Miasto chce się bronić przed “lex deweloper”

Lokalne Standardy Urbanistyczne mają pomóc miastu w walce z chaosem urbanistycznym, który może powstać po wprowadzeniu ustawy “lex deweloper”.

Rządowa ustawa “lex deweloper”, która weszła w życie pod koniec sierpnia, została bardzo negatywnie oceniona przez liczne grona – m.in. przez stowarzyszenia urbanistów. Zawarte w niej przepisy miały przyspieszyć budowę mieszkań – ale zamiast tego wprowadzają do miast chaos przestrzenny i pozwalają deweloperom na niekontrolowaną zabudowę.

Zgodnie z nowymi przepisami wniosek dewelopera o realizację inwestycji mieszkaniowej musi być zgodny ze standardami urbanistycznymi. Nie może być sprzeczny ze studium – chyba, że dotyczy terenów wykorzystywanych w przeszłości na cele kolejowe, przemysłowe oraz usług pocztowych. Takich miejsc w Poznaniu jest wiele. Dodatkowo planowana inwestycja nie musi być zgodna z planem miejscowym.

To wszystko oznacza, że miasto jest zagrożone intensywną i niekontrolowaną zabudową mieszkaniową. Nowe budynki będą mogły być niedostosowane lokalnych uwarunkowań – na niskich osiedlach mogą powstać nieproporcjonalnie duże bloki. Inwestycje mogą być niedostosowane do przepustowości komunikacyjnej danego terenu – duże osiedla mogą powstać daleko od linii autobusowych. Zgodnie z nowym prawem wysokie bloki mogłyby stanąć m.in. na terenach dawnej Polfy albo na obszarze dawnych zakładów Wyborowej, czyli nad samym brzegiem Malty.

– Ta ustawa przewiduje nową ścieżkę organizacji inwestycji mieszkaniowych, którą jako samorząd uważamy za bardzo niebezpieczną – podkreśla Łukasz Mikuła, miejski radny. – Owszem, widzimy wady obecnego systemu planistycznego, ale nowa ustawa to lekarstwo gorsze od choroby. Nie chcemy czekać z założonymi rękami, Chcemy dać jasny sygnał, że będziemy stać na straży, by przestrzeń naszego miasta nie była w dowolny i chaotyczny sposób zabudowywana.

Nowe prawo zostawia jednak gminom furtkę: daje im możliwość opracowania tzw. lokalnych standardów urbanistycznych (LSU). To przepisy, które pozwolą na kształtowanie ładu w mieście – choć tylko do pewnego stopnia. Zgodnie z prawem radni miejscy w uchwale mogą zwiększyć lub zmniejszyć określone w ustawie wymogi, ale tylko do 50 procent założonych wskaźników.

– Dzięki temu jesteśmy w stanie częściowo ograniczyć złe skutki ustawy – mówi Maciej Wudarski, zastępca prezydenta miasta. – To ważne, bo wpłynęły do nas już pierwsze wnioski od inwestorów. Wprowadzenie dodatkowych parametrów pozwoli nam ograniczyć chaos. Nadal jednak pozostaną tereny, na których będziemy musieli stosować inne narzędzia: to grunty pokolejowe, poprzemysłowe, powojskowe czy popocztowe.

Projekt uchwały został pilnie przygotowany na polecenie prezydenta Jacka Jaśkowiaka i przekazany radzie miasta. Oficjalnie poparli go już poznańscy radni PO i lewicy. Podczas najbliższej sesji radni będą dyskutować i głosować nad LSU.

– To nie jest spór urbanistów z ustawodawcą – podkreśla Katarzyna Kretkowska, radna miejska. – To kwestia, która bezpośrednio porusza i dotyka mieszkańców Poznania, wzbudzając wiele emocji. Samorządy od lat próbują wprowadzić ład przestrzenny, uchwalając plany miejscowe. Nowa ustawa pozwala jednak na inwestycje, które stoją w sprzeczności z tymi planami. Wszystkie wysiłki samorządowców są teraz na nic, a interes mieszkańców jest zagrożony.

Co może się zmienić? Zgodnie z rządową ustawą nowe osiedla mogą powstawać w odległości aż do półtora kilometra od najbliższego przedszkola lub podstawówki. Równie daleko może być najbliższy teren wypoczynku, rekreacji oraz sportu. Miejska uchwała zmniejsza tę odległość do 750 metrów.

“Lex deweloper” pozwala, by przystanki komunikacji miejskiej były odległe nawet o pół kilometra od nowych osiedli. Poznańska uchwała ogranicza ten dystans do 250 metrów.

Rządowa ustawa nie nakłada na inwestora obowiązku zapewnienia dostępu do sieci ciepłowniczej. Nie nakazuje też tworzenia miejsc parkingowych. Miejskie LSU gwarantują dwa miejsca parkingowe na każdy lokal mieszkalny w zabudowie wielorodzinnej i trzy – w zabudowie jednorodzinnej. Zapewniają też jedno miejsce parkingowe dla roweru na każdy lokal oraz nakładają obowiązek zapewnienia dostępu do sieci ciepłowniczej.

LSU ogranicza też liczbę kondygnacji naziemnych do siedmiu (w rządowej ustawie jest ich aż 14). Wyższe budynki będzie można stawiać tylko wtedy, gdy w pobliżu planowej inwestycji stoją już siedmiokondygnacyjne lub wyższe bloki. “W pobliżu” – czyli według miejskiego dokumentu w odległości do 250 metrów. Rządowa ustawa zezwala na nawet półkilometrową odległość.

– To nie znaczy, że w Poznaniu nie będzie można budować wieżowców – wyjaśnia Maciej Wudarski. – Po prostu inwestor, który będzie chciał postawić wyższy budynek, nie będzie mógł skorzystać z ułatwień nowej specustawy. Będzie musiał działać zgodnie z planem miejscowym dla danego terenu. Część ograniczeń, jakie wprowadzamy, ma charakter tylko i wyłącznie ekonomiczny. Liczymy na to, że ten twardy sygnał będzie na tyle czytelny dla inwestorów, że zrozumieją, że Poznań nie zgadza się na niekontrolowaną zabudowę.

Jeśli poznańscy radni podczas najbliższej sesji przyjmą uchwałę, i tak nie zablokują wszystkich inwestycji niezgodnych z planami miejscowymi. Nowe miejskie prawo pozwoli jednak ograniczyć ich negatywne skutki.

Autor: mat. pras.

0 0 vote
Oceń artykuł
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze