na miejscu.

Dokąd zmierza Lech – dowiemy się prawdopodobnie na chwilę przed pierwszym gwizdkiem meczu z Pogonią, bo ujrzymy nazwiska wyjściowego składu, a ostatecznie po zakończeniu meczu, gdzie nastąpi weryfikacja pierwszych decyzji Żurawia. Poznański zespół znajduje się w bagnie, czy z niego wyjdzie – zależy od trenera, piłkarzy, ale ostatecznie także od późniejszych decyzji władz Lecha Poznań. Konkretniej: Piotra Rutkowskiego i Karola Klimczaka.

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze