Lech wygrywa po słabej grze

Podziel się!

Lech Poznań pokonał na własnym stadionie Arkę Gdynia po bramce Christiana Gytkjaera.

Przed zespołem Adama Nawałki poważne wyzwanie pod tytułem “wykorzystać korzystny wynik bezpośredniego meczu z Legią do dalszych zwycięstw” w Lotto Ekstraklasie. Wygrana nad klubem, z którym poznańscy kibice mają zgodę, jest koniecznością, jeśli w Poznaniu ciągle myśli się o miejscu – przynajmniej – na podium, a totalnym minimum jest zakwalifikowanie się do europejskich pucharów. Jasne, kibice oczekują trofeów, jednak Pucharu Polski już nie uda się zdobyć, natomiast do tytułu mistrza Polski bardzo daleka droga – między innymi aż trzynaście punktów do liderującej Lechii Gdańsk czy dziewięć (ewentualnie sześć w przypadku wygranej z Arką – przyp. red.) do odwiecznego rywala, czyli Legii Warszawa. Wyniki w bieżącej kolejce nie układały się korzystnie dla zawodników “Kolejorza” aż do ostatnich minut meczu Jagiellonii z Górnikiem Zabrze, gdzie wyrównującego gola w kontrowersyjnych okolicznościach strzelił Igor Angulo. W kontrowersyjnych – bo jak się wydawało, w momencie podania znajdował się na pozycji spalonej, to jednak nawet sędziowie siedzący w wozie VAR stwierdzili poprawność zdobytej bramki. Swoje mecze – jak już wspominaliśmy – wygrała Legia oraz Piast. W przypadku korzystnego rezultatu w niedzielę, Lech swojej piątej pozycji nie zmieni, może się za to zbliżyć do Jagiellonii i drużyny z Gliwic na jeden punkt. Będzie miał także punkt przewagi nad Pogonią Szczecin, która pokonała Wisłę Kraków.

Trener poznaniaków podkreślał na przedmeczowej konferencji, że mecz z Arką Gdynia może być trudniejszy od tego z Legią Warszawa, gdzie przeważały względy taktyczne.

– Mecz z Arką uważam za dużo trudniejszy pod względem sposobu gry. Mecz z Legią był bardzo dobrze rozegrany taktycznie, widać, że drużyna była bardzo mocno skoncentrowana na przedmeczowych założeniach. Drużyna była bardzo dobrze nastawiona do tego spotkania. Co było niezwykle istotne, to to, że w takich meczach nie można być tylko obecnym, tutaj trzeba wejść na najwyższy poziom swoich umiejętności, zarówno piłkarsko jak i wolicjonalnie. To pokazało, że drużyna w takich sytuacjach potrafi się odpowiednio zaprezentować, to bardzo dobrze rokuje na najbliższy mecz – mówił były selekcjoner reprezentacji Polski przed pierwszym gwizdkiem z Arką Gdynia na konferencji prasowej.

Arka Gdynia poprzednie trzy spotkania przegrała – z Piastem Gliwice, Zagłębiem Sosnowiec oraz z Koroną Kielce. Zawodnicy Zbigniewa Smółki w Lotto Ekstraklasie swój mecz wygrali ostatnio 26 listopada na własnym stadionie, gdzie przeciwnikiem była wówczas Wisła Kraków. Można napisać wręcz, że “Arkowcy” rozgromili rywali aż 4:1, jednak od tamtego momentu notują serię siedmiu meczów bez wygranej. Wliczając w to mecz Pucharu Polski – osiem. Robi wrażenie. Na dodatek w Poznaniu zabraknie pauzujących za kartki Adama Marciniaka oraz Luki Maricia – podstawowych obrońców u Zbigniewa Smółki. W Lechu z kolei od pierwszej minuty w porównaniu do meczu z Legią zabrakło Kostewycza, którego zastąpił Tomasik, Pedro Tiby pauzującego za kartki – w jego miejsce wszedł Vernon De Marco. Co prawda, po pauzie za żółte kartki wracał Łukasz Trałka, ale od pierwszej minuty do boju Nawałka zdecydował się posłać Macieja Gajosa. Zastanawiał też kolejny mecz Joao Amarala z ławki rezerwowych, zwłaszcza, że Portugalczyk jest po Gytkjaerze najlepszym strzelcem w Lechu.

