Małgorzata Kidawa-Błońska kontra Jacek Jaśkowiak fot. PO

Małgorzata Kidawa-Błońska kontra Jacek Jaśkowiak: jak wypadła debata?

Zdania, co naturalne, są podzielone; zwolennicy Małgorzaty Kidawy-Błońskiej uważają, że zwyciężyła kulturą osobistą. Zwolennicy Jacka Jaśkowiaka są zdania, że to on wygrał. Konkretami i mówieniem prosto z mostu.

Z pewnością była to debata grzeczna, a oboje kandydaci dobrze się do niej przygotowali. Niektórzy z komentatorów użyli nawet określenia “nudna” i “przewidywalna”, a także zwrócili uwagę na to, że momentami trudno było się połapać, na czym polegają różnice programów obojga kandydatów.

Oboje jednak trzymali się deklaracji wypowiedzianych przez nich, gdy postanowili wystartować w prawyborach:
“Kandyduję, bo jestem kobietą, a kobieta lepiej da radę zasypywać podziały w społeczeństwie” – podkreśla przy każdej okazji Małgorzata Kidawa-Błońska.
“Zawsze będę stał po stronie poniżanych i słabszych” – deklaruje Jacek Jaśkowiak.
” Jacku, nie biegam długich maratonów, ale jestem kobietą i wiem, co to znaczy codzienna żmudna praca. I nie zamierzam rezygnować z sympatii do ludzi” – tak brzmiała riposta pani marszałkini, która, jak się okazuje, mimo wrodzonej słodyczy potrafi wetknąć szpilę.

Tomasz Grodzki, marszałek Senatu, stwierdził na swoim koncie w mediach społecznościowych, że “Jacek Jaśkowiak bardzo dobry, ale Małgorzata Kidawa-Błońska w mojej ocenie REWELACYJNA. Przygotowana, zmotywowana, precyzyjna, pełna energii. Format prezydenta RP!”. Ale nie jest tajemnicą, że marszałek Grodzki popiera panią Kidawę-Błońską.

Natomiast w obozie poparcia Jacka Jaśkowiak, w skład którego wchodzą między innymi poseł Marcin Bosacki i Adrian Tomaszkiewicz, działacz PO z Wielkopolski, mimo wyrazów podziwu i uznania ogromnej kultury osobistej pani marszałkini, uznali, że to Jacek Jaśkowiak okazał się lepszy w tej debacie.
“Pierwszy wniosek z trwającej debaty” – napisał Tomaszkiewicz. – “Jacek Jaśkowiak mówi o konkretach, Małgorzata Kidawa-Błońska mówi ogólnie”.

Na tle ogólnie mało wyrazistej debaty rzeczywiście Jacek Jaśkowiak był bardziej widoczny. Nie tylko ze względu na to, co mówi, ale też z powodu tego,  jak to robi. Bo mówi zwięźle, na temat i chwilami wręcz brutalnie szczerze. Po sejmowej odpowiedzi Adriana Zandberga dla premiera Morawieckiego okazało się, że taki sposób mówienia cieszy się poparciem wyborców. Zapewne nie tylko ze względu na to, że to nowość na naszej scenie politycznej, ale też dlatego, że to pozytywna nowość: polityk mówiący prawdę, w dodatku prosto z mostu.
“Mam plan, jak wygrać w maju” – mówił Jacek Jaśkowiak. – “Najlepiej jest liczyć na siebie samego. Nie będę czekał, aż ktoś zrobi coś za mnie. Nie będę czekał, aż ktoś napisze mi w przemówieniu, co mam powiedzieć”. I dodał to, o czym już mówił wcześniej i co wywołało ogromne poruszenie, że prezydent Duda ośmieszył urząd i należy go postawić przed Trybunałem Stanu za łamanie Konstytucji.

Małgorzata Kidawa-Błońska z kolei czarowała ogromnym urokiem osobistym i ciepłem, choć nie można było nie zauważyć, że jest osobą kompetentną, rzetelną i doskonale zorientowaną tak w sprawach gospodarczych jak politycznych, zwłaszcza wszystkich warszawskich rozgrywkach. Błyskotliwa, a jednocześnie ciepła, potrafi osiągnąć wszystko, co chce dzięki takiemu rozeznaniu. Tu bije na głowę Jacka Jaśkowiaka, który z kolei jest lepszy w gospodarce: jako prawnik i ekonomista, jako wieloletni biznesmen, no i jako szef samorządu.

Kandydaci nie powiedzieli w zasadzie nic nowego, a największe emocje wśród członków PO wzbudził fakt, że na Twitterze podczas debaty ukazało się kilkakrotnie więcej wpisów dotyczących Małgorzaty Kidawy-Błońskiej niż Jacka Jaśkowiaka. Czy to może być dowodem na to, że partia woli jednak marszałkinię z Warszawy niż samorządowca z Poznania? Grzegorz Schetyna stanowczo temu zaprzecza i twierdzi, że cały czas popiera oboje kandydatów.

Dodaj komentarz

avatar