Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:1

Remis Lecha na wyjeździe z pewnością nie był tym, na co czekali jego kibice. I sądząc po poziomie meczu, mieli prawo spodziewać się lepszego wyniku.

To było dobre piłkarskie widowisko, które oglądało się z przyjemnością, choć zapewne fani Kolejorza liczyli na większą dominację swojego zespołu na boisku, a już na pewno nie spodziewali się, że to właśnie Jagiellonia strzeli pierwszego gola – a tak się właśnie stało w 41. minucie meczu, gdy poznańskiego bramkarza pokonał obrońca Jagiellonii Bogdan Tiru.

I to właśnie zespół gospodarzy był zdecydowanie bardziej dynamiczny w pierwszej połowie meczu. To mogło dziwić i nieco rozczarować, zwłaszcza po przedmeczowych zapowiedziach, jakie składał trener Dariusz Żuraw – że Lech jedzie po trzy punkty. I zwłaszcza biorąc pod uwagę sytuację Jagiellonii, która jest pogrążona w kryzysie, a jej sytuacja punktowa nie przedstawia się dobrze, mówiąc delikatnie.

A jednak w meczu z poznaniakami zespół wziął się w garść i pokazał ambitną piłkę. Co prawda waleczność zawodników na początku spotkania przełożyła się na prezentację żółtych kartek, ale nie zmniejszyło to ich entuzjazmu. Natomiast zawodnikom Kolejorza uświadomiło, że może nie być tak łatwo, jak sobie wyobrażali.

I to zapewne ta świadomość oraz zaskoczenie energią zespołu z Białegostoku sprawiło, że lechici dość często nie nadążali za gospodarzami, wydawali się nieco zagubieni, a ich akcje były mocno niecelne. Częściej mieli piłkę, ale niewiele z tego wynikało i to właśnie Jagiellonia pierwsza zdobyła gola w 41. minucie. Nie da się ukryć, że w dużej mierze dzięki niezbyt spójnej obronie Lecha Poznań, która nie zareagowała w porę na groźny strzał Borysiuka, a później dopuściła Tiru tuż pod bramkę. Van der Hart nie miał szans obronić jego dobitki.

Jednak lechici pozbierali się zadziwiająco szybko po utracie bramki i już 4. minuty później strzał Puchacza sprawił, że pod bramką gospodarzy zrobiło się gorąco. Bomba byłaby nie do obrony, gdyby trafiła do bramki – niestety, zaliczyła słupek.

Po przerwie poznaniacy zaczęli pokazywać, co potrafią. Kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy Kamil Jóźwiak wpakował piłkę wprost do bramki gospodarzy – niestety, po analizie VAR okazało się, że jednak był spalony. Gol dla lechitów padł więc dopiero w 62. minucie ze strzału Jakuba Modera z 25 metrów.

W 77. minucie próbował pokonać bramkarza Jagiellonii Christian Gytkjaer – niestety, dwukrotnie udało mu się tylko posłać piłkę nad poprzeczką. Ostatecznie gol Jakuba Modera okazał się jedynym zdobytym przez Lecha w tym meczu.

Sytuacja w tabeli przedstawia się więc następująco: Legia Warszawa z 45 punktami wyprzedza Cracovię (42 punkty) i Pogoń Szczecin (40 punkty). Lech z 38 punktami znajduje się na 5. pozycji.

el

Dodaj komentarz

avatar