fot. lechpoznan.pl / Przemysław Szyszka

Lech odnosi cenne zwycięstwo. Tylko jedna bramka w spotkaniu ze Śląskiem

Lech Poznań odniósł na wyjeździe cenne zwycięstwo ze Śląskiem Wrocław. „Kolejorz” był zespołem lepszym i zasłużenie zwyciężył. Sam mecz trudno jednak uznać za atrakcyjny.

Faworytem tego spotkania byli oczywiście poznaniacy, którzy walczą o mistrzostwo. Śląsk Wrocław teoretycznie może jeszcze spaść z ligi, a forma drużyny od dłuższego czasu nie jest zbyt wysoka. Odrobinę nadziei kibicom z Wrocławia dawało ostatnie wyjazdowe zwycięstwo z Wisłą Płock oraz duże problemy kadrowe „Kolejorza”. W spotkaniu ze Śląskiem nie wystąpili m.in. Ishak, Salamon i Ba Loua.

Od pierwszych minut Lech był zespołem nieco lepszym, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. W pierwszej połowie bramkarze obu zespołów byli w zasadzie bezrobotni. „Kolejorz” przeprowadził jedną ładną akcję i było blisko zdobycia bramki – Kamiński podał do Kownackiego, ten wbiegł w pole karne i zagrał wzdłuż bramki do Amarala. Portugalczyk jednak stracił równowagę tuż przed oddaniem strzału i nie było pierwszej bramki dla Lecha.

Oba zespoły prezentowały się słabo – obaj trenerzy postanowili dokonać więc zmian w przerwie spotkania. W Śląsku na boisku pojawił się Lewkot, a w Lechu Skóraś i Pereira. Zmiany dokonane przez trenera Skorżę miały bardzo duży wpływ na przebieg początku drugiej połowy. To właśnie Skóraś brał udział w dwóch doskonałych sytuacjach do zdobycia bramki.

Młody pomocnik najpierw dostał świetne podanie z głębi pola, ale piłkę wygarnął mu bramkarz Śląska. Ta trafiła po chwili do Kamińskiego, który uderzył na bramkę, ale piłkę z linii bramkowej wybił Tamas. Po chwili bramka już padła. Skóraś w kolejnej akcji wbiegł z piłką w pole karne Śląska i pokonał Szromnika.

„Kolejorz” prowadził, a gra specjalnie nie uległa zmianie. Teoretycznie Śląsk powinien się rzucić do odrabiania strat, ale wrocławianie przez całe spotkanie nie potrafili stworzyć sobie naprawdę dobrej okazji do zdobycia bramki. Poznaniacy mieli natomiast jeszcze jedną doskonałą okazję – po wymianie kilku podań Rebocho dośrodkował do Kownackiego. Ten uderzył na bramkę, ale Szromnik dał radę odbić to uderzenie.

Może nieco w słabym stylu, ale lechici zasłużenie wygrali we Wrocławiu. Przynajmniej do jutra pozostaną liderem w tabeli.