Konflikt militarny w sąsiednim kraju może wywoływać wiele skrajnych emocji i skojarzeń. Uruchamiają się wówczas różne mechanizmy psychologiczne, które mogą wpływać na to, jak się czujemy i jak działamy w tym trudnym czasie.

Jeśli odczuwasz nasilony stres lub ktoś z Twoich bliskich czuje się nadmiernie przytłoczony obecną sytuacją, warto skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty. Znajdziesz ich na przykład w Ośrodku Pomarańczowe Ja w Poznaniu.

Każdy reaguje po swojemu

W ostatnim czasie łatwo było zauważyć, że każdy na swój sposób reaguje na informacje związane z konfliktem w Ukrainie. Wiele osób motywuje się do wspólnego działania i aktywnego niesienia pomocy. Część skupia się na tym, jak zabezpieczyć siebie i najbliższych przed ewentualnym niebezpieczeństwem w przyszłości. Znaczna część z nas odczuwa obecnie intensywne emocje – złość, smutek, niepokój, strach i lęk. Niektórzy zauważają podobieństwa pomiędzy tym, co społecznie dzieje się w Polsce teraz oraz zjawiskami obserwowanymi na początki pandemii covid-19 – podobnie jak teraz, zawisło wówczas nad nami ryzyko potencjalnego zagrożenia a sytuacja była nowa i niepewna.

Co przeżywamy – brak kontroli

Gdy śledzimy w mediach skrajnie nieszczęśliwe wydarzenia, może to konfrontować nas z poczuciem bezsilności. Próbujemy przywrócić sobie poczucie wpływu, często na wiele konstruktywnych sposobów – aktywne działanie na rzecz niesienia pomocy czy innego rodzaju akcje społeczne.

Z drugiej jednak strony nie możemy zaprzeczyć faktowi, że wiele wydarzeń odbywa się zupełnie poza nami – bez naszej zgody i naszego udziału. I tak było zawsze – nie tylko w ciągu ostatnich dni.

Jako ludzie bardzo często wolimy jednak oszukiwać się, że jeśli wystarczająco mocno się postaramy, możemy kontrolować wszystkie negatywne wydarzenia i trzymać je z daleka. Takie wydarzenia jak wojna, nawet w sąsiednim kraju, mogą odzierać nas z tych złudzeń i konfrontować z faktem, że nie na wszystko mamy wpływ a świat porusza się w znacznej mierze bez naszej kontroli – to z kolei oznacza, że jednak nie możemy “wszystkiego”, nie jesteśmy “wszechmocni” i że ostatecznie… jesteśmy śmiertelni. Wytrącenie z tych złudzeń może powodować dyskomfort.

Tworzymy czarne scenariusze

W obecnej sytuacji wiele osób odczuwa silne obawy. Niektóre z nich są uzasadnione, wiele z nich jednak wynika z naszych osobistych domysłów i fantazji, które wcale nie muszą się spełnić – potęgują natomiast dyskomfort i napięcie, które odczuwamy na co dzień.

Lęk i strach – czym się różnią?

Choć w języku potocznym słowo “lęk” i “strach” większość osób rozumie tak samo, psychologia je odróżnia. Strach oznacza bowiem uzasadnioną obawę przed bezpośrednim zagrożeniem “tu i teraz” (na przykład, gdy goni nas ktoś agresywny). W takich sytuacjach strach jest ważny i potrzebny, ponieważ w naturalny sposób motywuje nas do walki i ucieczki a w konsekwencji – do uchronienia się przed krzywdą.

Lęk natomiast rozumiemy jako obawę wynikającą z psychologii człowieka – z jego wyobrażeń, fantazji, obaw, które nosi w sobie na podstawie wcześniejszych doświadczeń lub wychowania. Najczęściej trudniej go uzasadnić a zagrożenie nie jest obecne “tu i teraz” – ma charakter hipotetyczny. Przykładem może być lęk przed bliskością, przed wychodzeniem z domu lub przed zachorowaniem, gdy akurat nic nam nie dolega. Lęk wywołuje napięcie i dyskomfort, podobnie jak strach. Zwykle bywa jednak o wiele bardziej długotrwały, ponieważ nie uruchamia się wyłącznie w odpowiedzi na sytuację (jest z nami długofalowo – podpowiada, że “w każdej chwili” coś może się wydarzyć). To z kolei powoduje wyczerpywanie zasobów psychofizycznych a nawet ogranicza nasze działanie i rozwój, ponieważ powoduje, że wycofujemy się z niektórych działań z niepokoju, że obawy się spełnią.

Lęk napędza się w tłumie

Pomimo tego, że wszyscy żyjemy w osobnych mieszkaniach i w innych miastach, na każdego z nas mogą oddziaływać w tej chwili zasady tzw. psychologii tłumu. Opowiada ona o tym, w jaki sposób działają duże zbiorowości. Za pośrednictwem mediów i szybkiej komunikacji, pomimo odległości, jako społeczeństwo tworzymy coś w rodzaju “tłumu” – niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. Szczególnie w tak emocjonalnie poruszającym czasie, jak teraz. Jakie to zjawiska? Między innymi “zarażanie afektywne”. Polega ono na tym, że członkowie zbiorowości zarażają się wzajemnie określonymi emocjami, których w pojedynkę, nie koniecznie by doświadczali, lub odczuwaliby z mniejszą intensywnością.

W obecnym czasie istnieje silne ryzyko takiego “zarażania się” paniką i lękiem. Warto zastanowić się wówczas, jak oddziałują na nas te emocje, czy są dla nas pomocne, czy raczej szkodliwe oraz czy dotyczą realnego, pewnego zagrożenia (strach vs lęk).

Obawy przed stratą

Znaczna część z nas obawia się straty – ogólnie. Utraty bliskich osób, utraty pozycji społecznej, reputacji, bezpieczeństwa, poczucia kontroli, zdrowia, życia… Podobnie jak w przypadku wyobrażania sobie, że nad wszystkim mamy kontrolę, wojna przypomina nam również, że w życiu mogą zdarzyć się różne straty. To może powodować w nas lęk i smutek a także poczucie niezgody. Niektórzy bardziej będą obawiać się utraty pozycji społecznej, statusu ekonomicznego, inni utraty zdrowia lub jeszcze czegoś innego – w zależności od tego, jakie obawy nosiliśmy w głębi serca dawniej, jeszcze zanim sytuacja przybrała obecny kształt.

Dbajmy o siebie

To ważne, abyśmy widzieli, że mamy prawo przeżywać różne stany i emocje oraz że każdy z nas może nieco inaczej na nie reagować. Pomimo tego, że wojna nie dzieje się w Polsce, nie oznacza to, że nasze emocje nie są ważne. Nawet, jeśli gorąco pragniemy pomagać tym, którzy najbardziej tego potrzebują, pierwszym krokiem musi być to, abyśmy potrafili zadbać o siebie – inaczej trudno będzie nam udźwignąć tę sytuację i angażować się w jakiekolwiek szlachetne działania.

Ośrodek Psychoterapii i Pomocy Psychologicznej „Pomarańczowe Ja”
ul. Czajcza 2A/13
61-546 Poznań

Telefon:
515 321 007
https://www.terapiapoznan.pl/kontakt/

Artykuł sponsorowany