Spotkanie w pierwszym kwadransie gry było bardzo spokojne, wręcz można nazwać to grą usypiającą. Lechici zdecydowanie więcej utrzymywali się przy piłce, próbowali gry kombinacyjnej, jednak tak naprawdę mało z tego wynikało. Arka natomiast ograniczała się do wybijania piłki poza swoją szesnastkę, najczęściej w stronę wysunięte Jankowskiego, ale tam padała ona łupem rosłych obrońców “Kolejorza” – Vujadinovicia i Rogne. Podopieczni Zbigniewa Smółki po tym czasie zaczęli wreszcie wychodzić ze swojej połowy. Rozrzucali grę na prawą i lewą stronę, całkowicie omijali środek boiska, bardzo często wykorzystywali do gry swoich skrzydłowych, ale nie zagrażali bramce Buricia. Strzały Olczyka czy Jankowskiego lądowały albo obok słupka albo… trafiały za boczną linię boiska na aut. W 39. minucie szybko swoją prawą stroną pobiegł Kamil Jóźwiak, kiedy to dostał piłkę od Gumnego, przedarł się w pole karne Steinborsa, zagrał idealną piłkę do Gytkjaera, a ten piekielnie mocnym strzałem pod poprzeczkę pokonał bramkarza gości. Była to piąty gol Duńczyka z rzędu zdobyty na stadionie przy Bułgarskiej. Na chwilę przed zakończeniem pierwszej części gry bardzo dobrym strzałem z dystansu popisał się Maciej Makuszewski, ale tym razem Steinbors zdołał sparować piłkę do boku.

Druga połowa zaczęła się od wyprowadzeniu kontrataku przez zawodników Lecha, zakończonego celnym, ale prosto w rękawice bramkarza gości strzałem Darko Jevticia. Chwilę później podobnym uderzeniem odpowiedziała Arka, a konkretniej Luka Zarandia. Po tych strzałach gra się uspokoiła, a więcej akcji z gry mieli “Arkowcy”. Raz duży błąd przy wyprowadzeniu piłki popełnił Vernon de Marco, jednak podanie w stronę będącego w polu karnym Jankowskiego dobrze wyblokował Tomasik. Lech grał trochę tak, jakby nie miał większego pomysłu na grę. Zazwyczaj gra poznaniaków polegała na kierowaniu piłek do wysuniętego Gytkjaera, a jeśli ten zdołał wywalczyć piłkę – kierował ją do Jóźwiaka albo Jevticia. Bardzo słabo wyglądał w tej części gry Jevtic, który dwukrotnie mając możliwość zagrania do Gytkjaera czy Jóźwiaka, wybierał całkowicie inne opcje i ostatecznie tracił piłkę. Z minuty na minutę Arka zdobywała więcej przestrzeni i to faktycznie zawodnicy Zbigniewa Smółki przeważali w drugiej połowie. Najpierw w 65. minucie strzał z główki Jankowskiego pewnie złapał w ręce Jankowski, a później groźnie prawą stroną przedarł się Zarandia, ale na szczęście lechitów – nikt jego podania nie zdołał władować do bramki.

W 90. minucie gry kapitalną okazję do zdobycia bramki miał Michał Janota, jednak piłka po jego strzale głową poszybowała nad poprzeczką. Lechici kiepsko wyglądali pod koniec meczu. Mając możliwość wyprowadzenia kontrataku – marnowali kompletnie bezsensownymi decyzjami: Timur Zhamaletdinov czy Kamil Jóźwiak. Porównując mecz z Legią Warszawa pod względem zaangażowania, to lechici w spotkaniu z Arką wyglądali w tym aspekcie bardzo słabo. Dramatyczny występ notował także Tomasik czy Makuszewski. Wynik na szczęście się nie zmienił, a kibice po meczu mogli głęboko odetchnąć. Trzy punkty, ale w słabym stylu.

Lech Poznań: Jasmin Buric – Robert Gumny, Thomas Rogne, Nikola Vujadinovic, Piotr Tomasik – Vernon de Marco, Maciej Gajos – Kamil Jóźwiak, Darko Jevtic, Maciej Makuszewski – Christian Gytkjaer.

Arka Gdynia: Pavels Steinbors – Damian Zbozień, Christian Maghoma, Adam Danch, Michael Olczyk – Adam Deja, Marko Vejinovic – Luka Zarandia, Michał Janota, Nabil Aankour, Maciej Jankowski.

 


Podziel się!

Dodaj komentarz

avatar