Leszno: nie ma pieniędzy na pensje dla ratowników

Na kilkanaście jezior wokół Leszna są tylko cztery strzeżone kąpieliska. Na pozostałych nikt nie dba o bezpieczeństwo – jedynie w Boszkowie ratownicy WOPR pracują społecznie. Dlaczego tak jest?
Reklama

Właściciele kapielisk, jak podaje Radio Poznań, twierdzą, że koszty zatrudnienia ratowników są zbyt wysokie i nie stać ich na taki wydatek. Rzeczywiście może to być spory koszt, zwłaszcza dla dużych kąpielisk. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych w sprawie minimalnych wymagań dotyczących liczby ratowników przez cały czas otwarcia kapieliska powinno ich być dwóch na każde 100 metrów linii brzegowej na kąpielisku śródlądowym. Jeden ratownik powinien pełnić służbę na lądzie, drugi na wodzie, na łodzi lub platformie znajdującej się poza strefą dla umiejących pływać. A jeśli kąpielisko jest czynne dłużej niż 8 godzin – ratowników powinno być odpowiednio więcej. Licząc choćby tylko dwa miesiące wakacji otrzymujemy pokaźną kwotę, której właściciele kąpielisk albo nie chcą wyłożyć – albo ich na to nie stać.

Reklama

Dlatego ratownicy zrzeszeni w Wodnym Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym postanowili pełnić społeczne dyżury na najbardziej popularnych kąpieliskach – na przykład w Boszkowie, gdzie, według szacunków, w upalne weekendy odpoczywa nawet 60 tysięcy osób. Ratownicy przyjeżdżają tam w swoim wolnym czasie, jako wolontariusze. Samorząd Leszna zwraca im jedynie koszty paliwa zużytego na dojazdy.

Społeczne dyżury ratowników sprawiają, że kąpieliska są bezpieczne – jednak to jest rozwiązanie doraźne i z pewnością niewystarczające. Niestety, może być i tak, że sens zatrudnienia ratownika właściciele dostrzegą dopiero wtedy, gdy na ich terenie dojdzie do tragicznego wypadku.

Reklama

Radio Poznań, el

Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar