Lech Poznań tylko remisuje z Wisłą Kraków. „Kolejorz” traci cenne punkty

fot. Tomasz Folta / PressFocus / Zagłębie Lubin (materiały prasowe)

Piłkarze Lecha Poznań byli zdecydowanym faworytem spotkania z Wisłą Kraków. W Krakowie udało im się ugrać tylko remis i to po bramce zdobytej w jednej z ostatnich akcji meczu.

O mistrzostwo Polski walczą obecnie trzy zespoły – Pogoń Szczecin, Raków Częstochowa i Lech Poznań. Pierwszy z tych zespołów w piątek tylko zremisował, więc przed „Kolejorzem” była świetna okazja, żeby „przeskoczyć” w tabeli zespół ze Szczecina. Rywal wydawał się wymarzony. Wisła Kraków znajduje się w strefie spadkowej. W pierwszym spotkaniu pomiędzy tymi drużynami poznaniacy wygrali aż 5:0.

Lech na tle rywala prezentował się dobrze. Długo utrzymywał się przy piłce i próbował sobie stworzyć sytuacje bramkowe. Z tym jednak był duży problem. Wisła natomiast wyglądała na zespół dużo gorszy, a mimo to nie miała problemów z tworzeniem zagrożenia pod bramką Bednarka.

To gospodarze mieli pierwszą świetną okazję do zdobycia bramki. Stały fragment gry, dośrodkowanie w pole karne „Kolejorza”, duże zamieszanie i nagle tuż przed Bednarkiem pojawił się Colley, który uderzał z najbliższej odległości. Bramkarz Lecha fantastycznie obronił.

Problemem Lecha i siłą Wisły były stałe fragmenty gry. Właściwie każde dośrodkowanie w pole karne poznaniaków powodowało olbrzymie zamieszanie i groźne sytuacje. Po jednym z nich bramkę powinien zdobyć Ondrasek, ale uderzył minimalnie obok słupka w doskonałej sytuacji.

Jak na ironię, minutę później ten sam napastnik z dużo trudniejszej pozycji zdobył już bramkę dla swojego klubu. W całej akcji było dużo przypadku. Piłka po rykoszecie spadła pod nogi Savicia, ten podał do Ondraska, a napastnikowi Wisły wyszło doskonałe uderzenie na bramkę Filipa Bednarka. Bramkarz Lecha mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.

Piłkarze Macieja Skorży chcieli szybko ruszyć do odrabiania strat, ale w dalszym ciągu mieli olbrzymie problemy ze stwarzaniem dogodnych sytuacji bramkowych. A zespół z Krakowa dalej świetnie wykorzystywał stałe fragmenty gry – po jednym z nich Wisła strzeliła drugą bramkę (Colley). Po weryfikacji VAR bramka ta została jednak anulowana.

To nie był koniec problemów lechitów ze stałymi fragmentami gry – po dośrodkowaniu w pole karne, piłkę próbował wybić Skóraś. Tak niefortunnie, że ta odbiła się od poprzeczki bramki Bednarka. „Kolejorz” miał w tej sytuacji bardzo dużo szczęścia.

Poznaniacy do końca naciskali i w ostatnich minutach trwało już oblężenie pola karnego gospodarzy. Najpierw fatalnie przestrzelił Ishak, ale w jednej z ostatnich sytuacji Lech doprowadził do remisu. Wprowadzony po przerwie na boisko Ba Loua dośrodkował w pole karne Wisły, a tam doskonałym uderzeniem popisał się Milić i doprowadził do wyrównania.